poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Bay, bay, Beto!

Nasza beta, Alaska, odchodzi z watahy. ;( Trudno. Nowych wyborów nie będzie, betą zostaje Raven, który chciałby mieć te stanowisko, i myślę, że na nie zasłużył. Powitajmy nowego betę!

~Amara

piątek, 12 kwietnia 2013

Od Jessici:

Czekałam w zniecierpliwieniu na zakończenie tej wyprawy i powrót podróżników do domu. Całymi dniami przesiadywałam z Mackiem, z którym mocno się zaprzyjaźniłam w ostatnim czasie.
Było tak irytująco pusto…
- Nie wiem jak ty, ale ja bym się przeszedł- wypalił Mack, kiedy leżeliśmy na Bagnach, w jakimś mniej przemoczonym miejscu.
- A ja bym poszła spać- ziewnęłam dyskretnie.
- Przeeestań. Nic nie robimy od tygodnia. To trochę nudne zajęcie. A od spania jest taka pora dnia, kiedy jest ciemno. Innymi słowy noc.
- Mack?- powiedziałam niepewnie. Już dawno chciałam się mu zwierzyć, ale nie miałam odwagi. Teraz też poczułam, że zasycha mi w gardle.
- Hmm?
- Myślisz, że im się coś stało? Długo ich nie ma, a mnie dręczą jakieś dziwne sny…- wyznałam.
- O ile wiem nie posiadasz mocy widzenia przyszłości, prawda?
- Nie, ale… to intuicja. Ja się o nich boję. A co jeśli…
- Nie zadręczaj się, Jess. Nic im się nie stanie- powiedział, ale nie zabrzmiało to zbyt przekonująco.
- Nie martwisz się o Shinę?- wypaliłam niespokojnym tonem.- Przecież może być właśnie w tej chwili rozszarpywana przez ciemne, nieznane moce… umierać w bólu. Może właśnie woła twoje imię? Błaga, żebyś po nią przybiegł?
Mack wyglądał na porażony ta myślą, ale bardziej na przejętego moim zachowaniem.
- Próbujesz mnie spławić? Chcesz, żebym cię zostawił i pobiegł po Shinę?
- Nie…
- Jakaś taka trochę drastyczna ta twoja intuicja. Wyobraźnię to ty masz bujną. Brałaś coś?
- Nie jestem człowiekiem. To słabe istoty. Zależne. A my jesteśmy niezależni.
- Z tobą naprawdę jest coś nie w porządku- pokręcił głową z rozbawieniem.
- Może i tak. Może i nie. Bałam się zasnąć. Bałam się, że znowu zobaczę martwą Rae…- wzdrygnęłam się na wspomnienie tego widoku z mojego snu.- Albo rozszarpaną Alaskę. Ostatnio widziałam też poturbowanego Ravela ze złamanym skrzydłem…- zamyśliłam się na chwilę.- I obłąkaną Shinę… i Amarę, całą we krwi…
- Przerażasz mnie- stwierdził obojętnie Mack.
- Właśnie widzę- parsknęłam. Moje ucho zarejestrowało jakiś nieokreślony dźwięk. Gdzieś z tyłu. Odwróciłam się gwałtownie.
- Mack? Chyba nie jesteśmy tu sami…
(Mack, dokończysz?)

Od Kiary:

Mamo, mamo!! Zostań, błagam...nie idź.- Zatrzymała się i spojrzała na mnie; w jej oczach zobaczyłam coś na kształt wahania. I nagle ten krzyk. Odwróciłam się, odruchowo,ale nikogo nie było. Popatrzyłam znowu w kierunku gdzie stała mama.-
Obudziłam się zlana potem. Przysiadłam na tylnych łapach a z oczu pociekły mi łzy. Już od roku dręczył mnie ten sen a właściwie koszmar, zawsze był taki sam : prośba, wahanie, krzyk i … koniec.
Nigdy nie dowiedziałam się i podejrzewam że się nie dowiem czy ona tam była. Popatrzyłam na niebo, jak na mój gust było coś koło 5 rano. Zaczynało już świtać. Wstałam. Nie mogłam dłużej siedzieć w miejscu więc puściłam się biegiem między drzewami. Biegłam i myślałam o siostrze, matce i o ojcu. Kochałam ich wszystkich, ale teraz żyje już tylko do Erier, jest ode mnie o rok młodsza, gdy ja uciekłam to właśnie ona przejęła rolę szamanki mojej a właściwie to nie mojej watahy. Miałam mdłości. Zatrzymałam się i przymknęłam powieki skupiając na wizualizacji jakiegoś zwierzęcia. Poczułam ukłucie i znalazłam się w ciele lisa. Było lepiej więc po biegłam dalej gdy nagle usłyszałam szmer i odgłos biegnących łap. Spięłam mięśnie gotując się do wyskoku, wróciłam „do siebie” i nasłuchiwałam. Nagle wyskoczył przede mnie wielki szary wilk. Przysiadłam i odsłoniłam zęby.
-Kim jesteś?- Zapytał. Odpowiedziałam warknięciem i jeszcze bardziej się spięłam.
-Co tu robisz?- Kontynuował wywiad, ale ja nie miałam ochoty z nim gadać, w sumie to dziwne, że jeszcze mnie nie zaatakował.
- To jest teren naszej watahy. A ty do niej nie należysz.- Oj nie, na pewno nie należę. Już jestem wyleczona z posiadania niby rodziny.
Nie za bardzo wiedziałam co mam powiedzieć więc po prostu przyjęłam pokojową pozę.
-Nie wiedziałam że to twoja wataha, już sobie idę.- Mówiąc to wstałam i odeszłam.
-A jaka jest twoja wataha?!- Zawołał za mną. Przystanęłam i nie odwracając się powiedziałam.
-Moja? Nie ma mojej watahy.
-Wędrowniczka? No proszę.- Podszedł blisko i zaczął mnie obwąchiwać.
-Nie pozwalaj sobie!- Warknęłam odskakując w bok.
-Nie bój się, nic ci nie zrobię.- Hah, mam się bać. Jego?!
-Jeszcze czego, akurat strach mi nie doskwiera!
-Jak się nazywasz? Ja jestem Fade.
-Nie wiem...- Bąknęłam zanim zdążyłam pomyśleć, dawno z nikim nie rozmawiałam.
-Jak możesz nie...
-Kiara. I daj mi już spokój.- Nie pozwoliłam mu dokończyć. Popatrzyłam na niego. Chętnie bym się teraz przemieniła w ptaka, i odleciała- poyślałam.

(ktoś dokończy? Fade?)

sobota, 6 kwietnia 2013

UWAGA!!!

Kate wylatuje z watahy za nie pisanie opowiadań ;(
Aurora, Picallo i Finally muszą coś napisać!

Amara

Dołączyła Kiara!

http://fc03.deviantart.net/fs15/i/2007/068/3/f/__Unknown_Feeling___by_wolfnighteyes.jpg
Imię Kiara
Wiek 3 lata
Płeć Samica
Moce Potrafi przybierać postać innej istoty i wskrzeszć zmarłych
Umiejętności Doskonały łowca,bardzo zwinna
Słaby punkt Nienawidzi gdy ktoś wtrąca sie w jej sprawy, ma klaustrofobię
Charakter Kiara jest odrobinkę oschła i nieufna. Życie do tej pory jej nie oszczędziło,dlatego musiała nauczyć się być bezwzględną i konsekwentną w swoich działaniach, pomimo tego jest bardzo wrażliwa. Szuka kogoś kto w końcu dał by jej odrobinę spokoju i bezpieczeństwa.
Zainteresowania Polowanie i zmarli
Podoba mu / jej się ...
W innych wilkach ceni Szczerość, skromność i waleczność

środa, 3 kwietnia 2013

Od Rae - C.D Ravena


- Paskudne rany, ale poprawa znaczna - wolałam nie dodawać, że zaniepokoiło mnie, jak powoli postępował proces leczniczy. Rany powinny zagoić się i bez tego, a jednak dopiero moje zdolności lecznicze jakoś na nie wpłynęły. Zaskoczyło mnie to, co to był za napastnik? Może nie taki zwykły wilk...? Nie czas oszczędzać siły na dalszą podróż, trzeba było działać. Skupiłam się na zasklepianiu ran, goiły się w oczach... Za to ja słabłam. Zakręciło mi się w głowie i przysiadłam na tylnych łapach. Ale przynajmniej rany uznać można było za zaleczone.
- Raven, możesz już wstać? - Podniosłam się, spoglądając to na niego, to na Alaskę.
<Wybaczcie, że tak krótko, internet zdechł. Pisanie z komórki jest straszne.>

wtorek, 2 kwietnia 2013

Od Ravena - C.D Alaski

Gdy tak leżałem, podeszła do mnie Rae z lekarstwem.
- Jeśli to znowu to kupsko które musiałem pić po walce ze smokiem to mam nadzieję że będę się mógł po tym ruszyć bo jak nie to się chyba powieszę.
- Tak to to lekarstwo, ale tym razem wzbogaciłam je o zioło dzięki któremu rany szybciej się zagoją a kości zrosną. - odpowiedziała Rae.
- To fajnie, kiedy będziemy mogli ruszać?
- Za 3 godziny, ale nie forsuj się.
- Jasne.
<Alaska? Ekipo?>

Od Alaski - C.D Ravena

Nie wiedzieliśmy co robić dalej. Wiedziałyśm, że choć Raven wmawia nam, iż wszystko jest  w jak najlepszym porządku, że w rzeczywistości tak nie jest, a było łatwo to rozpoznac po częstych cichych jęknięciach wydbywających się z miejsca gdzie leżal, gdy próbował się podnieść, czy choćby ruszyć. Nie możemy zbyt długo tu pozostać, a i tak jesteśmy już tutaj ok. 3 dni. Nie wiem dokładnie ponieważ niezbyt widać tutaj czy jest noc czy dzień ponieważ cały las spowija mrok i trudno się połapać. Rae robi co w jej mocy żeby jakoś pomoc Raven'owi, ale pomimo jej starań nadal nie jest dobrze. Mam nadzieje, że to już nie potrwa zbyt długo, bo przecież musimy się posuwać naprzód, żeby znaleźć jakieś lecznicze rośliny czy spotkać jakieś nieznane nam zwierzęta. Tym czasem stimy w martwym punkcie. Nie cofamy się nie idziemy naprzód. Jedna wielka klapa. Myślę, że jak tak dalej pójdzie to ja i Amara będziemy musiału pójść dalej a Raven i Rae będą musieli tu zostać. To przygnębiająca perspektywa bo wcale nie chcę się rozdzielać, wręcz przeciwnie, ale jeśli nie będzie wyjścia to co zrobić. jest też opcja zawrócenia, ale w sumie nie ma takiej opcji. Przecież zaszliśmy już tak daleko. Co robić?
<Ekipo?>

Od Jessici:


Otworzyłam oczy. Promienie słoneczne rzucały światło na świeżą, wiosenną trawę. Przeciągnęłam się, żeby rozprostować kości. To była ciężka noc. Męczyły mnie jakieś dziwne sny dotyczące Shiny, o której wczoraj tyle się nasłuchałam >uśmiech<, Macka i… Ravenclawa. Miałam dziwne przeczucie, że coś mu się stało.
- Hejka.- usłyszałam radosny głos, dobiegający gdzieś z oddali. W moją stronę biegł Mack. Uśmiechnęłam się na jego widok.
- Hej.- odpowiedziałam, kiedy znalazł się obok mnie.- Tobie też się nudzi?
- Cholernie.- zaśmialiśmy się.
- Kiedy kończy się ta… wyprawa?- spytałam niepewnie.
- Chyba już niedługo. A czemu pytasz?
- A… tak po prostu.- skłamałam.- Co robimy?
Mack zastanowił się chwilę i wyszczerzył zęby.
- Polana Tysiąca Westchnień?- zaproponował. Zachichotałam słysząc tę nazwę.
- Co to za miejsce? Chyba jeszcze tam nie byłam.
- Miejsce zabaw dla szczeniaków. Coś w tym guście. Można się tam porządnie wybiegać.- wyjaśnił.
- No to chodźmy.- uśmiechnęłam się i ruszyłam za nim.



poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Od Ravenaclawa - C.D Alaski

Normalnie super. Mam pogruchotane skrzydło i głęboką ranę na karku. Nie mogę się ruszać. Chociaż wiem że to było w dobrych intencjach. Usłyszałem jak Amara i Rae dyskutują czy iść dalej czy czekać na mnie. Wszystko teraz kręci się wokół mnie. Tym czasem podeszła do mnie Shina.
- Jak się czujesz - spytała.
- Świetnie, mam ochotę chasać po łące pełnej jednorożców. - odparłem. 

Shina uśmiechnęła się i zapytała się:
- Może chcesz porozmawiać?
- O czym?
- No nie wiem, może dlaczego taki odważny wilk nie znalazł sobie partnerki?
- Między innymi dlatego że mam takiego badziewnego farta i dla tego że nie mam wilczycy na oku, noooo oprucz jednej.
- Jakiej?
- Ojoj nie ważne.
- Ważne. Kto to?
- Szeszysza...
- Kto?
- Je... Jessica.
- Myślę że powinieneś jej to powiedzieć od razu jak wrócimy na pewno jeśli przyjmie twoje zaloty nie pożałuje tego.
- Dzięki.
(Kompanio?)