Na dach zobaczyłam sylwetkę młodego chłopaka z gitarą. Wskoczyłam na drzewo, które stało najbliżej dachu. Skakałam po gałęziach, aż zaskoczyłam na dach. Zan(chłopak) nie przestając śpiewać spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Usiadłam koło niego i przysłuchiwałam się słowom piosenki. Zan miał niepowtarzalny głos, jeszcze nigdy nie słyszałam kogoś kto śpiewałby tak jak on. Podobno w watasze śpiewa Alaska, nie słyszałam jej nigdy. Jak wrócę muszę ją poprosić aby zaśpiewała. Gdy chłopak skończył śpiewać przytulił mnie.
-Hej mała-powiedział do mnie. Prychnęłam-No dobra, nie jesteś mała-zaśmiał się. Polizałam go po policzku. Znów się zaśmiał-Dawno cię nie widziałem-powiedział,a ja w odpowiedzi pisnęłam. Spojrzeliśmy na słońce. Chyliło się ku zachodowi. Położyłam łeb na kolanach Zan'a. Zaczął mnie głaskać za uchem i opowiadać o tym jak dręczy go matka i koledzy z klasy, że nikt go nie rozumie, że wszyscy uważają go za dziwaka. Słuchając tego miałam wrażenie, że czuje dokładnie to samo co ja... Przez moją furię byłam uważana za dziwaczkę, zupełnie jak Zan. Z tą różnicą, że on nie wpada w furię. Słuchałam go, zapatrzona w słońce. Gdy skończył opowiadać słońce było już za horyzontem.
-Zan ! Choć na kolacje!-usłyszeliśmy głos jego matki. Zan położył się na plecach i jęknął. Podniosłam się i spojrzałam na ulicę. Pisnęłam cicho. Zrozumiał.
-Dobrze. Rozumiem musisz już iść. Tylko przyjdź jutro-powiedział. Zamerdałam ogonem i zeskoczyłam z dachu. Pobiegłam w najciemniejszą uliczkę. Tam otworzyłam portal i wpadłam prosto na Alaskę. Było już rano więc to mnie nie zdziwiło.
-Ojć-mruknęłam leżąc na Alasce-Przepraszam cię-zeszłam z niej i stanęłam obok-Właśnie miałam cię szukać
-Tak ? A po co?
-Słyszałam, że pięknie śpiewasz. Może byś coś zaśpiewała ?
<Alaska?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz