Mamo, mamo!! Zostań, błagam...nie idź.- Zatrzymała się i spojrzała na
mnie; w jej oczach zobaczyłam coś na kształt wahania. I nagle ten krzyk.
Odwróciłam się, odruchowo,ale nikogo nie było. Popatrzyłam znowu w
kierunku gdzie stała mama.-
Obudziłam się zlana potem. Przysiadłam na tylnych łapach a z oczu
pociekły mi łzy. Już od roku dręczył mnie ten sen a właściwie koszmar,
zawsze był taki sam : prośba, wahanie, krzyk i … koniec.
Nigdy nie dowiedziałam się i podejrzewam że się nie dowiem czy ona tam
była. Popatrzyłam na niebo, jak na mój gust było coś koło 5 rano.
Zaczynało już świtać. Wstałam. Nie mogłam dłużej siedzieć w miejscu więc
puściłam się biegiem między drzewami. Biegłam i myślałam o siostrze,
matce i o ojcu. Kochałam ich wszystkich, ale teraz żyje już tylko do
Erier, jest ode mnie o rok młodsza, gdy ja uciekłam to właśnie ona
przejęła rolę szamanki mojej a właściwie to nie mojej watahy. Miałam
mdłości. Zatrzymałam się i przymknęłam powieki skupiając na wizualizacji
jakiegoś zwierzęcia. Poczułam ukłucie i znalazłam się w ciele lisa.
Było lepiej więc po biegłam dalej gdy nagle usłyszałam szmer i odgłos
biegnących łap. Spięłam mięśnie gotując się do wyskoku, wróciłam „do
siebie” i nasłuchiwałam. Nagle wyskoczył przede mnie wielki szary wilk.
Przysiadłam i odsłoniłam zęby.
-Kim jesteś?- Zapytał. Odpowiedziałam warknięciem i jeszcze bardziej się spięłam.
-Co tu robisz?- Kontynuował wywiad, ale ja nie miałam ochoty z nim gadać, w sumie to dziwne, że jeszcze mnie nie zaatakował.
- To jest teren naszej watahy. A ty do niej nie należysz.- Oj nie, na
pewno nie należę. Już jestem wyleczona z posiadania niby rodziny.
Nie za bardzo wiedziałam co mam powiedzieć więc po prostu przyjęłam pokojową pozę.
-Nie wiedziałam że to twoja wataha, już sobie idę.- Mówiąc to wstałam i odeszłam.
-A jaka jest twoja wataha?!- Zawołał za mną. Przystanęłam i nie odwracając się powiedziałam.
-Moja? Nie ma mojej watahy.
-Wędrowniczka? No proszę.- Podszedł blisko i zaczął mnie obwąchiwać.
-Nie pozwalaj sobie!- Warknęłam odskakując w bok.
-Nie bój się, nic ci nie zrobię.- Hah, mam się bać. Jego?!
-Jeszcze czego, akurat strach mi nie doskwiera!
-Jak się nazywasz? Ja jestem Fade.
-Nie wiem...- Bąknęłam zanim zdążyłam pomyśleć, dawno z nikim nie rozmawiałam.
-Jak możesz nie...
-Kiara. I daj mi już spokój.- Nie pozwoliłam mu dokończyć. Popatrzyłam
na niego. Chętnie bym się teraz przemieniła w ptaka, i odleciała-
poyślałam.
(ktoś dokończy? Fade?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz