czwartek, 31 stycznia 2013

Od Rae-C.D Ravenclawa i Amary:

Od pożegnania z Alaską wiele się wydarzyło. Wadera wywarła na mnie dobre wrażenie, miałam nadzieję, że jeszcze nie raz ją spotkam. Może nawet uda się z nią zaprzyjaźnić? Teraz w każdym razie nie brakowało mi zajęć. No proszę, kolejny pacjent…
- A ja myślałam, że łowcy potrafią być cicho… To ich dowódca tym bardziej, prawda? - Uśmiechnęłam się do Ravenclawa, podchodząc z niezbyt przyjemnie pachnącym lekarstwem.
- I co z tego, że śmierdzi? Najważniejsze, że działa. I to jak! – Czy ja sama w to wierzę…? Jaskinię trzeba będzie nieco przewietrzyć, coś w tym jest.
- Liczy się efekt, nie stadium przejściowe. Przeżyjesz, znam gorsze paskudztwa… To nawet nie jest zbytnio skomplikowane, składniki znajdziesz na pierwszej lepszej łące. Niektóre po prostu suszy się nieco dłużej. – Oczywiście, że gadałam. Zagadać, żeby zmniejszyć dystans od pacjenta, to wcale nie taka zła metoda. Napojony lekarstwem Raven nie miał okazji do protestów. Wróciłam po chwili, tym razem z maścią na poparzenia.
- Zostawię ci nawet zapas, jeśli nie zapomnisz o stosowaniu tego przez trzy najbliższe dni, ze dwa, może nawet trzy razy na dobę blizn nie będzie. Przygoda ze smokiem… - powiedziałam cicho, po czym zamilkłam na dobrych kilka chwil.
- To masz prawdziwe szczęście.

<Raven, Amara?>

Od Ravenclawa-C.D Amary:

- No to… - zacząłem ale Rae i jej cuchnące lekarstwo zbliżały się wielkimi krokami.
- Aaaaaaaaaaaa! – krzyknąłem – nikt tu nie ma litości do dowódcy łowców.
Spróbowałem się ruszyć ale ból był zbyt wielki. Więc jestem skazany na Rae i jej leki. Ale chyba wiem kto może zostać pierwszym łowcą.
(Rae, czym mnie nafaszerujesz?)

Od Alaski-C.D Shiny:

 - Ojej - powiedziałam trochę zmieszana - Nigdy wcześniej nie śpiewałam przed kimś
 - Proszę, na pewno bardzo ładnie śpiewasz - powiedziała Shina zachęcająco
 - No dobrze tylko chwile poczekaj - powiedziałam - i jakbyś mogła się odwrócić. Proszę
 - Dobrze - powiedziała Shina już odwrócona
Trochę się denerwowałam. Naprawdę nigdy przed nikim nie śpiewałam. Po chwili myślenia nad piosenką i opanowywania zdenerwowani, zaczęłam śpiewać:
 - Pięknie śpiewasz. Naprawdę ładnie - powiedziała szczerze Shina patrząc mi w twarz
 - Dzięki - powiedziałam z uśmiechem
 - Skąd znasz tą piosenkę - zapytała po chwili Shina
 - Mama kiedyś mi ją śpiewała jak byłam jeszcze mała
 - To naprawdę piękna piosenka, a w twoim wykonaniu brzmi jeszcze lepiej
 - Dzięki - powiedziałam i lekko się zaczerwieniłam - A tak właściwie to co ty tu robiłaś?
 - Ja...
<Shina?>

Od Amary-C.D Ravenclawa:

-Na pewno nie wszystkich ośmiu od razu-uśmiechnęłam się.-Ale jak zobaczysz że ktoś warty jest tego stanowiska daj mi znać, zaraz je dostanie.
Nie lubię rozmawiać takim oficjalnym tonem, ale to mi jakoś same przychodzi.
-To jak, dowódco?
<Raven?>

Od Ravenclawa-C.D Amary:

Obudziłem się. Amara podeszła do mnie.
- Jak się czujesz? – zapytała mnie Amara.
- Jakby przebiegło po mnie stado słoni z rozgrzanymi do białości stopami a potem jak bym połknął zgniłą wodnistą kupę. – odpowiedziałem szczerze.
- Te wodnistą kupę – wtrąciła się Rae – będziesz musiał wypić jeszcze dwa razy. Amara zaśmiała się i powiedziała
- Czy nie chciał byś zostać dowódcą łowców?
- Tak! – krzyknąłem radośnie – i nie muszę już pić tej kupy?
- Nie musisz się do końca wyleczyć.
- A czy mogę sam wybrać sobie łowców? – zapytałem.
(Amara?)

Od Amary-C.D Ravenclawa:

Dopiero dotarło do mnie co zrobił Raven-O kurczę, ON POKONAŁ SMOKA!!!
Małego, ale smoka. No i dorosły go nie zabił.
Widząc że odzyskuje siły po zastanowieniu podeszłam do niego i spytałam:
-Raven, czy chciałbyś zostać dowódcą łowców?
<Raven? Zgadzasz się?>

Od Ravenclawa-C.D Amary:

Byłem okropnie słaby ale z pomocą Amary i Fade‘a (akurat był w pobliżu) doczłapałem się do jaskini w której mieszkała Rae.
- Na Jowisza co się stało Ravenowi – krzyknęła Rae. Wcale się jej nie dziwiłem miałem naderwane skrzydło roztrzaskaną nogę i byłem cały poparzony. Amara pospiesznie wyjaśniła naszej szamance o mojej walce i o tym jak się przywlokłem. Rae i Fade słuchali uważnie. Rae zabrała się do sporządzania naparu. Przez te dwie minuty w jaskini zgromadziła się cała wataha. Wszyscy zadawali pytania typu ,,Co się stało?” albo ,,Gdzie to było?” Zrobił się taki jazgot, że nie słyszałem własnych myśli.
- Cicho być! – krzyknęła Rae po czym podała mi miksturkę. Była gęsta i cuchnęła łajnem ale wypiłem ją i mało jej nie zwróciłem na Amarę. – Won stąd! – Krzyknęła Rae – Raven potrzebuje odpoczynku. Wszyscy opuścili jaskinie z wyjątkiem Rae i Amary. Amara zaczęła mówić coś do Rae ale nie usłyszałem bo zasnąłem.
(Rae, Amara?)

Od Amary-C.D Ravenclawa:

-Raven!-krzyknęłam widząc go poranionego-C-co ci się stało?
-S-smok...
-Smok?
-Pokonałem smoka... ale potem...
-Dobra, obra, już rozumiem-pewnie w normalnej sytuacji zdziwiła bym się bardzo jego trudnym osiągnięciem, ale teraz o tym nie myślałam.
-Idź szybko do Rae! Ona ci pomoże.

<Raven, Rae?>  

Wyniki konkursu

W konkursie na banner wygrała Finally mając 28 głosów podczas gdy Mack miał 25.
Gratuluję.

Co do ankiety na tło wyniki były następujące:
Abstrakcja-11
Nawiązujące do pory roku-2
Coś z wilkami-20
Coś innego-1
 Więc tło zmienię niedługo na wilcze :)

Wyrzuceni

Shiara i Trade zostają wyrzuceni!
Nie napisali ani jednego opowiadania!

Beta

Tiaaa... Nikt prócz Alaski nie zgłosił się na Betę. Głosowanie się nie odbędzie... Betą zostaje Alaska!
Ale to dobrze się składa, ponieważ uważam że będzie świetną betą. Podobnie pewnie jak troje członków jej kampanii. :)
Więc... powitajmy naszą betę!

Od Ravenclawa:

Strasznie mi się nudzi. Nie mam z kim pogadać. Alaska i Crepper zakochali się w sobie, Mack i Shina też, innych rzadko widuję. Postanowiłem więc pójść na spacer. Nic tak nie orzeźwia jak spacer po dżungli. Poszedłem. Po drodze spotkałem Kitkę. Zdziwiłem się dlaczego nie jest z Alaską albo w jej towarzystwie. Akurat podał deszcz więc dżungla wyglądała bardzo ładnie. Nagle usłyszałem jakby coś się poruszyło w krzakach. Odwróciłem się ale nic nie zobaczyłem. Nagle z tyłu skoczył na mnie młody smok. Ugryzł mnie w skrzydło. Odwróciłem się i uderzyłem go w pysk. Zawył. Potem ugryzłem go w szyję. Padł. Już chciałem wracać ostrzec watahę ale drogę zagrodził mi smok. Taki duży dorosły smok. Skoczyłem na niego i z całą siłą uderzyłem go w pysk. Przyjął cios i zamachną się ogonem i przygwoździł mnie do drzewa. Chyba złamałem lewą łapę. Ale… Smok skoczył i zionął ogniem, nie zdążyłem zrobić uniku. Nagle zacząłem zmieniać się w wilkołaka. Zamachnąłem się i uderzyłem smoka. Zmalałem. Znowu byłem wilkiem, tylko dlaczego? Ugryzłem smoka w szyję. Zanim zginą uderzył mnie jeszcze w pysk. Obolały, spalony i wycieńczony ostatkiem sił zawlokłem się do Amary.
(ktoś dokończy?)

środa, 30 stycznia 2013

Setny post :(

Taaa... nie zgłosił się nikt. Trudno.

Chanel

Niestety Chanel odchodzi...

Od Shiny-"Inny Przyjaciel":

Było po północy, jak co noc o tej porze chodziłam na Polanę Zmarłych. Nocą to miejsce było może i przerażające, ale też piękne. Gdy stanęłam na środku polany rozejrzałam się i... otworzyłam portal do świata ludzi. Wolałam to robić w ukryciu, bo gdyby jakiś inny wilk tam wszedł... Nawet nie chcę wiedzieć co by się działo. W każdym bądź razie nic dobrego. Wskoczyłam do portalu, który się za mną zamknął. Moje skrzydła zniknęły. Stałam na środku ulicy, było po południu. Ruszyłam w znanym mi kierunku. Po 15 minutach stanęłam przed ogromnym domem. Usłyszałam prześliczną piosenkę.

Na dach zobaczyłam sylwetkę młodego chłopaka z gitarą. Wskoczyłam na drzewo, które stało najbliżej dachu. Skakałam po gałęziach, aż zaskoczyłam na dach. Zan(chłopak) nie przestając śpiewać spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Usiadłam koło niego i przysłuchiwałam się słowom piosenki. Zan miał niepowtarzalny głos, jeszcze nigdy nie słyszałam kogoś kto śpiewałby tak jak on. Podobno w watasze śpiewa Alaska, nie słyszałam jej nigdy. Jak wrócę muszę ją poprosić aby zaśpiewała. Gdy chłopak skończył śpiewać przytulił mnie.
-Hej mała-powiedział do mnie. Prychnęłam-No dobra, nie jesteś mała-zaśmiał się. Polizałam go po policzku. Znów się zaśmiał-Dawno cię nie widziałem-powiedział,a ja w odpowiedzi pisnęłam. Spojrzeliśmy na słońce. Chyliło się ku zachodowi. Położyłam łeb na kolanach Zan'a. Zaczął mnie głaskać za uchem i opowiadać o tym jak dręczy go matka i koledzy z klasy, że nikt go nie rozumie, że wszyscy uważają go za dziwaka. Słuchając tego miałam wrażenie, że czuje dokładnie to samo co ja... Przez moją furię byłam uważana za dziwaczkę, zupełnie jak Zan. Z tą różnicą, że on nie wpada w furię. Słuchałam go, zapatrzona w słońce. Gdy skończył opowiadać słońce było już za horyzontem.
-Zan ! Choć na kolacje!-usłyszeliśmy głos jego matki. Zan położył się na plecach i jęknął. Podniosłam się i spojrzałam na ulicę. Pisnęłam cicho. Zrozumiał.
-Dobrze. Rozumiem musisz już iść. Tylko przyjdź jutro-powiedział. Zamerdałam ogonem i zeskoczyłam z dachu. Pobiegłam w najciemniejszą uliczkę. Tam otworzyłam portal i wpadłam prosto na Alaskę. Było już rano więc to mnie nie zdziwiło.
-Ojć-mruknęłam leżąc na Alasce-Przepraszam cię-zeszłam z niej i stanęłam obok-Właśnie miałam cię szukać
-Tak ? A po co?
-Słyszałam, że pięknie śpiewasz. Może byś coś zaśpiewała ?
<Alaska?>

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Od Alaski-C.D Rae:

 - Ależ oczywiście - odpowiedziałam
Chwilę się zastanowiłam by przypomnieć sobie wszystkie szczegóły i uczucia które czułam tamtego dnia...
 - Historia zaczyna się kiedy nie byłam już mała ale nie byłam równierz dorosłą waderą. Jak dla mnie to był to raczej pokręcony okres w moim życiu. Bywało że byłam naburmuszona, a chwilę później znów byłam radosna. Teraz oddałabym wszystko żeby znów mieć choć chwile z moją rodziną. Tego dnia trwała wojna pomiędzy naszą watahą( Watahą Czterech Żywiołów) i Watahą Srebrzystego Nowiu. Mieliśmy nad nimi przewagę choć nie znaczną dawała mi nadzieje że wojna za niedługo się skończy. Jednak tego dnia zdarzyło się coś co zadecydowało o moim losie. Kiedy była pora kolacji usłyszeliśmy wycie. Dźwięk od którego sierść mi się jerzyła. Chwile później zobaczyłam jak do naszej watahy wbiegają poranieni samce oraz mniejsza liczba samic i członkowie wrogiej watahy. W tamtym momencie zrozumiałam że przegraliśmy. Rozpętał się harmider jakich mało. Kilka samic które opiekowały się młodymi biegły w stronę lasu niosąc po dwójkę szczeniaków w pysku. Gdy wszystkie wilczki były w miarę bezpieczne członkowie naszej watahy zaczęli uciekać z naszego terenu. Pojęłam że wrogowie opanowują nasz teren. Jak najszybciej sprawdziłam wszystkie jaskinie by zobaczyć czy nikt w nich nie został i popędziłam w swoją stronę. Później było już tylko gorzej. Co prawda umiałam polować i byłam w tej sztuce naprawdę dobra, ale jakoś nie mogłam wytropić żadnej zwierzyny. Byłam głodna i samotna. Kilka tygodni po tym zdarzeniu dołączyłam do Watahy Wilczy Zew, ale i tam nie do końca mnie zaakceptowali i musiałam odejść. Potem mieszkałam w lesie gdzie żywiłam się królikami. A później dołączyłam do tej watahy...
Zapadła chwila ciszy.
 - Ciekawa historia - powiedziała Rae
 - Nie tak ciekawa jak twoja - odparłam
 - Twoje życie było normalne a moje, cóż... Dużo osób osądzało mnie pod względem wyglądu nie charakteru
 - Myślę że jesteś wspaniała pod każdym względem. Co prawda na pierwszy rzut oka sprawiasz wrażenie ciut straszne, ale jeśli tylko bliżej cie poznać to jesteś naprawdę fajna - powiedziałam szczerze 
 - Hmm... Dzięki - odparła Rae trochę zmieszana
 - Muszę już iść do swojej jaskini bo jestem trochę zmęczona. Było naprawdę miło - powiedziałam i ruszyłam do jaskini
Bardzo polubiłam Rae. Ciekawe jak to jest, że niektóre przekonania nabiera się po jednej rozmowie... Ja nabrałam przekonania, że Rae to naprawdę miła i przyjacielska wilczyca...
<Rae?>

Uwaga!

Shiara
Trade
Muszą napisać opowiadanie do 31 stycznia, inaczej zostaną wyrzuceni! I proszę mi potem nie mówić, że ostrzegłam ich za późno, bo mówiłam to już dawno.
Picallo ma alibi, ponieważ zawiadomił mnie wcześniej czemu nie może pisać (szlaban). 

Od Creppera Do Alaski-Poczta Sowia:

Droga Alasko,

Bardzo dziękuję Ci za tą propozycję i chętnie ją przyjmę

Kocham Cię, Crepper

Od Shiny Do Alaski-Poczta Sowia:

Alasko,
Bardzo Ci dziękuje i chętnie przystaję na twoją propozycję.

Pozdrawiam, Shina

niedziela, 27 stycznia 2013

Od Rae-C.D Alaski:

Nieco zaskoczyła mnie ta propozycja. Słowo się rzekło - opowiem, a jakże. Uśmiechnęłam się, całkiem radośnie. Może nawet, jak na mnie, nieco zbyt wesoło. Bo i każdą historię można opowiedzieć, nie każda jednak jest tego warta.
- Niech więc będzie wedle twojej woli, opowiem ci, jak wyglądały moje szczenięce lata... Choć może nie jest to historia warta uwagi. Banalna i krwawa, czasem wolałabym, by nie była prawdziwa. Liczę, że i ty w zamian powiesz coś o swej przeszłości.
Nie czekałam na odpowiedź, ani mi było w głowie pokazać po sobie, że nie lubię wspominać o własnej przeszłości. Tej wczesnej. A że nieco ubodło mnie, stwierdzenie, że opowiadane przeze mnie historie nie są prawdą... Cóż, to można wybaczyć. Kto by się spodziewał prawdy po gawędziarce?
- Coś w tym jest, można by z mojego życia wysnuć przynajmniej kilka opowieści. Najwcześniejsze wspomnienia? - Posłałam Alasce uważne, jakby oceniające spojrzenie. Uwierzy, czy uzna za ładną bajkę?
Płomienny wilk rozpadł się na kilkadziesiąt iskier, które zawirowały w szaleńczym tańcu. Złote, rozjaśniające mrok panujący w jaskini, niby okruchy słonecznego blasku. Czarne, podobne cieniom, a jednak lśniące wewnętrznym blaskiem. Niepokojące, usiłujące pochłonąć swych jaśniejszych braci.
- Na świat przyszłam w watasze pełnej niespokojnych dusz, w dniu śmierci ostatniego wilka Białego Słońca, zabitego przez mojego ojca, który w późniejszych latach zajął miejsca alfy. Nie mieliśmy nazwy ni imion, żyliśmy, a jednak nie było to życiem. Podobni cieniom, spadający na swe ofiary niby jastrząb, a szelest naszych skrzydeł zapowiadał rozlew krwi. Od wojny, do wojny, przerywanej mordowaniem się wzajemnie. Wydawało się to zupełnie normalne. Moja rodzina? Pełna była niezwykłych osobistości. Silnych, przerażających, gnanych szaleństwem. Może to cecha dziedziczna? Rywalizacja o władzę, narzucanie jej słabszym od siebie. Zamiast mleka matki krew jej ofiar, zamiast uczuć prawo siły i bezwzględne posłuszeństwo alfie. Połowa moich rówieśników ginęła we wczesnej młodości, reszta, w tym i ja, uczyła się przystosowywać. - Nie wspomniałam, jak wyglądało to przystosowanie. Po co roztaczać przed nową znajomą zbyt drastyczne wizje?
W jaskini pojaśniało. Delikatne, jakby onieśmielone zapadłą ciszą płomienie uformowały się w dwie czarne, puchate kulki. Szczenięta, z których jedno było niewątpliwie młodsze.
- A wiesz, że miałam starszego brata? Gdy ostatnio zetknęły się nasze drogi chciałam go zabić... Ale teraz nie ma to znaczenia. Poszedł w ślady ojca, jest alfą. Jeśli jeszcze żyje, tak się utarło, że tą funkcję obejmuje się uśmiercając poprzednika. Kiedyś... Podziwiałam go. To musiało być zabawne. Obiecujący potomek alfy, który dawno miał za sobą pierwsze łowy, i snujący się za nim szczeniak, nieporadny, ale wytrwały, naśladujący go we wszystkim. Bawiłam go.
Płomienie wirują, szczenięta zmieniają się w dorosłe wilki, dołączają do większej grupy. Otoczone szkarłatem, walczą z podobnymi sobie, polują, rzucają się ku swoim ofiarom. Smukła, utkana z ciemnych płomieni sylwetka drobnej wilczycy zatrzymuje się, waha, pozwala uciec stojącym naprzeciw niej przeciwnikom. Rae uśmiecha się obserwując płomienie.
- Wszystko biegło swoim rytem. Byłam młoda, odważna, oszołomiona poczuciem wspólnoty. Chciałam, by mnie podziwiano. I stało się. Nadszedł dzień, w którym wraz z resztą watahy zabrano mnie na wyprawę przeciw wrogom. Zwyczajna, nie spodziewająca się ataku wataha. Nie byli w stanie się bronić, ginęli w obronie swoich szczeniąt, a ja, niewiele starsza od tych niedorostków, zawahałam się. Zachlapana krwią, przerażająca, a jednocześnie zagubiona, stanęłam naprzeciw starszej od siebie wadery. Gotowa była zginąć w obronie swoich dzieci, widziałam w jej ślepiach determinację, i coś, czego nie rozumiałam, a co wydało mi się piękne. Zatrzymałam się, odwróciłam łeb i pozwoliłam jej się oddalić, nie podjęłam walki. - Przerwałam na chwilę, wpatrując się w niebieskie ślepia Alaski. A co ona zobaczy w moich oczach?
- Tego dnia odprowadzało mnie drwiące spojrzenie mojego brata. Opuściłam watahę. Oczywiście, zdarzenie nie umknęło pobratymcom. Czy może być wyraźniejszy znak słabości? Wilczyca nie uniknęła śmierci, jej szczenięta także. 
I znowu gaśnie blask, pozostają tylko czarne, obleczone w kształty wilków płomienie. Czarna wilczyca oddala się od grupy.
- Oto i moja historia. Choć miało być o braku obycia towarzyskiego. Prawda, doświadczeniem w tej materii jeszcze długi nie mogłam się poszczycić. Znalazła mnie uzdrowicielka, wkrótce po moim niezbyt szczęśliwym spotkaniu z pewnym paskudnym stworzeniem. Może zrobiło się jej żal młodej, nieledwie wyrosłej z lat szczenięcej wadery? Może zawędrowałam na tyle daleko, by nie uznała skrzydeł i czarnej sierści za znak przynależności do mojej rodzinnej, przez wielu przeklinanej watahy? W każdym razie nieufność i powarkiwanie na każdego, kto zbyt szybko poruszył się w mojej obecności przeszło mi po kilku miesiącach życia pod jej opieką. Jej córkę nazwać mogłam swoją siostrą, zaś samą uzdrowicielkę - matką. Miała takie same oczy jak wadera, naprzeciw której przyszło mi stanąć. Życie w normalnej watasze... Obfitowało w zabawne sytuacje, spowodowane w znacznej mierze moją nieznajomością obyczajów, ale wspominam to z radością. To były piękne lata.
Jaskinia ponownie utonęła w blasku złocistych płomieni, które powróciły na swe naturalne miejsce. Ponownie skupiłam uwagę na Alasce.
- To jak, usłyszę twoją historię? - Uśmiechnęłam się możliwie zachęcająco.

<Alaska?>

Od Alaski-C.D Rae:

 - Właściwie to nie wiem jakiego typu historie lubię najbardziej, bo chociaż słyszałam niejedną, żadna nie przypadła mi do gustu - powiedziałam z westchnieniem - Tak naprawdę chciałabym posłuchać prawdziwej historii... nie zmyślone, choć nagięcie prawdy jeszcze zniosę. Najlepiej o tobie. Od razu lepiej bym cię poznała. Mam wrażenie, że raczej nie jesteś wilkiem, który lubi siedzieć w miejscu, więc na pewno masz jakieś tego typu historie w zanadrzu... - uśmiechnęłyśmy się obie
Rae usiadła zamyśliła się trochę jakby tylko czekała na taką prośbę
 - Nikt nigdy nie złożył mi tak ciekawej propozycji historii. Masz jednak racje, że przeżyłam nie jedną historię wartą opowiedzenia. Opowiem ci opowieść o tym kiedy jeszcze byłam mała i nie miałam doświadczenia towarzyskiego. No więc zaczynamy...
<Rae?>

Od Rae Do Amary-Poczta Krucza:


Droga Amaro,

Chętnie podejmę się związanych z tą zaszczytną funkcją obowiązków. Uzdrowicielka zawsze się przyda, toteż swoje umiejętności pozostawiam do dyspozycji Twojej i Watahy.

W odpowiedzi na propozycję,
Rae

Od Amary Do Rae-Poczta Krucza:

Droga Rae,
Czy chciałabyś zostać szamanką?
Jeśli nie odpowiada ci to stanowisko, nie ma sprawy, ale uważam że jesteś do niego stworzona i świetnie sobie poradzisz.
Czekam na twoją decyzję,
Amara

Od Amary:

Usłyszałam ostatnio że Rae uleczyła Shinę. Ostatnio wszyscy przychodzili do niej z takimi sprawami. Słyszałam że zna się ona na ziołach...
A może by tak została szamanką?
Ostatnio zaproponowałam to Finally ale ona nie odzywa się do mnie już od kilku miesięcy. Jednak stwierdziłam że Rae zasłużyła na tą pozycję.

Od Rae-C.D Alaski:

Zapytana o opowieść uśmiechnęłam się do nowo poznanej wilczycy. Zaciekawiła mnie.
- Jakąś słyszałaś na pewno, w końcu z czego innego składa się ten świat? Nawet ten kamyk ma swoją historię - podrzuciłam łapą kawałek srebrzystego kryształu i mrugnęłam porozumiewawczo.
- Mówi mi, że tkwił pośród setek sobie podobnych i śnił o przyszłości. Widział niejednego wędrowca, który na przestrzeni stuleci zatrzymał się w tej grocie. Słyszał setki rozmów, był świadkiem narodzin i śmierci, miłości i zdrady. Będzie trwał przez lata, zobaczy niejedno... Twierdzi też, że wyruszy w podróż. - Co powiedziawszy oplotłam sympatycznie wyglądającą błyskotkę kawałkiem rzemienia, jednym z tych, których zwykle używałam do rozwieszania suszących się ziół. Powstał z tego całkiem interesujący wisiorek, który bez uprzedzenia zawiesiłam na szyi zaskoczonej Alaski.
- A widzisz, kompana do wędrówek już ma - roześmiałam się cicho - a i wygląda niezgorzej, pasuje ci. Podkreśla barwę oczu.
Zamilkłam na chwilę, jakby nad czymś się zastanawiając.
- Właściwie to mogłabym coś ci opowiedzieć. Pytanie tylko, czy wiesz, czego chciałabyś posłuchać? O szczęściu, kapryśnym Losie, miłości silniejszej niż śmierć...? Wyglądasz mi na kogoś, kto chętnie wysłucha historii miłosnej. Choć jeśli się mylę, podaj tylko temat. Rozgość się, zdarza mi się zapominać o manierach, a opowieść będzie długa. Zawsze takie są.
Uśmiechnęłam się, po czym jednym ruchem łapy zgasiłam rozświetlające jaskinię płomienie. Zapadła ciemność. Wokół mnie i Alaski zaczęła krążyć pojedyncza, zmieniająca barwy iskra, która po chwili rozjarzyła się blaskiem i przybrała postać biegnącego wilka. Tak... Ogień również będzie miał w tej historii swoją rolę.

<Alaska?>

sobota, 26 stycznia 2013

Od Alaski-C.D Rae:

Postanowiłam że wpadnę do jakiegoś wilka. Nowego wilka. No bo w końcu trzeba nawiązywać znajomości. Weszłam więc do pierwszej lepszej jaskini. Okazało się że mieszka tam tylko jedna wilczyca. Nic tak naprawdę o niej nie wiedziałam po za tym że ciągnie ją do ognia i uwielbia latać. Pstanowiłam do niej zagadać:
 - Hej
 - Hej - odparła lekko zaskoczona ponieważ nie zauważyła mnie wcześniej
 - Mieszkasz tu sama tak?
 - Tak - odparła odwracając się w moją stronę
 - A jak masz na imię?
 - Rae, a ty 
 - Alaska
Zapadła uciążliwa cisza. Nie wiedziałam co mogę jeszcze powiedzieć więc powiedziałam pierwszą rzecz która mi wpadła do głowy:
 - No to czym się interesujesz?
 - Ogniem, lataniem i opowieściami - odpowiedziała
 - Też lubię latać i toleruje ogień, ale przyznaję, że nigdy nie słyszałam naprawdę ciekawej historii. Może ty znasz jakąś
 - Właściwie to chyba tak...
<Rae?>

Od Alaski Do Ravenclawa-Poczta Krucza:

Skoro masz ochotę to jak najbardziej możesz zostać członkiem mojej kampanii. Zresztą i tak już wysłałam Amarze list z prośbą o to więc...

Pozdrawiam i życzę powrotu do zdrowia i miłych ferii
Alaska

Od Ravenclawa Do Alaski-Poczta krucza:


Ja bym chciał być w twojej kampanii.
P.s
Ja też chodzę z nimi do szkoły i klasy :)
Pozdrawiam Raven

Od Alaski Do Shiny-Poczta Sowia:

Cześć,
To samo pytanie, ale czy może chciałabyś być w mojej kampanii na betę?

Pozdrawiam
Alaska

Od Alaski Do Creppera-Poczta Sowia:

Cześć,
chciałam cie tylko zapytać czy może chciałbyś być w mojej kampanii na betę?

Pozdrawiam
Alaska

Kandydatka na Betę!

Alaska!


http://picasion.com/pic64/5c41468c3e7f1738ef847ae5170a353c.gif
Witajcie!
Jeśli wybierzecie mnie na betę, obiecuje wam, że w naszej watasze pojawi się wiele nowych atrakcji. Przedeęwszystkim pomoge Amarze wykończyć wszystkie podstrony i mam również nadzieje że pojawią się nowe. Z Amarą widuje się prawie codziennie, ponieważ chodzę z nią do szkoły. To znacznie ułatwi nam ustalanie spraw dotyczących watahy. Mogę wam zapewnić, że gdy zostanę betą, postaram się zrobić wszystko co mogę żeby żaden członek watahy nie siedział bezczynnie.

Życzę powodzenia innym uczestnikom!
Pozdrawiam i liczę na wasze głosy!
Alaska 


Od Kate:





Następnego ranka obudiłam Ravena i poszliśmy do lasu. Raven powiedział:
- Wiesz co, chyba nie powinniśmy tak rano wychodzić.
- Dlaczego?
- No bo jeszcze wszyscy śpią.
- No i?
- To i że coś może... Ej czy my tu kiedyś byliśmy?
- Nie. O patrz, jaskinia.
- Kate, lepiej tam nie wchoć.
- Ej, czemu ty wszyskiego się boisz?
- Wcale się nie boje wszystkiego.
- Wcale tak.
- Wcale nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Ojć.
- Co?
- Wiaaaaać!!! Niedźwieć!
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! - wrzasnełam uciekając. Niestety nie zdąrzyłam. Niedźwieć złapał mnie i ...

< Raven? >

Zmiana

Zmiana w zakładce "Co i jak". :P

Odchodzi...

Niestety, ale Suena odchodzi...

piątek, 25 stycznia 2013

Wojownicy

Proponuję by Fade i Mack zostali wojownikami. Co wy na to?

Od Rae:

To był nawet udany dzionek. Co prawda moje drogi nie krzyżowały się zbyt często z watahą, ale czas był to zmienić - legowisko urządziłam sobie w przestronnej, całkiem interesującej jaskini, szczególną uwagę zwracając na trudne do zauważenia, choć niewątpliwie użyteczne przejście. Jeśli ktoś potrafi się przez nie przecisnąć. Tak, kiedyś je chyba poszerzę… Stwarzało interesujące możliwości. Ciągnęło się w głąb ziemi, po drodze łącząc się z trzema kolejnymi, choć znacznie mniejszymi grotami, których ściany pokryte były srebrzystym kryształem. Dokąd prowadziło? Kiedyś to zbadam, na razie niech jest, jak jest. Byłam pewna, że prowadzi na powierzchnię – wyczuwało się w nim odrobinę świeżego powietrza. W każdym razie kryształ zainteresował mnie na tyle, by jego kawałki zawlec na górę, do właściwej siedziby. Prawda, miejsce spore jak na jedną, samotną wilczycę. Ale zawsze znajdzie się dla niego jakieś zastosowanie. Może szpital, szkoła, warsztat…? Na pewno pracownia. Co tu kryć, pomysłów mi nie brakowało. Tymczasem światła dostarczały rozsiane w pozornie przypadkowych miejscach płomienie, spod sufitu zwieszało się już kilkanaście pęków rozmaitego zielska, wypełniającego pomieszczenie przyjemnym zapachem, a szmaragdowy mech służył za całkiem wygodne miejsce snu. Co z kryształem? Ano, właśnie. Może to dziwne, ale postanowiłam przyozdobić nim siedzibę. Konkretniej – wejście do niej.

Stojąc na szczycie chybotliwej, kamiennej konstrukcji, z takich, co to trzymają się tylko na słowo honoru, musiałam stanowić zabawny widok. Czarne skrzydła, rozłożone dla lepszego zachowania równowagi, jakieś połyskujące kamyczki, które zawzięcie wtapiałam w skałę nad wejściem, by tworzyły ozdobny, kwiatowy wzór, a do tego pełgające wokół jednej z łap płomienie, wystarczająco gorące, by sobie z tą skałą poradzić… Wydawałam się nie dostrzegać niczego poza dziełem, pomyślałby tak każdy obserwator. Ciężko było mnie przeoczyć – zapach ziół, którym przesiąkła moja sierść wyczuwalny był na znaczną odległość, a i popis wokalny z pewnością słyszano na milę. Fałszowałam diablo, śpiewając w takt delikatnej kołysanki piosenkę dość makabryczną. Słowa układały się w historię zdrajcy, który wymordował własną watahę, pozostawiając przy życiu jedynie trójkę szczeniąt. Ot, nie ma to jak uprzyjemniać życie potencjalnym gościom. Po części ciekawa byłam, czy kogoś tu łapy przyniosą… Nie pogardziłabym rozmową, nastrój dopisywał. Może nawet ktoś by mnie oprowadził po częściej uczęszczanych terenach watahy...?

Dokończy ktoś?

Oklaski!

Mamy 2 pierwsze pary-Alaska+Crepper i Shina+Mack!

Od Shiny-C.D Mack'a:

-Mack...Ja...Tak !!-wrzasnęłam i przytuliłam się do niego. Polizałam go czule po pyszczku.-Ale nie wiesz jaka ja jestem podczas przemiany...
< Mack?>

czwartek, 24 stycznia 2013

Od Chanel:

Szczerze mówiąc , ostatnio to co się dzieje w Watasze mnie imponująco zaskakuje . Zakochywać się odrazu po jednym dniu ? Dla mnie to jest po prostu żałosne , jak szczeniackie zarazem . Przechadzałam się właśnie samotnie przy brzegu Stawu Orzeźwienia . Kiedy nagle nie zauważalnie do niego wpadłam . Troche odpłynęłam i zauważyłam wilka który z wielkim śmiechem turlał się po Ziemi .
- Śmieszne . - Powiedziałam . Sama nie wiedziałam kto to był ale natychmiast pociągnęlam tego wilk do wody za ogon .
Ja wyszłam otargałam się i odeszłam.
- Zaczekaj ! - Usłyszałam głos za sobą.
- Czego chcesz ? - Zapytałam ironicznie .
- Jestem Trade . Oźeźwiająca kąpiel co nie ? - Otrząsnął się .
- Spadaj . - Odepchnęłam go .
Nie miałam ochoty na czyjeś znajomości .

Trade - C.d ?

Od Mack'a-C.D Shiny:

Przerażony zarzuciłem ją na plecy i zaniosłem na tereny watahy.
Znalazłem czarną skrzydlatą wilczycę.
-Rae!-krzyknąłem. Słyszałem gdzieś że zna się ona na leczeniu. -Pomóż jej!
Spojrzała na mnie. Potem na nią. Zaniosła ją do jaskini.
 ***
Po długim czasie Shina wyszła choć dalej osłabiona.
-Shina!-podbiegłem do niej.
-Mack, ja...
-Nie chcę tego słyszeć!-powiedziałem z troską choć prawie, że z podniesionym głosem.
Nagle uklęknąłem przed nią.
-Shina. Kocham cię. Czy będziesz moją partnerką?
<Shina?>

Od Alaski-C.D Creppera:

Zaniemówiłam. Studnia prawdy miała racje. Po chwili odpowiedziałam:
 - Tak. Tak chce być twoją partnerką bo też cie kocham - odpowiedziałam i również go pocałowałam
<Crepper?>

Od Shiny-C.D Mack'a:


-Mack ja... nie mogę...-spuściłam łeb-Ale nawet gdy będę na drugim końcu świata to nadal będę cię kochać....-łzy zaczęły spływać mi po pysku. Odwróciłam się, ale nie doszłam za daleko-zemdlałam.
<Mack?>

Od Mack'a-C.D Shiny:

Nie odpowiedziałem. Zamiast tego pocałowałem ją lekko.
-Shina...-szepnąłem-Ja nie odpuszczę. Kocham cię. Widziałem już wszystko. Potwory, duchy, demony... Chcę z tobą być...
<Shina, zostań>

Od Shiny-C.D Mack'a:

-Ale jestem czymś gorszym !!-krzyknęłam-Czymś o wiele gorszym...-szpnęłam-Nie mogę być pomiędzy wilkami. Bo kiedy to się dzieje to... nie kontroluje tego. Gdybym ci coś zrobiła, nie wybaczyłabym sobie tego...
<Mack?>

Od Mack'a-C.D Shiny:

-Shina!-krzyknąłem za nią. Moja gadka jest taka jaka jest, może brzmię jakbym był zakochany we wszystkich wilczycach na raz, ale Shina naprawdę wiele dla mnie znaczy. Tak, miłość od pierwszego wejrzenia to podstawa. Nie ważne co mówi Amara. Kocham Shinę.
-Shi!-krzyknąłem jeszcze i pobiegłem za nią.
-Zostaw mnie...-powiedziała z płaczem-Nie wiesz czym jestem...
-Możesz być nawet potworem z lochnes.-powiedziałem lekko się uśmiechając-I tak chcę z tobą być.
<Shina?>

Od... O KURCZĘ!!!!

Już miałam dodać opowiadanie... A tu patrzę... PRZECIEŻ TO JUŻ SETNY POST! Doszliśmy do setki w niecałe 2 miesiące!
Tak, tak... Jest się z czego cieszyć! Ogłosiłabym chyba jakiś konkursik... O! Już wiem! Uśmiejemy się. Z okazji setnego posta-konkurs NA NAJŚMIESZNIEJSZE OPOWIADANIE SKŁADAJĄCE SIĘ Z DIALOGU DWÓCH WILKÓW!!! To będzie coś! I jak się podoba pomysł? Zgłoszenia kończą się 31 stycznia. Spieszcie się! A zgłaszać można się... OD TERAZ! Trzy, czte-ry... start!

Od Shiny-C.D Mack'a:

-Ale Mack... Ty nie wiesz wszystkiego... Ja nie...Nie wiesz, że ja....-nie dokończyłam, bo uciekłam. Uciekłam nawet z terenów watahy. Uciekłam aż pod góry. Tam zwinęłam się w kłębek, bo było bardzo zimno i zaczęłam płakać.
<Mack?>

Od Mack'a-C.D Shiny:

Kocha mnie? Po jednym dniu...?
Noo!
I takie dziewczyny to ja lubię!!!
Zanim zdążyła coś dodać pocałowałem ją namiętnie.
Zaraz po tym powiedziałem szybko.
-Kocham cię, Shi.
<Shina?>

Od Creppera:

Leżałem w jaskini długo zastanawiając się czy spytać.W końcu postanowiłem, że spytam. Zasnąłem
*następny dzień*
Wstałem wcześnie słońce dopiero wschodziło. Pobiegłem do Alaski.
-Hej-powiedziałem-Choć chce Cię gdzieś zabrać-pociągnąłem ją w stronę mola. Stanęliśmy na molo. Słońce wschodziło a niebo było pięknie tęczowe.
-Alaska...słuchaj-nagle cała odwaga mnie opuściła-No bo widzisz ja....eee... kurcze...ja chciałem powiedzieć...zaczekaj od początku-wziąłem głęboki oddech-Kocham Cię i to bardzo. Nie ważne, że znam Cie od wczoraj. Ale gdy tylko Cię ujrzałem zakochałem się w Tobie i teraz Cię kocham i Ci to mowie. Jezu co ja tobie ?-mówiłem coraz szybciej-I chcę być z Tobą choć wiem, że taka piękna wilczyca jak Ty nie pokocha takiego kretyna jak ja. Ale i tak chcę z Tobą byc-na koniec pocałowałem Ją i czekałem na odpowiedź.
<Alaska?>

Od Shiny:

Spacerowałam terenami watahy. Nie miałam co robić. Natknęłam się na Mack'a leżącego pod drzewem. Podeszłam i otworzyłam pysk, żeby coś powiedzieć ale zrezygnowałam. Odwróciłam się i...powiedziałam:
-Mack ? Nie masz partnerki prawda ?-podniósł łeb
-Nie-z powrotem się do niego odwróciłam
-Mack... ja...Kocham Cię. Nie interesuje mnie co Ty o tym sądzisz, bo jesteś najlepszym basiorem jakiego kiedykolwiek poznałam. I jestem pewna, że taki wilk jak Ty nie zainteresuje się takim czymś jak ja...Ale chciałam, żebyś wiedział.....-odwróciłam się i poszłam pod swoje drzewo w dżungli.
<Mack?>

środa, 23 stycznia 2013

Od Alaski-C.D Creppera:

 - W takim razie chodźmy na kolacje - powiedziałam
 - Dobrze- powiedziała ochoczo Crepper
Ruszyliśmy ścieżką która jest uczęszczana przez wilki z naszej watahy i już po chwili byliśmy w naszych jaskiniach. Po kolacji kiedy większość wilków poszła do swoich legowisk ja wymknęłam się nie postrzeżenie i ruszyłam w stronę studni prawdy. Chciałam dowiedzieć się co tak naprawdę czuje do mnie Crepper i czy moglibyśmy być parą. Nie bałam się odpowiedzi, chociaż wiedziałam że prawda może być niemiła, ale w tedy przy najmniej będę wiedziała że nasze uczucia nie mają sensu. Kiedy byłam już nie daleko studni przystanęłam. Nie byłam pewna czy chce poznać odpowiedź jednak po chwili ruszyłam dalej tym razem dochodząc do samej studni. Westchnęłam. nabrałam powietrza w płuca i powiedziałam głośno kierując pysk w stronę studni:
 - Co czuje do mnie Crepper?
Czekałam na odpowiedź. Po chwili usłyszałam głos w myślach "Kocha cię". Uśmiechnęłam się pod nosem i zadałam decydujące pytanie:
 - Czy moglibyśmy być parą i czy nasz związek przetrwa?
Czekałam z napięciem na odpowiedź.Usłyszałam w myślach "Będziecie idealną parą, aż po grób, lecz strzeżcie się gdyż kłótnie mogą was poróżnić już na zawsze". Podskoczyłam z radości.  Naprawdę polubiłam Creppera. Najpierw myślałam że to tylko przelotne zauroczenie, ale teraz już wiedziałam prawdę. Szybko pobiegłam w stronę watahy z uśmiechem na pysku, by jak najszybciej położyć się spać i czekać co przyniesie jutro.
<Crepper?>

wtorek, 22 stycznia 2013

Od Creppera-C.D Alaski:

-C-coś o mnie ? Wiesz wszystko co byś chciała-uśmiechnąłem się nieśmiało-Chyba-dodałem. Popatrzyłem na nią-była piękna.
<Alaska? Nie wiem co chcesz jeszcze wiedzieć>

Tytuły!

Pierwsze nadane tytuły!
No, niestety, niezręczna okoliczność, nadania tytułu sobie... :/
No ale nie tylko sobie. Pierwsze tytuły:
Amara-"Wilczyca najbardziej adorowana przez samców"
No tak, Amara podobała się trzem wilkom na raz...
Mack-"Wilk najbardziej adorowany przez samice"
Wiem, wiem, dwa takie same tytuły. Mack podobał się na raz trzem wilczycom :)

Od Alaski-C.D Creppera:

 - Pewnie -  odpowiedziałam - Może przejdziemy się nad Polane Tysiąca Westchnień. Od razu pokazałabym ci tereny w naszej watasze
 - Ok - odpowiedział trochę nieśmiało Crepper
 Ruszyliśmy drogą wiodącą na polane. Szliśmy w ciszy co było trochę niezręczne więc postanowiłam ją przerwać.
 - To jak masz na imię?
 - Crepper. A-a ty?
 - Alaska - odparłam - To jak tu trafiłeś?
 - Cóż... - zaczął - U-u-uciekłem od ludzi i t-trafiłem do was
 - Ale dlaczego? - zapytałam zaciekawiona tym tematem
 - Bo... T- to nie byli dobrzy ludzie. Robili na mnie eksperymenty i jak to się mówi byłem ich "królikiem doświadczalnym"
 - Aha- odparłam - Wiesz bardzo interesują mnie ludzie. To dlatego, że moja mama była wychowywana przez ludzi gdy była mała, a kiedy dorosła ludzie wypuścili ją na wolność.
 - Ja boje się ludzi, po tym co przeżyłem w ich towarzystwie. Wolę jednak o tym nie mówić..
Znów zapadła niezręczna cisza. "Fajny ten Crepper" - pomyślałam. " Podziwiam go za to że obcował z ludźmi" - myślałam dalej.
 - Chodźmy teraz do Niedźwiedziego Lasu to przedstawię ci moją przyjaciółkę - zaproponowałam
 - Dobra -  zgodził się chętnie Crepper 
Kiedy byliśmy już pod drzewem w którym mieszkała wiewióreczka nazywana przeze mnie "Kitka" ponieważ miała bardzo puchaty ogon, zatrzymaliśmy się. Zawołałam ją a po kilku chwilach zobaczyłam ją na gałęzi drzewa. Energicznie przebierając swoimi małymi łapkami, zeszła z drzewa i wskoczyła mi na grzbiet. Po chwili jednak zeskoczyła i wskoczyła na grzbiet Creppera który zaskoczony, podskoczył.
 - Chyba cię pobiła - powiedziałam
 - Może... - powiedziała Crepper z uśmiechem na pysku - Od kiedy ją znasz?
 - Od niedawna, ale wiele razem przeszłyśmy - powiedziałam z lekkim westchnieniem - Ale dość o mnie, powiedz coś o sobie
<Crepper?>

Od Creppera:

Byłem wychowany przez ludzi. A właściwie nie tyle co wychowany co wykorzystywany. zawsze do ciągnięcia wozów, do atakowania bezbronnych ludzi. Ale głównie do eksperymentów. Na moje szczęście żaden z nich się nie powiódł. Uciekłem w dość.... krwawy sposób. Zabijając przy tym może z.... 6-8 ludzi. Miałem dość siedzenia w niewoli. Dołączyłem do watahy. Jest tu sporo wilków. Za dużo jak dla mnie. W niewoli byłem tylko ja i jeszcze dwa basiory. Za to zobaczyłem wilczycę, która była przepiękna. Ale taka piękna wadera nie zauważy takiego nic nieznaczącego wilka.... Podszedłem do niej.
-Cześć....-wyjąkałem-ch-ch-cesz się p-przej-jść ?
<Alaska?>

Ważne!

Uwaga!
Proszę o to by:
Picallo
Suena
Shiara
Kate
Trade
napisali jakieś opowiadania, bo jeszcze nie pisali nic w tym miesiącu. Inaczej zostaną wyrzuceni z watahy. 
To tyle.
Pozdrawiam,
Amara

Nowy wilk!







http://pu.i.wp.pl/bloog/85880488/51323127/cahpcaer_uB_medium.jpg
Imię: Crepper

Wiek: 3 lata

Płeć: Samiec

Moce: zatrzymanie czasu, podróż w czasie oraz między wymiarami

Umiejętności: dobrze walczy, świetnie poluje

Słaby punkt: boi się ognia, ludzi i wszystkiego co z nimi związane

Charakter: Crepper jest szybki, wytrzymały, kiedy trzeba potrafi pokazać kły i pazury. Zazwyczaj jest ponury i małomówny. Kiedy komuś uda się go rozśmieszyć potrafi być na prawdę fajny.

Zainteresowania:  walka, dbanie o watahę, przygody

Podoba mu się:  Alaska (choć jest pewien, że on Jej nie)

W innych wilkach ceni:  szczerość, odwagę, lojalność, niezależność

niedziela, 20 stycznia 2013

Uwaga, uwaga!

Rozpoczynamy wybory na BETĘ! Jako że w naszej watasze panuje demokracja, betę wybiorą wilki z watahy, i poza.

Informacje na nowej podstronie :) .

Alfa watahy, 
Amara

Od Shiny-C.D Alaski:

Alaska przyniosła mnie do jej jaskini. Położyłam się pod ścianą. Alaska spojrzałam na mnie czekając na wyjaśnienie. Westchnęłam. Kiedyś w końcu musiałam powiedzieć prawdę. 
-To tak. Wszystkie wilki w mojej rodzinie były aniołami. Ja byłam wyrzutkiem...
-Dlaczego ?-spytała
-Bo jestem wilkiem wojny. Gdy rodzice się o tym dowiedzieli kazali mnie wyrzucić. Uratował mnie szaman z watahy i jednocześnie najsilniejszy wilk. Traktował mnie jak swoją córkę, a ja jego ja swojego prawdziwego ojca. Nauczył mnie polować, walczyć, czarować i przede wszystkim kontrolować swój gniew. Gdy miałam 8 miesięcy pokłóciłam się z przyjacielem mojego brata. Wtedy po raz pierwszy wpadłam w furię...-urwałam-...rzuciłam się na niego, ale przed niego wskoczył mój brat. Wtedy nawet tego nie zauważyłam. Dopiero gdy go zabiłam i całe łapy i pysk miałam we krwi zrozumiałam co zrobiłam. Gdy wataha się o tym dowiedziała postanowiła mnie, nie tyle wyrzucić, co zabić. Gdy szaman o tym usłyszał powiedział, żebym uciekała. Choć wiedział czym to grozi. Za pomoc wilkom skazanym na śmierć, grozi wywalenie z watahy lub co gorsza zabicie. Posłuchałam go i nie wchodziłam więcej w drogę wilkom. Zbyt się bałam, że to się powtórzy.Dzisiaj spotkałam dwóch "kolegów" z tamtej watahy. I to znów się zdarzyło....-otarłam łzy-Dlatego nie mogę tu być-wstałam i wyszłam z jaskini kulejąc na przednią łapę. Wpadłam na jakiegoś wilka.
-Głupie szczęście...-warknęłam do siebie. Chciałam stąd odejść bez rozgłosu.
<Alaska ? Lub ktoś w kogo wpadłam?>

sobota, 19 stycznia 2013

Od Alaski-C.D Shiny:

W pierwszej chwili zdziwiłam się widząc nieznanego mi wilka na terenie naszej watahy. Dodajmy: strasznego wilka. Bestie. A po chwili zobaczyłam jak ta bestia zmienia się w Shine! Tego już było dla mnie za wiele. Musiałam dowiedzieć się o co tu chodzi. Podeszłam do wyczerpanej Shiny i zapytałam:
 - Co się stało?
 - Ja... Nie wiem - odpowiedziała nadal zmęczona i zdezorientowana Shina
 - Lepiej się już czujesz - zapytałam po chwili
 - Trochę - odpowiedziała niepewnie
Część futra Shiny była mokra od płaczu ale dwie jej łapy były lekko zabarwione na czerwono.
 - Może pomogę ci przejść do jaskini żebyś odpoczęła i wyjaśniła mi co się stało - powiedziałam trochę zmieszana
 - Może..
Po jej słowach wzięłam ją na grzbiet i powoli ruszyłam w stronę jej jaskini.
<Shina?>

Od Rae:

Każdy ma jakieś marzenia, cele, plany na przyszłość. Czasem nawet coś, do czego mógłby wrócić. Oczywiście, jak długo jest to na wyciagnięcie łapy, można nawet tego nie zauważyć. A później wszystko znika, nie ważne, w wyniku wojny czy katastrofy – nie ma i już, przywyknij. Żyj dalej. Wyj, niczego nie zmienisz. Los to naprawdę wredny skurczybyk.
Nie wiem, jak długo niosły mnie łapy, ani dlaczego ostatecznie zostałam akurat tu. W pewnym momencie po prostu przestałam myśleć o upływie czasu, przecież nie miałam dokąd się spieszyć. Zabawne. Całe dotychczasowe życie to już zamknięty etap. Ile by po nim nie zostało wspomnień. Podobno jestem młoda. Czymże są trzy lata?
Rodziny znać nie chciałam – liczna, skupiona na coraz to nowszych sposobach zabijania się wzajemnie, szalona. Ciekawych umiejętności uczą swe szczenięta. Imiona? Albo nie znali tego pojęcia, albo nie mieli zamiaru nadawać ich potomstwu. Z którego i tak połowa marła za młodu. Przemknęło mi przez myśl, że opuszczenie rodzinnej watahy było jednym z lepszych pomysłów.
Przygarnęła mnie zielarka. Może zrobiło się jej żal błąkającego się samotnie szczenięcia? Jej zawdzięczam imię, wiedzę na temat ziół i leczenia. Raeza, zjawa o czarnych skrzydłach. Rae. Cóż, to były dobre wspomnienia. Zabawy z jej córką, która była mi siostrą. Wspólne łowy. Życie w normalnej, pełnej życia watasze. Nie miało znaczenia, że z czarnym futrem i skrzydłami zupełnie nie przypominałam tamtejszych wilków.
Później? Miłość, czegóż trzeba młodej waderze, żeby się zakochać? U boku Desa chciałam spędzić całe swoje życie. Zawrócił mi w głowie, z tymi swoimi srebrnymi oczyma i wesołym uśmiechem, nieustannie skory do kolejnych psot. Piękne czasy.
To co dobre zawsze kończy się zbyt szybko, prawda stara jak świat. Po raz kolejny spotkałam swoją rodzinę, w makabrycznych okolicznościach. Od pewnego czasu zaczynało brakować zwierzyny, zaczął się głód. Z głodem przyszła i wojna, można się było tego spodziewać.
Krew, skowyt, przemykające pośród płomieni cienie. Czarnoskrzydłe, jakby utkane z cienia, o czerwonych ślepiach. Śmierć bliskich sercu, gniew, ogień zwracający się przeciw tym, którzy go przyzwali. Niewiele z tamtych dni pamiętam, nawet o tym chciałabym zapomnieć. Pewien szczeniak spytał mnie później, czy to prawda, że pożeramy swe ofiary żywcem. Widząc, jak poczynała sobie moja dawna rodzina, mogłabym w to uwierzyć.
Cóż po zdolnościach leczniczych, kiedy nie mogłam wrócić życia umarłym? Wróg został odparty, a cena była straszliwa. Zawsze jest. Leczyłam tych, którzy ocaleli, z nimi opłakiwałam stratę bliskich, przez jakiś czas żyłam w zupełnym otępieniu. W jakiś czas później wybrano nowego alfę. Wygnał mnie z watahy, za powód uznając moje pochodzenie. Wyglądałam przecież jak ci, którzy nas zaatakowali. Przypominałam o tragedii. Nawet nie miałam mu tego za złe.


Na tereny Watahy Srebrzystych Łez dotarłam dużo później, uprzednio włócząc się jako wędrowna uzdrowicielka. Opatrywałam rany, wyganiałam choroby, zbierałam przydatne zioła lub interesujące błyskotki. Wszystko to nie do końca świadomie, jakby machinalnie. Przeszłam przez góry, znalazłam się tu. Myśl o znalezieniu sobie nowej rodziny, przyjaciół… Początkowo nawet nie pokazywałam się żyjącym tu wilkom. Zawsze potrafiłam poruszać się cicho, nie było to takie trudne. Słuchałam ich głosów, nie będąc w stanie wyjść z ukrycia i włączyć się do rozmowy. Aż do dnia, w którym spotkałam Amarę.
Uśmiechnęłam się w kierunku napotkanej wilczycy, która nie dała po sobie poznać nawet śladu zaskoczenia moją obecnością. Z zasłyszanych rozmów wiedziałam, że jest ona tutejszą alfą, czyli do niej należałoby się zwrócić, jeżeli zamierzam zostać na tych terenach. Przyznam, że nie spodziewałam się napotkać je w takim miejscu – utkwiłam spojrzenie w niepozornej, a jednak w jakiś sposób niepokojącej studni, która miała ponoć odpowiedzieć na każde zadane pytanie. O czym myślałam, przychodząc tutaj? Jak pewnie wielu przede mną, chciałam poznać prawdę – czy znajdę tu dom? Zastygłam nieruchomo, obserwując skrzydlatą wilczycę. Czy ona na coś czekała? Milczenie się przeciągało, a ja nie bardzo wiedziałam, jak je przerwać. I czy na pewno chcę to zrobić. Po chwili namysłu uznałam, że tak.
- Bądź pozdrowiona – cisza, czyżby to nie było najwłaściwsze powitanie? – Jestem Rae.
Dalej rozmowa potoczyła się w sposób bardziej naturalny, wilczyca zrobiła na mnie całkiem dobre wrażenie. Może tu będzie inaczej? Pożegnałam się, po raz ostatni spojrzałam na studnię i ruszyłam rozejrzeć się za jakimś legowiskiem. Po co znać przyszłość? Niech to będzie niespodzianka.

Od Shiny:

Odpoczywałam po długim polowaniu, leżąc pod swoim ulubionym drzewem w dżungli (pod którym też spałam). Nagle usłyszałam rozmowę. Podniosłam łeb i w oddali zobaczyłam sylwetki dwóch wilków zmierzających w moim kierunku. Wstałam. Gdy stanęli za mną oko w oko. Rozpoznali mnie, a ja ich.
-Ha ! Patrzcie kogo my tu mamy ! -powiedział jeden
-Czyż to nie nasza mała Shina ?! Haha-zaczęli się śmiać-Nasza Wielka.... Beznadzieja !!!!-wrzasnął drugi
-Nawet nie wiesz jak to dobrze, że się spotkaliśmy
-Właśnie. Odkąd odeszłaś nie mieliśmy się z kogo nabijać-zawarczałam
-Oj ! Jak ja się ciebie boję ! Hahaha
-A jak tam ten twój stary dziwak, którego ty nazywasz "mistrzem"? Hahaha On ledwo się rusza !!!- gdy to zdanie dotarło do moich uszu wściekłam się jak nigdy. Zebrała się we mnie jakaś dziwna siła, która mnie rozsadzała od środka. Na to co stało się potem nie miałam wpływu. Zmieniłam się w bestie okrutną, krwiożerczą i bezlitosną.
http://fc07.deviantart.net/fs71/f/2011/361/e/a/ea5203068ef1790c0af2fe464cfe594e-d4kel89.png
Rzuciłam się na jednego, łapiąc go za kark i unieruchamiając. W oczach drugiego dostrzegłam zdziwienie i jeszcze większy strach. Ten, którego trzymałam za kark, przestał się ruszać. Zabiłam go... Spojrzałam na drugiego oczami pełnymi żądzy krwi. Spojrzała na swojego martwego kolegę i uciekł. Ruszyłam biegiem w przeciwnym kierunku. Byłam już na terenach watahy, gdy wpadłam na jakiegoś wilka. Najpierw na niego zawarczałam i chciałam go zaatakować, ale zamrugałam i zdałam sobie sprawę, że to wilk z mojej watahy. Cofnęłam się pod drzewo, bojąc się, że bestia we mnie zachce go zabić. Wróciłam do normalnej postaci, wyczerpana i pełna strachu. Rozpłakałam się...
<Dokończy ktoś ?>

czwartek, 17 stycznia 2013

Rae! Nowa wilczyca!


Imię: Rae

Wiek: 3 lata

Płeć: Samica

Moce: Płomienna Dusza - Rae związana jest z ogniem, może naginać go do swej woli, sprawić, by spopielił jej wrogów. Uzdrawianie - potrafi uleczyć śmiertelne nawet rany.

Umiejętności: Znakomicie zna się na ziołach, medycynie, opatrywanie ran czy leczenie chorób nie sprawia jej problemu. Potrafi zabijać, choć najczęściej się z tą umiejętnością nie obnosi. Porusza się cicho, nieźle poluje.

Słaby punkt: Brak doświadczenia w nawiązywaniu kontaktów. Ciekawość, przez którą często wpada w kłopoty. Przytępiony instynkt samozachowawczy. Fatalnie śpiewa.

Charakter: Rae jest... Straszna, okrutna, obłąkana? Nic z tego, pierwsze wrażenie bywa mylące. Acz dziwna? Czemu nie. Uważa się za wilczycę całkiem rozsądną, choć jej myśl biegną w raczej nieprzewidywalnym kierunku. Bywa opryskliwa, wyrwana z zamyślenia nierzadko odwarknie coś niezbyt przyjemnego, ale jeśli lepiej ją poznać, to i spore pokłady życzliwości się znajdą. Ceni sobie wiedzę, uśmiech, nie lubi tych, którzy oceniają na podstawie wyglądu, wyjątkowo negatywnie nastawiona do bezsensownego okrucieństwa. Pakuje się w kłopoty przez nadmierną ciekawość, nie rozmyśla zbyt długo nad konsekwencjami swoich czynów, nie zawsze taktowna. Uwielbia opowieści.

Zainteresowania: Słuchanie ciekawych historii, uzdrawianie, obserwowanie płomieni i lot. A i o podkradaniu się do ofiar wspomnieć można.

Podoba jej się: Nie zastanawia się nad tym.

W innych wilkach ceni: Cóż, przede wszystkim wyobraźnię. Cierpliwość. Brak uprzedzeń. Optymizm...? Rozsądek nie zawadzi.





Od Ravenclawa:


Gdy się rano obudziłem zobaczyłem, że Amara rozmawiała z jakąś nową wilczycą. Hmm to okazja żeby kogoś poznać – pomyślałem. Amara właśnie kończyła rozmowę gdy podszedłem. Alfa uśmiechnęła się i odeszła.
- Cześć – powiedziałem - mam na imię Ravenclaw, ale jak chcesz możesz mi mówić Raven.
- Cześć, jestem Kate – odpowiedziała.
- Masz ładne imię – powiedziałem i zapytałem – czy chcesz iść ze mną na polowanie?
Tak - uśmiechnęła się Kate.
Zaprowadziłem ją do Niedźwiedziego Lasu. Tam Kate wypatrzyła całkiem sporego jelenia. Zaczaiłem się razem z nią w krzakach.
- Teraz - powiedziałem i równocześnie skoczyliśmy na jelenia. Kate zatopiła kły w jego tułowiu a ja przeciąłem jego szyję pazurami. Natychmiast padł jak gromem rażony. Razem z Kate zawlekliśmy go na Polanę Tysiąca Westchnień tam znienacka skoczyłem na Kate i zaczęliśmy tarzać się w śniegu. Sporo czasu minęło zanim wieczorem wróciliśmy z kolacją dla watahy (po drodze upolowaliśmy parę królików).
- Mniam – ucieszył się Fade i rzucił się na królika. Inni członkowie watahy poszli w ślady kolegi.
Padnięci po intensywnym dniu ja i Kate poszliśmy do jaskini i nawet nie zauważyliśmy jak wchodziliśmy do tej samej jaskini, ale kto by tam się o to troszczył od razu zasnęliśmy kamiennym snem.
(Kate?)

środa, 16 stycznia 2013

O Fade'a:


Siedziałem w samotności na polanie. Myślałem głęboko o moim życiu i o mojej tajemnicy... Chciałem przeprosić Amare za moje zachowanie. Wstalem i poszedłem w stronę jaskini Amary. Weszlam cicho lecz nie pewnie jak u mnie bywa. Rozejzalem sie i zauważyłem kontem oka Amare. Podszedłem do niej i powiedziałem:
-Cześć Amaro!
-Cześć Fade-Powiedziała odwracając się
-Może chciałabyś się przejść?- powiedziałem pewny siebie
-Jasne.-Amara bez chwili zastanowienia powiedziała
Odwrocilam sie i wyszłam z jaskini. Zaraz dołączyła do mnie Amara. Zacząłem iść przed siebie. Zaraz Amara dorównała mi kroku. Kiedy znacznie oddaliśmy się od jaskini moje oczy znowu stały się czerwone.
Amara dosyć zdziwiona zapytała:
-Wszystko w porządku?
-Oczywiście-Powiedziałem zupełnie innym głosem
Głos mój brzmiał dobitnie, był lekko zachrypnięty i szorstki.
Szliśmy dalej w milczeniu które stawało się niezręcznie. Moja twarz była zupełnie obojętna. Bystre oczy Amary śledziły moje kroki. . Wreszcie przebijając mur ciszy Amara powiedziała:
-To gdzie idziemy?
Spojrzałem swoimi czerwonymi jak krew ślepiami na twarz Amary. Po plecach wilczycy przebiegł dreszcz. Szliśmy dalej przez las bez najmniejszego sensu. Nasze kroki śledził mały ptak. Kiedy wreszcie mała istotka wydała dźwięk Amara spojrzała na nią. Wilczyca w niebywały sposób porozumiewała się z ptaszkiem. Kiedy dźwięki wydawane przez ptaka były nie do zniesienia dla uszu dla moich uszu nagle stanąłem. Odrzuciłem swoją grzywkę i spojrzałem na Amare czerwonymi oczami. Amara schyliła głowę. Nagle ptaszek zaczął pięknie śpiewać a ja stanąłem naprzeciw istotki ze złości. Nagle rozległ się huk i jasne światło. sprowadziłem piorun który trafił ptaka. Piorun wytworzony z nienawiści był tak silny, że istotka nie miała szans. Amara pełna rożnych uczuć podbiegła do ciała małego ptaka. Spojrzała na mnie z nienawiścią. Małe wrażenie zrobiło to na mnie albowiem ten ktoś który siedział w głęboko ukryty zawładnął mną bez graniczne. Amara była pełna rożnych uczuć. siedziałem na trawie patrząc oczami nie zdradzającymi uczyć i tak niesamowitymi na Ciało ptaka. Amara zaczęła płakać tak abym nie zauważył jej uczuć jednak bestia siedząca we mnie znała wszystkie słabości i uczucia Wilków. Po chwili pełna gniewu Amara wstała i odeszła w stronę watahy. Nie zrobiło to jednak na mnie żadnego wrażenia bo bestia nie czuła. Kiedy Amara znikła mnie zaczęło ogarniać cierpienie zadawane przez bestie. odzyskałem po chwili kontrole nad swoimi ciałem. Słyszałem przerażający śmiech bestii. Co chwile drwiąco szeptał. Powoli nie mogłem wytrzymać tego potwornego uczucia. Bestia wraz z cierpieniem innych stawała się coraz silniejsza a ja czułem się coraz gorzej. Niedługo bestia będzie zdolna nawet przejąć kontrole nade mną na terenach watahy. A kiedy powoli będzie ranić wszystkie ważne dla mnie osoby przejmie nade mną kontrole. Jest tylko jeden sposób aby temu zapobiec, ale czy kiedyś ktoś wreszcie go odkryje?
Kiedy szepty bestii były nie do zniesienia padłem na ziemie zupełnie wycieńczony. Jednak poczułem , że ktoś go przenosi. Słyszałem szepty, ale nie był pewny czy to nie sprawka bestii...

Do watahy dołączyła Kate!




http://images24.fotosik.pl/82/07af45806e1aaf00.jpg
Imię: Kate

Wiek: 2,5

Płeć: Samica

Moce: Potrafi oddychać pod wodą. Pojawiają się jej trzy ogony, kiedy jest w niebezpieczeństwie, dzięki którym wystrasza wroga. Potrafi rozmawiać z morskimi stworzeniami.

Umiejętności: Kate jest bardzo szybka.

Słaby punkt: Lecz w śniegu bardzo zwalnia.

Charakter:  Jest romantyczna i miała, lecz czasami jest agresywna. Zawsze jest wierna swoim przyjaciołom.

Zainteresowania:  Kate lubi zimowo-wiosenne spacery. Jest zawsze zainteresowana samcami.

Podoba jej się: Ravenclaw

W innych wilkach ceni:  Szczerość

Od Macka-C.D Shiny:

-Pa...-powiedziałem jeszcze...
***
Wróciłem do reszty. Zobaczyłem Amarę.
-Cześć-powiedziałem nawet się nie zatrzymując.
Amara zmarszczyła brwi.
-Cześć?-powtórzyła zdziwiona.
-A co?
-Nic... Zazwyczaj powiedziałbyś: "Hej mała", czy "Witaj słodka"...
-Coś źle zrobiłem?
Roześmiała się.
-Nie! Ale...-zastanowiła się-Ha!-krzyknęła triumfalnie-Ktoś tu się zabujał. Na serio.
Miała rację... Przy Shinie zapominałem o wszystkich wilczycach...
Tak rozmyślając poszedłem do jaskini.

Od Amary-C.D Alaski:

-Alaska, co teraz z nią zrobisz?-spytałam swoją przyjaciółkę.
<Alaska?>

sobota, 12 stycznia 2013

Od Shiny-C.D Macka:

-Taaa... skromny to ty nie jesteś....-zaśmiałam się. Spojrzałam w wodę-Umiesz pływać prawda ?
-Tak, dlaczego pytasz ?
-Tak sobie....-powiedziałam i zepchnęłam go prosto do wody-Hahaha !-zaczęłam się śmiać.
-Ja ci dam !-krzyknął i wciągnął mnie do wody. Wrzasnęłam i ochlapałam wodą Mack'a. Trochę się tak nawzajem ochlapywaliśmy, w końcu wyczołgałam się z wody zupełnie pozbawiona energii.
-Robi się ciemno. Wracamy ? -spytałam.
-Tak-zaczęliśmy iść z powrotem. Ja milczałam, bo niby co miałam mówić ? Myślałam o tym jak będzie później, przecież znam tu tylko Mack'a... a inni ? Nawet Alfy nie znam zbyt dobrze. Tak zamyślona prawie weszłam w drzewo.
< Mack?>

czwartek, 10 stycznia 2013

Od Alaski-C.D Amary:

Kidy byłyśmy już w grocie przy legowisku, na którym ułożyłyśmy wiewiórkę próbowałyśmy ją wyleczyć. Po wielu staraniach wiewiórka miała oczyszczone rany i opatrunki w kilku miejscach, jednak nadal była nieprzytomna. Naprawdę ją polubiłam i nie chciałam, żeby coś jej się stało, ani tym bardziej, żeby zdechła. Ta mała coś już dla mnie znaczyła i nie chciałam jej tak zostawić. Ciekawe kto jej to zrobił dlaczego i po co. "Może jakiś drapieżnik albo coś w tym stylu" myślałam.
- Chyba jest już lepiej - wyrwałam mnie z rozmyślań Amara
- Chyba tak - odpowiedziałam bez przekonania
- Hej rozchmurz się już jest jej pewnie lepiej
- Pewnie masz racje
Wiedziałam że Amara chce mnie pocieszyć jednak nie przynosiło to zbytnich efektów. Po prostu miałam dołka. Normalnie nie było by sprawy bo Finnaly uleczyłaby Wiewiórkę, ale kilka godzin temu wyszła na polowanie i do tej pory nie wróciła.
- Ja na chwile wyjdę i przyniosę trochę więcej proszku ocucającego - powiedziała Amara
-Okey - odpowiedziałam siedząc przy legowisku
Po chwili usłyszałam odległe krzyki i nawoływania i moment później przez wejście groty wbiegły Finnaly i Amara. Bardzo ucieszyłam się na ich widok.
- Dasz radę coś z tym zrobić? - Skierowałm pytanie do Finnaly
- Myślę że tak, ale musicie zostawić mnie na chwile z nią samą
- Dobrze - odpowiedziałyśmy zgodnie
Wyszłyśmy i przystanęłyśmy przy wejściu jaskini. Po 15-stu minutach( choć dla mnie były to 2 godziny) Finnaly nas zawołała. Weszłyśmy prędko do środka i zobaczyłyśmy wiewiórę która przeleciała nam nad głowami. Bardzo się ucieszyłam, że wiewiórka wyzdrowiała.
- Dziękuje wam - powiedziałam do Finnaly i Amary
- Nie ma sprawy odpowiedziały zgodnie
Wiewiórka wylądąwała i wbiegła po moim ogonie na grzbiet. Uśmiechnęłam się.
- Widzę że ktoś cię polubił - powiedziała Amara
- Chyba tak - powiedziałam z uśmiechem na pyszczku
- A tak w ogóle to jak jej się to stało? - zapytała dopiero teraz Finnaly
- Właśnie to jest pytanie - powiedziałam

<Amara, Finnaly?>

Od Chanel:


Tego słonecznego dnia , ani mi się śniło aby wychodzić na zewnątrz . Słońce grzało , a biały puch śniegu leżał na Ziemi . Od razu usłyszałam po godzinie ósmej tupiące łapy wszystkich wilków , z uciechą że spadł śnieg .
- Żałosne - Powiedziałam po cichu kiedy kulka śniegu wylądowała w mojej jaskini . - Choleraa ! - Wykrzyknęłam .
Nie nawidzę śniegu , czemu akurat tego dnia spadł śnieg ? - Mrugnęłam .

Położyłam łapkę na łapkę i po woli zasypiałam kiedy to nagle usłyszałam kroki wilka i ........ I KULKE ŚNIEGU NA MOJEJ GŁOWIE. Ukryłam się w mroku i natychmiast chciałam temu komuś uprzykrzyć dzień , najpierw tego kogoś wywaliłam na ziemię a potem ... poturlało się samo . To znaczy ten ktoś poturlał się z góry na dół .
Zachichotałam moim złowieszczym śmiechem i od razu dzień nabrał perspektyw i kontrastu . Wyszłam na zewnątrz - bo w końcu trzeba zobaczyć jak się kto mniewa . I co ? Po co mi to było ... Wyszłam i usłyszałam głośne wołanie :
- Orientuj się Chanel ! - I kulka o mało co nie wleciała we mnie . Nie znam tego wilka , ale wydawało mi się że jest nowy . . .
Ja - jak to Chanel - wskoczyłam na drzewo a z drzewa sypałam śniegiem każdego kto stanął pod jej koroną .
Myślałam już , że oszaleje ze śmiechu , było warto kiedy widziano złość innych wilków na ich pyszczkach . . .
Nagle kiedy wracałam , szłam i nagle potknęłam się o kogoś .
- Patrz jak idziesz niedorajdo ! - Warknęłam i szłam dalej .
- Taaa .. Sorry . - Powiedział ironicznie .

C.D.N - Trade dokończysz ; ) chodziło o ciebie ^^

Od Amary-C.D Alaski:

Rano spotkałam Alaskę.
-Cześć-przywitałam się z nią.
-Cześć...
-Gdzie idziesz?
-Do lasu... mam tam małą przyjaciółkę.
-Hm?
-Wiewiórkę latającą.
-Aaa...-po chwili spytałam-Mogę iść z tobą? Chciałabym ją zobaczyć.
-Tak...-powiedziała z uśmiechem-W towarzystwie jest milej.
 
***
 
Dotarłyśmy do lasu. Alaska pokazała mi drzewo na którym widziała wiewiórkę.
-Hej...?-krzyknęła-Mała...?

Nagle zobaczyłam coś na gałęzi.
-Alaska, tam!-krzyknęłam wskazując w tamto miejsce.
Na gałęzi leżała mała wiewórka latająca. Miała rany.
-O nie!-Alaska była w szoku. Najwyraźniej zdąrzyła się już z nią zaprzyjaźnić.
Na początku nie wiedziałam co robić. Po chwili oprzytomniałam.
-Szybko, weź ją ze sobą! Wyleczymy ją.
Alaska wzięła wiewiórkę z gałęzi i zaniosła ją szybko na teren watahy.

<Alaska?>

Od Macka-C.D Shiny:

-No więc... zacząłem-Po pierwsze, jestem zabójczo przystojny, ale to już wiesz-powiedziałem nieskromnie.
Shina zachichotała.
-Taa, i co jeszcze?
-No więc...
-Co lubisz?
-Lubię adrenalinę. Niebezpieczeństwo... Wygraną.
<Shina?>

Trade!


Imię: Trade

Wiek: 2 lata

Płeć: Samiec

Moce: Czytanie w myślach, lewitacja

Słaby punkt: Nie ufa ludziom

 Charakter: Trade jest bardzo waleczny , porywczy dla watahy miły i ogulnie romantyczny,Potrafi pokazać kto tu rządzi.

Zainteresowania: Przygody, mrok, cień

Podoba mu się: Chanel

W innych wilkach ceni: Szczerość, zaufanie
 
 

środa, 9 stycznia 2013

Od Shiny-C.D Macka:


-Pięknie....-szepnęłam. Patrzyłam na zachodzące słońce-tak szczerze mówiąc to niczego o sobie nie wiemy-powiedziałam patrząc na niego-Może powiesz coś o sobie ?-uśmiechnęłam się.
<Mack?>

wtorek, 8 stycznia 2013

Od Ravena-C.D Fade'a:


W ogóle nie poznałem Fade'a. Był jakiś rozkojarzony. To chyba ta nowa Chanel. Chyba coś między nimi iskrzy. W każdym razie gdy poszedł ja postanowiłem wrócić do watahy. Gdy szedłem przez Staw Orzeźwienia zobaczyłem kogoś nowego. Podszedłem i zapytałem:
- Cześć, jak się nazywasz? – zapytałem.
- Shiara, a ty? – odpowiedziała.
- Ravenclaw, albo po prostu Raven. – powiedziałem i uśmiechnąłem się lekko. Nagle zobaczyłem jakby coś poruszyło się na bagnach.
- Widziałaś – spytałem – coś się tam ruszyło, tam na bagnach?- Shiara popatrzyła w tamtą stronę ale po chwili odpowiedziała:
- Nie, zdawało ci się – powiedziała Shiara – nic tam nie... AAA!– krzyknęła Shiara. W tej chwili skoczył na nią wyjątkowo duży i silny Baneshee. Wtedy zauważyłem jej ranę na tylnej lewej nodze. Oczywiście ruszyłem jej z pomocą, ale drogę zagrodziły mi dwa inne potwory. Oba rzuciły się na mnie. Uderzyłem jednego w pysk. W tym samym czasie drugi Banashee rzucił mi się na plecy. Kątem oka widziałem, że Shiara radzi sobie coraz gorzej, widziałem że potwór zobaczył jej słabość. Kolejny Baneshee rzucił się na mnie. Nie wytrzymałem, zacząłem zmieniać się w wilkołaka. Odrzuciłem w tył kilku ,,mutantów” i ruszyłem Shiarze z pomocą. Odtrąciłem potwora łapą. Jednak się spóźniłem. Rana Shiary była już bardzo mocno rozdrapana. Moja nowa przyjaciółka była nieprzytomna. Wziąłem ją na ręce i pobiegłem prosto do Finally.
(Finally, Shiara?)    

Od Alaski:

 Przechadzałam się w Niedźwiedzim Lesie. Od jakiegoś czasu czułam się samotna. Żadnych przygód, żadnych przyjaciół, żadnych nowin, po prostu tylko ja sama. Szczerze mówiąc nudziło mi się trochę, ale również  stwierdziłam już wcześniej że Niedźwiedzi Las to miejsce w którym można odpocząć i podumać, a ja właśnie takiego teraz potrzebowałam. Usiadłam sobie pod wierzbą płaczącą i zatopiłam się w swoich myślach. Dużo ostatnio wilków do nas dołączyło szczególnie wilczyc. Jednak ja chciałabym znaleźć kogoś z kim mogłabym spędzać czas. Z tych rozmyślań wyrwał mnie dźwięk chrobotania o korę drzewa. Gdy spojrzałam w tamtą stronę zauważyłam Wiewiórkę. Po chwili Wiewiórka rozłożyła łapki i sfrunęła z drzewa! Przez moment stałam trochę zdziwiona, ale przypomniałam sobie, że kiedy mieszkałam z moją watahą to często widziałam "latające wiewiórki". Wiewiórka zaczęła do mnie podchodzić coraz bliżej, aż wreszcie stanęła naprzeciwko mnie.
 - Cześć malutka - powiedziałam do niej - Szkoda, że nie umiem rozmawiać ze zwierzętami
W tej chwili przypomniałam sobie że muszę już wracać bo zapada zmrok i zaraz będziemy jeść. Zaczęłam biec w stronę naszej watahy, ale po chwili biegu zorientowałam się że biegnie za mną ta wiewiórka. Przystanęłam i zapytałam:
Dlaczego za mną biegniesz? - zapytałam jakby z nadzieją że mi odpowie. Ona jednak milczała.
Postanowiłam polecieć do naszej watahy, ale ona również wzbiła się w powietrze i leciała za mną. Zleciałam na ziemię.
 - Słuchaj wiem, że tego nie rozumiesz, ale jeśli wrócisz na swoje miejsce to jutro do ciebie przyjdę - powiedziałam
Po tych słowach i dłuższej chwili zaczęłam odchodzić po chwili już biegłam. już za mną nie biegła jakby zrozumiała. A kiedy się odwróciła już jej nie było. Spojrzałam jeszcze w Górę z myślą, że może leci za mną, jednak tam też jej nie było. "W takim razie muszę do niej jutro przyjść" pomyślałam i pobiegłam jak najszybciej do swojej jaskini z nadzieją, że jeszcze coś dla mnie zostało.