Moja rodzina była bardzo duża. Mój
dziadek założył Watahę Czarnego Kruka. Mieszkaliśmy w małym
lesie. Gdy miałem rok do naszego lasu przyjechali ludzie. Mój
ojciec i inni wojownicy wyszli im naprzeciw ale oni byli uzbrojeni.
Zabili mojego ojca, mojego dziadka, mojego wujka i moich kolegów.
Ale nie zabili ich zwyczajnie, spalili ich żywcem, a gdy wraz z
matką i innymi młodymi uciekałem wszyscy wpadli w sidła. Zginęli.
Od tego czasu uczyłem się walki, latania, biegałem. Raz gdy w nocy
polowałem na sowy (dla wprawy w zręczności) zobaczyłem wilkołaka
zaraz spiąłem się do biegu jednak jego ogromne skoki przewyższały
moją szybkość. Ugryzł mnie. Początkowo zamieniałem się w
wilkołaka tylko przy pełni, ale z czasem nauczyłem się to
kontrolować i teraz mogę zamieniać się w wilkołaka kiedy chcę.
- Współczuję ci – powiedziała
Alaska ze smutną miną – gdybym wiedziała nie namawiała bym cię
do tak bliskiego kontaktu z ludźmi.
Nagle zerwałem się i popędziłem
jak błyskawica. Gdy znalazłem się w dżungli (bo tam właśnie
pobiegłem) przy strumyku spotkałem Fade'a.
<Fade?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz