czwartek, 31 stycznia 2013

Od Rae-C.D Ravenclawa i Amary:

Od pożegnania z Alaską wiele się wydarzyło. Wadera wywarła na mnie dobre wrażenie, miałam nadzieję, że jeszcze nie raz ją spotkam. Może nawet uda się z nią zaprzyjaźnić? Teraz w każdym razie nie brakowało mi zajęć. No proszę, kolejny pacjent…
- A ja myślałam, że łowcy potrafią być cicho… To ich dowódca tym bardziej, prawda? - Uśmiechnęłam się do Ravenclawa, podchodząc z niezbyt przyjemnie pachnącym lekarstwem.
- I co z tego, że śmierdzi? Najważniejsze, że działa. I to jak! – Czy ja sama w to wierzę…? Jaskinię trzeba będzie nieco przewietrzyć, coś w tym jest.
- Liczy się efekt, nie stadium przejściowe. Przeżyjesz, znam gorsze paskudztwa… To nawet nie jest zbytnio skomplikowane, składniki znajdziesz na pierwszej lepszej łące. Niektóre po prostu suszy się nieco dłużej. – Oczywiście, że gadałam. Zagadać, żeby zmniejszyć dystans od pacjenta, to wcale nie taka zła metoda. Napojony lekarstwem Raven nie miał okazji do protestów. Wróciłam po chwili, tym razem z maścią na poparzenia.
- Zostawię ci nawet zapas, jeśli nie zapomnisz o stosowaniu tego przez trzy najbliższe dni, ze dwa, może nawet trzy razy na dobę blizn nie będzie. Przygoda ze smokiem… - powiedziałam cicho, po czym zamilkłam na dobrych kilka chwil.
- To masz prawdziwe szczęście.

<Raven, Amara?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz