-Taak, ja też-powiedziałem z grzeczności, choć w rzeczywistości miałem aż za dużo energii.
-No to... pa.-powiedziała.
-Pa-odpowiedziałem z uśmiechem i odszedłem do jaskini.
<Jessica? Chcesz jeszcze coś dodać?>
sobota, 30 marca 2013
piątek, 29 marca 2013
Od Jessici-C.D Mack'a:
- Ja?- roześmiałam się w głos, ale widząc zdziwione spojrzenie Macka zamilkłam.- No coś ty?
Przyglądał mi się podejrzliwie, tym samym wywołując u mnie dreszcze.
- Jakoś nie widzę siebie w parze.- wyznałam po dłuższym milczeniu.
- Dlaczego?- przysiadł pod jakimś drzewem, a ja do niego dołączyłam.
- No… pomyśl tylko. Ja? Nie. To w ogóle do mnie nie przemawia.- zaśmiałam się ciepło i utkwiłam wzrok w potężny głaz oddalony o kilka metrów.
- Przesadzasz.- uśmiechnął się.- Spójrz na mnie i Shinę. Kiedyś nawet bym nie pomyślał, że będę taki szczęśliwy.
- Taaak.- stłumiłam śmiech.- Znowu wchodzimy na temat Shiny?
- A czemu nie?- uśmiechnął się zachęcająco.
- Chyba będę musiała ją poznać. Może chodźmy już, zaczyna się robić ciemno, a ja jestem trochę zmęczona.
(Mack? Dokończysz?)
Przyglądał mi się podejrzliwie, tym samym wywołując u mnie dreszcze.
- Jakoś nie widzę siebie w parze.- wyznałam po dłuższym milczeniu.
- Dlaczego?- przysiadł pod jakimś drzewem, a ja do niego dołączyłam.
- No… pomyśl tylko. Ja? Nie. To w ogóle do mnie nie przemawia.- zaśmiałam się ciepło i utkwiłam wzrok w potężny głaz oddalony o kilka metrów.
- Przesadzasz.- uśmiechnął się.- Spójrz na mnie i Shinę. Kiedyś nawet bym nie pomyślał, że będę taki szczęśliwy.
- Taaak.- stłumiłam śmiech.- Znowu wchodzimy na temat Shiny?
- A czemu nie?- uśmiechnął się zachęcająco.
- Chyba będę musiała ją poznać. Może chodźmy już, zaczyna się robić ciemno, a ja jestem trochę zmęczona.
(Mack? Dokończysz?)
czwartek, 28 marca 2013
Od Alaski - C.D Amary
- Pomożemy ci...Prawda? - tutaj spojrzałam na Rae, która przytaknęła - Wiem jak się czujesz. Ja też kiedyś straciłam rodzinę...Pomogę ci bez względu na wszystko. Tylko obiecaj mi, że już nie będziesz się smucić, dobra?
Amara spojzała na mnie z wdzięcznością. Ja naprawdę chciałam jej pomóc. Nie będę popełnać błędów z przeszłości, co to, to nie...Muszę się wziąć w garść. Tak zrobię, po prostu będę działać a nie zastanawiać się. No, to teraz trzeba sprawdzić, jak czuje się Raven.
<Brygado?>
Amara spojzała na mnie z wdzięcznością. Ja naprawdę chciałam jej pomóc. Nie będę popełnać błędów z przeszłości, co to, to nie...Muszę się wziąć w garść. Tak zrobię, po prostu będę działać a nie zastanawiać się. No, to teraz trzeba sprawdzić, jak czuje się Raven.
<Brygado?>
Od Mack'a-C.D Jessici:
-Tak...-powiedziałem rozmarzonym głosem.-A ty? Masz partnera?
<Jessica? Sorry że tylko tyle>
<Jessica? Sorry że tylko tyle>
Od Amary-C.D Alaski:
-Ja... ja...-wybełkotałam-Ariana...-i znów zaczęłam szlochać.
-Ariana? Jaka Ariana?-spytała Alaska, zdziwiona, ale i coraz bardziej zaciekawiona.
-Moja siostra! Ona... ona zaginęła wiele lat temu...
-Zaginęła...?
Spojrzałam na nią z błaganiem. Czy naprawdę muszę opowiadać tę historię...? Samo wspomnienie działało na mnie okropnie. Ale trudno. Jak trzeba, to trzeba.
Otarłam łapą łzy i odetchnęłam głęboko. Weź się w garść, Amara.
-To było gdy ja i Ariana byłyśmy jeszcze szczeniakami.-zaczęłam-Miałyśmy prawie rok, nie więcej. Ona była troszkę młodsza, ale nie dużo. Zawsze przewyższała mnie pod względem urody. Ale nie była zarozumiałą i głupiutką wilczycą, co to, to nie! Choć była nieśmiała, i raczej nie lubiła ryzyka. Często gdy ja podejmowałam wyzwanie, dla zabawy, z nudów czy potrzeby, ona wolała uważać. To nie oznaka tchórzostwa, raczej roztropności. W przeciwieństwie do mnie Ariana nie miała skrzydeł. Poza tym ona i tak wolała mieć grunt pod nogami. Kochałyśmy się jak... jak siostry. Ona była dla mnie wszystkim, ja dla niej też. Po prostu była moją przyjaciółką, rodziną... zwierzałam jej wszystkie sekrety. Ale pewnego dnia...-tu zamilkłam nagle. Zaraz jednak dokończyłam-Pewnego dnia nasze tereny zaatakowało stado wilkołaków. Byli niepohamowani, żądni krwi. Moi rodzice nie poddawali się bez walki. Ja i Ariana ukryłyśmy się. Ale napastnicy podpalili las. Ogień był wszędzie. Tata został zabity, mama uciekła do lasu gdzie postradała zmysły...-patrząc na jej przerażone spojrzenie, powiedziałam-Tak, właśnie do tego lasu. Ja i moja siostra próbowałyśmy uciekać. Ale złapali ją. Chciałam pomóc ale ją zabrali.-łza zakręciła mi się w oku-Bałam się o nią. Bałam się o nią przez lata. Ale wiem że żyje. Bo... bo ona wysłała mi wiadomość. Pewnego dnia podleciał do mnie gołąb i zostawił mi kawałek kory, gdzie było wydrapane pazurem: "Żyję". Nic więcej. Ale wiem że to ona. To ona.
Alaska i Rae patrzyły na mnie z szeroko otwartymi oczami. Nagle coś pojęłam.
-Słuchajcie.-powiedziałam-Ja muszę ją znaleźć. Muszę ją odszukać. Ja... nie wiem ile to będzie trwać ale... ja muszę...
<Alaska? Rae?>
-Ariana? Jaka Ariana?-spytała Alaska, zdziwiona, ale i coraz bardziej zaciekawiona.
-Moja siostra! Ona... ona zaginęła wiele lat temu...
-Zaginęła...?
Spojrzałam na nią z błaganiem. Czy naprawdę muszę opowiadać tę historię...? Samo wspomnienie działało na mnie okropnie. Ale trudno. Jak trzeba, to trzeba.
Otarłam łapą łzy i odetchnęłam głęboko. Weź się w garść, Amara.
-To było gdy ja i Ariana byłyśmy jeszcze szczeniakami.-zaczęłam-Miałyśmy prawie rok, nie więcej. Ona była troszkę młodsza, ale nie dużo. Zawsze przewyższała mnie pod względem urody. Ale nie była zarozumiałą i głupiutką wilczycą, co to, to nie! Choć była nieśmiała, i raczej nie lubiła ryzyka. Często gdy ja podejmowałam wyzwanie, dla zabawy, z nudów czy potrzeby, ona wolała uważać. To nie oznaka tchórzostwa, raczej roztropności. W przeciwieństwie do mnie Ariana nie miała skrzydeł. Poza tym ona i tak wolała mieć grunt pod nogami. Kochałyśmy się jak... jak siostry. Ona była dla mnie wszystkim, ja dla niej też. Po prostu była moją przyjaciółką, rodziną... zwierzałam jej wszystkie sekrety. Ale pewnego dnia...-tu zamilkłam nagle. Zaraz jednak dokończyłam-Pewnego dnia nasze tereny zaatakowało stado wilkołaków. Byli niepohamowani, żądni krwi. Moi rodzice nie poddawali się bez walki. Ja i Ariana ukryłyśmy się. Ale napastnicy podpalili las. Ogień był wszędzie. Tata został zabity, mama uciekła do lasu gdzie postradała zmysły...-patrząc na jej przerażone spojrzenie, powiedziałam-Tak, właśnie do tego lasu. Ja i moja siostra próbowałyśmy uciekać. Ale złapali ją. Chciałam pomóc ale ją zabrali.-łza zakręciła mi się w oku-Bałam się o nią. Bałam się o nią przez lata. Ale wiem że żyje. Bo... bo ona wysłała mi wiadomość. Pewnego dnia podleciał do mnie gołąb i zostawił mi kawałek kory, gdzie było wydrapane pazurem: "Żyję". Nic więcej. Ale wiem że to ona. To ona.
Alaska i Rae patrzyły na mnie z szeroko otwartymi oczami. Nagle coś pojęłam.
-Słuchajcie.-powiedziałam-Ja muszę ją znaleźć. Muszę ją odszukać. Ja... nie wiem ile to będzie trwać ale... ja muszę...
<Alaska? Rae?>
środa, 27 marca 2013
Od Ravena - C.D Shiny
- Ruchome piaski!- krzyknąłem
- Co?! Jak się ztąd wydostaniemy?! - spytała z przerażeniem Shina
- Nie wiem! Myślę!
Zanurzaliśmy się coraz głębiej i głębiej. Piasek sięgał mi już do brzucha. Nagle usłyszałem piski i łomoty. "Iglo" pomyślałem uradowany i krzyknąłem do Shiny:
- Złap się tego co poda ci Eagel
- Kto?!
- Eagel, mój przyjaciel, orzeł!
Orzeł przyleciał z długim, grubym i mocnym badylem. Shina przez chwilę się zawahała, ale po chwili już trzymała kij zębami. Z Pomocą Eagla, poruszając łapami, wyszła na brzeg. Ptak podleciał do mnie. Chwyciłem mocno kij i próbowałem machać skrzydłami. Marnie mi to wyszło, ale w końcu wyszedłem na twardy grunt.
- Dzięki - powiedziała zasapana Shi zarówno do mnie jak i do orła
- Nie ma za co - odparłem za nas dwóch
Już chciałem się ponownie odezwać, gdy usłyszałem jakiś niepokojący dzwięk.
- Słyszysz...Słyszysz to? - zapytałem
- Co? - odparła ze zdziwieniem Shina
- To mi brzmi jak...
Nie dokończyłem bo z za krzaków wyskoczyły trzy obce nam wilki. Były czarne jak smoła, a oczy świeciły im czerwonym blaskiem. Jeden z nich skoczył na Shinę. Zasłoniłem ją ciałem. Uderzenie w skrzydło było bolesne.Umadłem, a kolejny wilk ugryzł mnie w kark, Shina skoczyła na potwora i zabiła go. Zaczęło robić mi się czarno przed oczami i zemdlałem...
- Co?! Jak się ztąd wydostaniemy?! - spytała z przerażeniem Shina
- Nie wiem! Myślę!
Zanurzaliśmy się coraz głębiej i głębiej. Piasek sięgał mi już do brzucha. Nagle usłyszałem piski i łomoty. "Iglo" pomyślałem uradowany i krzyknąłem do Shiny:
- Złap się tego co poda ci Eagel
- Kto?!
- Eagel, mój przyjaciel, orzeł!
Orzeł przyleciał z długim, grubym i mocnym badylem. Shina przez chwilę się zawahała, ale po chwili już trzymała kij zębami. Z Pomocą Eagla, poruszając łapami, wyszła na brzeg. Ptak podleciał do mnie. Chwyciłem mocno kij i próbowałem machać skrzydłami. Marnie mi to wyszło, ale w końcu wyszedłem na twardy grunt.
- Dzięki - powiedziała zasapana Shi zarówno do mnie jak i do orła
- Nie ma za co - odparłem za nas dwóch
Już chciałem się ponownie odezwać, gdy usłyszałem jakiś niepokojący dzwięk.
- Słyszysz...Słyszysz to? - zapytałem
- Co? - odparła ze zdziwieniem Shina
- To mi brzmi jak...
Nie dokończyłem bo z za krzaków wyskoczyły trzy obce nam wilki. Były czarne jak smoła, a oczy świeciły im czerwonym blaskiem. Jeden z nich skoczył na Shinę. Zasłoniłem ją ciałem. Uderzenie w skrzydło było bolesne.Umadłem, a kolejny wilk ugryzł mnie w kark, Shina skoczyła na potwora i zabiła go. Zaczęło robić mi się czarno przed oczami i zemdlałem...
***
Obudziłem się okrążony przze Rae, Alaskę, Amarę i Shinę. Otoczony przez wilczyce - nie mam nic przeciwko! Uśmiechnąłem się pod nosem
- Wraca do zdrowia - powiedziała Rae
Shinie wytraźnie ulżyło. Ma partnera. Nie, że jest brzydka, czy coś, oczywiście rozumiem, że mogła się martwić, ale tak chyba nie wypada. Poza tym mnie podoba się Jessica.
- Co się stało? - spytałem
- Kiedy zemdlałeś udało mi się pokonać tego wilka, a reszta uciekła. Wtedy pojawiła się Alaska, która zaprowadziła nas do Rae i Amary. Ty byłeś nieprzytomny. Nie dziwię ci się. Masz pogruchotane skzydło i ciężką ranę na karku. Nie wiem jak udało ci się przeżyc - opowiedziała Shina
- Dzięki - powiedziałem.
Spróbowałem ruszyć szyją. Strasznie bolała.
- chyba musimy tu zostać ze dwa dnia, aż wydobrzejesz - powiedziała Rae
<Kompanio?>
poniedziałek, 25 marca 2013
Od Tiary
Ale tutaj jest nudno. Nic się nie dzieje. To znaczy dzieje się, na przykład ta wyprawa do Czarnego Lasu, na którą poszła nasza mama. Oczywiście takim wilczkom jak ja nie można nigdzie chodzić, ani robić czegoś ciekawego. Rozumiem, że jestem jeszcze mała, ale przecież chyba młode wilczki mogą coś robić, no nie? Chyba jednak nie, bo nikt mi nie pozwolił iść na tą wyprawę a zwłaszcza mama. Tak, tak, martwi się i w ogóle, ale jak dla mnie to ona jest przewrażliwiona na naszym punkcie. Normalnie ma jakiegoś bzika. Taty w ogóle nie ma. Pewnego dnia sobie poszedł i jak na razie nie wrócił. Więc wychowuje nas mama. Chciałabym zobaczyć naszego tatę, ale jak pytam mamy gdzie jest to zawsze robi się smutna i szybko zmienia temat. Mam wrażenie, że on już nie przyjdzie. Trochę mi przykro, ale ja go w sumie nawet nie widziałam, więc dlaczego mam się smucić. Bo odeszła osoba której nawet nie znałam? W każdym razie nie pytam o to mamy, żeby nie robić jej przykrości. Jednak tak czy siak chciałbym coś tutaj porobić. Choćby się czegoś nauczyć. W końcu młode wilki nie umieją np.: polować. Czy jest tu ktoś kto może mnie tego nauczyć?
<Dokończy ktoś?>
<Dokończy ktoś?>
Od Jessici-C.D Mack'a:
Przechadzałam się bez celu po terytorium
watahy. Wyprawa pewnie już się rozpoczęła. Musiałam odmówić. Obiecałam
ojcu, że nie będę narażała się bez powodu. Spuściłam głowę i biłam się
ze swoimi myślami. Oni pewnie świetnie się tam bawili. Było tak pusto,
że nie miałam z kim porozmawiać. Zostałam sama ze sobą. I nagle
mimowolnie z mojego gardła wydarł się wrzask.
- Chciałeś żebym dostała zawału?- warknęłam w stronę wilka.
- Spokojnie. Nic nie chciałem.- zachichotał.
- I co w tym śmiesznego?
- Och przestań. Ciesz się życiem! Dookoła jest tak pięknie! Jestem Mack.
- Jessica, ale mów mi Jess.
- Przejdziemy się?- uśmiechnął się szeroko.
- A mam jakiś wybór?- odwzajemniłam uśmiech.
- Tak. Możesz to zostać i użalać się nad sobą.
- No to chodźmy.
Rozmawialiśmy o tym co było. Co nam się przytrafiło. Właściwie ja o tym mówiłam. Chyba zdążył zauważyć, że gaduła ze mnie. Kiedy on czasami się odzywał mówił o „Pannie-Najpiękniejszej-i-Najmądrzejszej-Na-Całym-Świecie Shinie” i o niebezpieczeństwie, jakie stanowi cała ta wyprawa. Właściwie mówił głównie o wilczycy. Byli tacy słodcy. Ewidentnie bardzo ją kochał. Uśmiechnęłam się sama do siebie słysząc, że zaczyna znowu o niej nawijać.
- Boisz się o nią.- stwierdziłam kiedy przechodziliśmy obok jakiegoś wielkiego drzewa.
- To chyba oczywiste. Ale wiem, że to silna, odważna wilczyca i poradzi sobie w każdej sytuacji.
- Uau. Pani idealna.- zachichotałam.
- Jak dla mnie.- wyszczerzył zęby.
- To dobrze, że tak się dogadujecie. Tak dobrze…
(Mack, dokończysz?)
- Chciałeś żebym dostała zawału?- warknęłam w stronę wilka.
- Spokojnie. Nic nie chciałem.- zachichotał.
- I co w tym śmiesznego?
- Och przestań. Ciesz się życiem! Dookoła jest tak pięknie! Jestem Mack.
- Jessica, ale mów mi Jess.
- Przejdziemy się?- uśmiechnął się szeroko.
- A mam jakiś wybór?- odwzajemniłam uśmiech.
- Tak. Możesz to zostać i użalać się nad sobą.
- No to chodźmy.
Rozmawialiśmy o tym co było. Co nam się przytrafiło. Właściwie ja o tym mówiłam. Chyba zdążył zauważyć, że gaduła ze mnie. Kiedy on czasami się odzywał mówił o „Pannie-Najpiękniejszej-i-Najmądrzejszej-Na-Całym-Świecie Shinie” i o niebezpieczeństwie, jakie stanowi cała ta wyprawa. Właściwie mówił głównie o wilczycy. Byli tacy słodcy. Ewidentnie bardzo ją kochał. Uśmiechnęłam się sama do siebie słysząc, że zaczyna znowu o niej nawijać.
- Boisz się o nią.- stwierdziłam kiedy przechodziliśmy obok jakiegoś wielkiego drzewa.
- To chyba oczywiste. Ale wiem, że to silna, odważna wilczyca i poradzi sobie w każdej sytuacji.
- Uau. Pani idealna.- zachichotałam.
- Jak dla mnie.- wyszczerzył zęby.
- To dobrze, że tak się dogadujecie. Tak dobrze…
(Mack, dokończysz?)
niedziela, 24 marca 2013
Od Alaski - C.D Rae
Nikogo przy mnie nie było, tylko ja i ta przerażająca puszcza. Musiałam poszukać reszty. Przecież jesteśmy tu od 5 godzin, a już się rozdzieliliśmy. Postanowiłam pójść w kierunku z którego dochodziły przed chwilą jakieś szlochy i wołania, a także nie zrozumiały bełkot. Leciałam, żeby nie tracić czasu. Po chwili byłam już na miejscu stały tam Rae i lekko roztrzęsiona Amara. Nad nimi latał ptaszek, a podobnego trzymała w pysku Rae. Na ziemi natomiast leżał szkielet...Bez trudu rozpoznałam do kogo kiedyś należał, ale wcale nie podniosło mnie to na duchu. Był to szkielet Banshee. Pozostawało tylko pytanie: Co było tak potężne żeby zabić Banshee? Teraz jednak nie zaprzątałam sobie tym głowy. Ppdeszłam bliżej i zapytałam Amary:
- Co ci jest? Widać, że jestes roztrzęsiona.
<Amara? Rae? Ktoś uczestniczący w wyprawie?>
- Co ci jest? Widać, że jestes roztrzęsiona.
<Amara? Rae? Ktoś uczestniczący w wyprawie?>
Od Rae - C.D Amary
Usłyszałam szloch Amary, więc nie namyślając się wiele ruszyłam w jej kierunku. Obok mnie przemknęło coś... Nie wiem, mgła? Srebrzyste, zwiewne, na pierwszy rzut oka zupełnie nieszkodliwe. Tylko, dlaczego moja sierść zjeżyła się na samą myśl, że miałabym tego czegoś dotknąć?
- Amaro? Wszystko w porządku? - Zaniepokoiły mnie jej krzyki, ale na razie nie zniechęcałam się do dalszej wyprawy. Zamierzałam podążać ku sercu lasu, z jakiegoś powodu doskonale zdawałam sobie sprawę, w którym to kierunku. Coś mnie tam ciągnęło, myśl, że może nie jest to najrozważniejszy pomysł odegnałam równie szybko, jak się pojawiła. Ciekawość ma swoje prawa...
- Ariana? Masz siostrę? - Podeszłam do wilczycy, zastanawiając się, czy nie urażę jej pytaniem o to, kim jest jej siostra. I w tym momencie pod moją łapą coś paskudnie chrupnęło. Co jak co, trzask pękającej kości rozpoznam od razu. Czy trzeba wspominać, że nie cierpię tego dźwięku? Nastąpiłam na coś, co przy odrobinie dobrej woli można było nazwać resztkami wilczego szkieletu. Jak sie okazało, dużego szkieletu. Wolałam się nie zastanawiać, jakiej wielkości był jego właściciel, skoro to, co zostało, pozwoliło zakładać, że bez trudu zmieściłabym się między jego żebrami. Przywołałam płomienie - trzy białe, jasne ogniki, których blask pozwolił ocenić rzeczywiste rozmiary padłego przed laty stworzenia. Kości były czarne, jedna z nich pod dotykiem mojej łapy obróciła się w pył. A to już było niepokojące.
- No cóż... Imponujący widok. - W świetle płomieni miałam okazję dostrzec Amarę, dalej blask nie sięgał.
- Nie wiem jak wy, ale dość już mam potykania się o własne łapy. Choć myślę, że tyle światła nam wystarczy... Przynajmniej nie wpakujemy się po ciemku w paszczę o, takiego jak tutaj - uśmiechnęłam się lekko, wyraźnie zapatrzona w śnieżnobiałe kły.
- Z drugiej strony... Możemy sobie ściągnąć na głowę coś gorszego - nie czekając na odpowiedź podeszłam do pokaźnej czaszki, zastanawiając się, czy ewentualna dusza, jeśli nie zaznała spokoju, będzie mi miała za złe, jeśli zabiorę sobie taki ząbek. Nim jednak wprowadziłam zamiar w czyn z pustych oczodołów wypadły dwie szkarłatne, niewątpliwie pierzaste kulki. Przemknęło mi przez myśl, że zupełnie, jakby szkielet po niewczasie zapłakał krwawymi łzami. Po chwili zmieniłam zdanie - rubiny byłyby określeniem trafniejszym, nie większe od wróbla ptaszyny wydawały się wyrzeźbione z tego właśnie kamienia. Latały. Niebezpiecznie blisko mojego pyska, co raczej mi się nie spodobało. Z drugiej strony - właśnie włączyło się zainteresowanie, zastanawiałam się, czy stworzonka są żywe, czy też napędza je jakaś nieznana magia. Najchętniej bym je złapała...
- Umrzesz! Umrzesz! Umrzecie! - pierwsza ptaszyna odezwała się skrzekliwym głosem.
- Viredi, viredi siva oth - dołączyła druga, choć jej słowa wydały mi się zupełnie niezrozumiałe.
- Mijają sekundy, godziny, miesiące. Chaos nie zna czasu.
Z mojego pyska wyrwało się pełne oburzenia warknięcie - pierwszy z ptaszków zaczął z zapałem szarpać mnie pazurkami za ucho. Drugi miał zdecydowanie mniej szczęścia. Kłapnęłam zębami gdy zbliżył się do mojego pyska, udało mi się go schwytać... Tylko teraz ani wypuścić, ani mówić. Mruknęłam coś zdecydowanie niezrozumiałego, może to i dobrze. Pozostająca na wolności ptaszyna przysiadła mi na głowie i spoglądała ze złością.
<Ktoś dokończy?>
Od Mack'a:
Shina poszła na wyprawę. Bałem się o nią, ale jednocześnie wiedziałem że to dzielna wilczyca, i da sobie radę. Szkoda że wcześniej nie dowiedziałem się o wyprawie poszedł bym z nimi.
Dla zabicia czasu postanowiłem pójść na spacer do dżungli. Więc poszedłem.
Gdy dotarłem w to miejsce zachwyciła mnie różnorodność pięknych roślin. Drzewa... nigdy nie widziałem tak wielkich drzew!
Rozejrzałem się. Wydawało mi się że nie jestem tu sam. Nagle usłyszałem coś w krzakach...
<Ktoś dokończy?>
Dla zabicia czasu postanowiłem pójść na spacer do dżungli. Więc poszedłem.
Gdy dotarłem w to miejsce zachwyciła mnie różnorodność pięknych roślin. Drzewa... nigdy nie widziałem tak wielkich drzew!
Rozejrzałem się. Wydawało mi się że nie jestem tu sam. Nagle usłyszałem coś w krzakach...
<Ktoś dokończy?>
sobota, 23 marca 2013
Uwaga!!!
Mack i Kate muszą napisać opowiadanie do poniedziałku.
Inaczej zostaną...
Dramatyczna muzyka
Wyrzuceni
Amara
Inaczej zostaną...
Dramatyczna muzyka
Wyrzuceni
Amara
Od Amary-C.D Alaski:
Inni zniknęli mi z oczu. Byłam tylko ja i las. Nie widziałam w około nikogo innego. Tylko drzewa. Czarne jak całe to miejsce...
"To on...-wyszeptałam w myślach-"To ten las..."
Czułam że to on to robi. Czułam energię, ciemną energię bijącą z niego jak serce. Oddychałam szybko, z niepokojem. Słychać było tylko ten nieznośny szum ciszy...
Nagle do moich uszu doszedł cichy trzask. Odwróciłam się prędko. Nagle wydałam z siebie niemy krzyk. Przede mną stał mój największy strach. Coś, co jako jedyne przyprawiało mnie o taką trwogę...
Patrzyłam na moją siostrę. Moją siostrę, pośród kałuży krwi... Nie, nie, to niemożliwe, ona zaginęła, ale jej tu nie ma, to nie ona, ona żyje...
-A-ariana...-wyszeptałam. Próbowałam do niej podbiec, ale nie mogłam ruszyć się z miejsca.
Łzy poleciały mi z oczu. Zaczęłam szlochać. Mimowolnie nogi ugięły się pode mną i padłam brzuchem na czarną trawę. Mój szloch był coraz głośniejszy.
-Nie... nie... Ariana...
Nagle coś ujrzałam...Jej oczy... jej piękne szare oczy... teraz czarne i przeszywające... nie, nie, to nie może być ona... to...
-Wizja...-wyszeptałam-tylko wizja...
Tak, strach mnie nie pokona. Podniosłam się. Spojrzałam z góry na ciało.
-Nie jesteś moją siostrą.-powiedziałam cicho. Potem dodałam głośno-NIE BOJĘ SIĘ CIEBIE!!!
Ciało zadrgało.
-PRECZ!!!
Nagle to co wcześniej było wilczycą zmieniło się w srebrzystą mgiełkę i rozpłynęło się w powietrzu.
Oddychałam szybko. To coś miało przybrać postać tego czego najbardziej się lękam. A ja, najbardziej boję się o moją siostrę... Nagle usłyszałam coś.
<Kto dokończy?>
Moja siostra, Ariana :)
"To on...-wyszeptałam w myślach-"To ten las..."
Czułam że to on to robi. Czułam energię, ciemną energię bijącą z niego jak serce. Oddychałam szybko, z niepokojem. Słychać było tylko ten nieznośny szum ciszy...
Nagle do moich uszu doszedł cichy trzask. Odwróciłam się prędko. Nagle wydałam z siebie niemy krzyk. Przede mną stał mój największy strach. Coś, co jako jedyne przyprawiało mnie o taką trwogę...
Patrzyłam na moją siostrę. Moją siostrę, pośród kałuży krwi... Nie, nie, to niemożliwe, ona zaginęła, ale jej tu nie ma, to nie ona, ona żyje...
-A-ariana...-wyszeptałam. Próbowałam do niej podbiec, ale nie mogłam ruszyć się z miejsca.
Łzy poleciały mi z oczu. Zaczęłam szlochać. Mimowolnie nogi ugięły się pode mną i padłam brzuchem na czarną trawę. Mój szloch był coraz głośniejszy.
-Nie... nie... Ariana...
Nagle coś ujrzałam...Jej oczy... jej piękne szare oczy... teraz czarne i przeszywające... nie, nie, to nie może być ona... to...
-Wizja...-wyszeptałam-tylko wizja...
Tak, strach mnie nie pokona. Podniosłam się. Spojrzałam z góry na ciało.
-Nie jesteś moją siostrą.-powiedziałam cicho. Potem dodałam głośno-NIE BOJĘ SIĘ CIEBIE!!!
Ciało zadrgało.
-PRECZ!!!
Nagle to co wcześniej było wilczycą zmieniło się w srebrzystą mgiełkę i rozpłynęło się w powietrzu.
Oddychałam szybko. To coś miało przybrać postać tego czego najbardziej się lękam. A ja, najbardziej boję się o moją siostrę... Nagle usłyszałam coś.
<Kto dokończy?>
czwartek, 21 marca 2013
Od Rae - C.D Alaski
- Ciemno jak w... A, mniejsza - mruknęłam cicho, po czym skupiłam się na węszeniu. Dość powiedzieć, że zapach panujący w Czarnym Lesie niewiele miał wspólnego z tym, który unosił się nad innymi terenami watahy. Ciężki, niepokojący, z pewną nutą rozkładu. Poruszałam się bezszelestnie, więc w panującym mroku praktycznie nie sposób było mnie zauważyć. Nieco zamyślona, dopiero po chwili zauważyłam, że słyszę tylko Alaskę i Amarę. A gdzie Raven i Shina?
- No proszę, już kogoś zgubiliśmy - westchnęłam donośnie, po czym postąpiłam kilka kroków w kierunku, z którego jak mi się zdawało, znajdowały się wadery.
- Więc do rzeczy. Albo mieszkające tu stworzenia są ślepe jak krety i nie przeszkadza im brak światła, bo, na przykład, widzą w podczerwieni... - przerwałam na chwilę, wpatrując się w stronę, z której przyszliśmy - albo też im głębiej w las, tym jaśniej.
- Z resztą, same spójrzcie. - faktycznie, można już było dostrzec kontury naszych sylwetek. Nieoczekiwanym źródłem światła okazał się porastający drzewa mech. Światło było błękitnawe, zimne, ale przynajmniej coś dało się zobaczyć.
- Myślę, że jeśli wejdziemy głębiej, powinno być tego paskudztwa więcej.
<Alaska, Amara...?>
- No proszę, już kogoś zgubiliśmy - westchnęłam donośnie, po czym postąpiłam kilka kroków w kierunku, z którego jak mi się zdawało, znajdowały się wadery.
- Więc do rzeczy. Albo mieszkające tu stworzenia są ślepe jak krety i nie przeszkadza im brak światła, bo, na przykład, widzą w podczerwieni... - przerwałam na chwilę, wpatrując się w stronę, z której przyszliśmy - albo też im głębiej w las, tym jaśniej.
- Z resztą, same spójrzcie. - faktycznie, można już było dostrzec kontury naszych sylwetek. Nieoczekiwanym źródłem światła okazał się porastający drzewa mech. Światło było błękitnawe, zimne, ale przynajmniej coś dało się zobaczyć.
- Myślę, że jeśli wejdziemy głębiej, powinno być tego paskudztwa więcej.
<Alaska, Amara...?>
środa, 20 marca 2013
Zakon kruka
Raven ma własnego bloga (co nie znaczy, że odchodzi od naszego!). Nazywa się "Zakon kruka". Poprosił mnie, żebym podała adres wam. Więc proszę: http://zakon-kruka.blogspot.com/
Od Shiny - C.D Ravenclawa
- Gdzie my jesteśmy ?-rozejrzałam się w okół.
- Nie wiem - mruknął Raven
Gdzieś we mgle dostrzegłam ruch. Zaczęłam iść w tamtą stronę. Raven by znów nie stracić mnie z oczu poszedł za mną. Szliśmy może 10 minut? Nagle przestałam czuć grunt pod nogami.
- Raven? Czujesz to?
- Co? Ja niczego nie czuje. - powiedział ze zdziwieniem Raven - Ja własnie też nie - powiedziałam ukrywając lęk.
<Raven? Brak mi pomysłu:(>
- Nie wiem - mruknął Raven
Gdzieś we mgle dostrzegłam ruch. Zaczęłam iść w tamtą stronę. Raven by znów nie stracić mnie z oczu poszedł za mną. Szliśmy może 10 minut? Nagle przestałam czuć grunt pod nogami.
- Raven? Czujesz to?
- Co? Ja niczego nie czuje. - powiedział ze zdziwieniem Raven - Ja własnie też nie - powiedziałam ukrywając lęk.
<Raven? Brak mi pomysłu:(>
wtorek, 19 marca 2013
Od Ravenclawa - C.D Alaski
Weszliśmy do lasu. Wszystko spowijał mrok, do tego stopnia, że ledwo widziałem moich towarzyszy. W pewnym momencie zupełnie straciłem z oczu Shine.
- Shi! – zawołałem z niepokojem i pobiegłem w stronę gdzie ją ostatnio widziałem. Uderzyłem w nią głową.
- Hej! To nie było miłe! – zawołała.
- Wybacz – powiedziałem.
- Chodźmy do Amary i Alaski – powiedziała Shina.
- No tylko gdzie one są?
<Shina? Forever Allone>
- Shi! – zawołałem z niepokojem i pobiegłem w stronę gdzie ją ostatnio widziałem. Uderzyłem w nią głową.
- Hej! To nie było miłe! – zawołała.
- Wybacz – powiedziałem.
- Chodźmy do Amary i Alaski – powiedziała Shina.
- No tylko gdzie one są?
<Shina? Forever Allone>
P.S Inni uczestniczący w wyprawie mogą pisać, że nas szukają, ale to my ich znajdziemy za jekieś trzy opowiadania;)
poniedziałek, 18 marca 2013
Od Alaski - "Wyprawa"
Pod wieczór zebraliśmy się przy jaskiniach - ja, Rae, Shina, Ravenclaw i Amara. Rae zrobiła nam torby do których zapakowaliśmy pożywienie, a sama miała torbę przeznaczoną na znalezione w Czarnym Lesie rośliny. Wyruszyliśmy, rozmawiając o tym co nas czeka, żartując kiedy była okazja, ale przez większość czasu milczeliśmy.Wylądowaliśmy na skraju Czarnego Lasu. Trzeba przyznać, już na pierwszy rzut oka tajemnicza plątanina drzew i krzewów wydawać się mogła niepokojąca. Las zdawał się pochłaniać promienie słońca, wokół niego było jakby ciemniej. Nie zastanawiając się nad tym zbyt długo wkroczyłam między drzewa, przekonana, że reszta również nie da na siebie długo czekać.
<Post został napisany z wykorzystaniem pomysłu Rae:)
Rae? Shina? Reven? Amara?>
<Post został napisany z wykorzystaniem pomysłu Rae:)
Rae? Shina? Reven? Amara?>
Od Amary-Do Alaski-poczta gołębia:
Droga Alasko,
biję się z myślami. Sama nie wiem. Jeśli coś wam się stanie nie wybaczę sobie. Uwierz mi, mam powody by lękać się tego miejsca.
Skoro wszyscy są twojego zdania, muszę się chyba zgodzić. Jednak pójdę z wami, na wszelki wypadek. Mam nadzieję że dobrze robię.
Alfa,
Amara
biję się z myślami. Sama nie wiem. Jeśli coś wam się stanie nie wybaczę sobie. Uwierz mi, mam powody by lękać się tego miejsca.
Skoro wszyscy są twojego zdania, muszę się chyba zgodzić. Jednak pójdę z wami, na wszelki wypadek. Mam nadzieję że dobrze robię.
Alfa,
Amara
niedziela, 17 marca 2013
Od Alaski do wszystkich - poczta gołębia
Uwaga, uwaga!
To ostatnia chwila, żeby się do nas zgłosić - na wyprawę. Już dziś ktoś z naszej ekipy napisze opowiadanie o tym jak wyruszamy - tutaj prośba, żeby ktoś przesłał najlepiej mi, takie właśnie opowiadanie, a jeśli nie, to sama je napiszę. Więc ten kto myśli nad tym żeby się do nas zgłosić, niech się nie waha i szybko się do nas przyłączy. To może być naprawdę fantastyczna przygoda:)
Alaska
To ostatnia chwila, żeby się do nas zgłosić - na wyprawę. Już dziś ktoś z naszej ekipy napisze opowiadanie o tym jak wyruszamy - tutaj prośba, żeby ktoś przesłał najlepiej mi, takie właśnie opowiadanie, a jeśli nie, to sama je napiszę. Więc ten kto myśli nad tym żeby się do nas zgłosić, niech się nie waha i szybko się do nas przyłączy. To może być naprawdę fantastyczna przygoda:)
Alaska
Od Alaski - C.D Shiny
- To naprawdę świetnie. Wiedziałam, że ktoś jeszcze się do nas zgłosi. No to w takim razie dokańczamy przygotowania i dziś wieczorem wyruszamy. - powiedziałam z uśmiechem
<Rae? Shina? Raven? Amara?>
<Rae? Shina? Raven? Amara?>
Od Ravena- C.D Alaski
- No eee wiesz, to było tak… - urwałem za plecami Alaski właśnie przechodziła piękna wilczyca, a może anioł, kto wie, nie wytrzymałem.
- Muszę iść na razie – powiedziałem do Alaski i pobiegłem do pięknej nieznajomej.
- Cześć jestem Ravenclaw, ale możesz mi mówić Raven. – zagadnąłem.
- A ja mam na imię Jessica, ale mów mi Jess. – odpowiedziała.
- Wiesz, nasza szamanka i beta organizują wyprawę do czarnego lasu.
- O, a ty jakie masz stanowisko?
- Jestem dowódcą łowców, to jak pójdziesz ze mną, naszą betą Alaską, szamanką Rae i z Shiną do czarnego lasu?
- Hmm…
(Jess?)
- Muszę iść na razie – powiedziałem do Alaski i pobiegłem do pięknej nieznajomej.
- Cześć jestem Ravenclaw, ale możesz mi mówić Raven. – zagadnąłem.
- A ja mam na imię Jessica, ale mów mi Jess. – odpowiedziała.
- Wiesz, nasza szamanka i beta organizują wyprawę do czarnego lasu.
- O, a ty jakie masz stanowisko?
- Jestem dowódcą łowców, to jak pójdziesz ze mną, naszą betą Alaską, szamanką Rae i z Shiną do czarnego lasu?
- Hmm…
(Jess?)
Od Shiny-C.D Alaski:
Przez dłuższą chwilę przysłuchiwałam się rozmowie. Nagle wstałam i podeszłam do Alaski i Amary.
-Alaska ma racje. Zbytnio się przejmujesz. Czasem zakazane tereny są bardziej bezpieczne niż się wydaje. Byłaś tam kiedyś ?-Amara pokręciła głowa, chciała coś jeszcze powiedzieć, ale jej nie pozwoliłam-Właśnie. Znasz powiedzenie "Nie oceniaj książki po okładce" ? Pewnie, że znasz. Głupie pytanie. Więc przestań nam tu ględzić i chodźmy w końcu-zakończyłam moją przemowę uderzając łapą o ziemię. -Czyli idziesz z nami ?-spytałam Alaska -Yhym. Nie przegapię okazji, by rozprostować kości <Alaska? Rae? Amara?> |
|
Jessica-nowa wilczyca!

| Imię | Jessica |
| Wiek | 2 lata |
| Płeć | Samica |
| Moce | Oklumencja, legilimencja, hipnoza |
| Umiejętności | Dobrze szpieguje, jest sprytna i zwinna |
| Słaby punkt | Bitwy i walki |
| Charakter | Jess-
bo tak wszyscy ją nazywają- odeszła ze swojej dawnej watahy, gdyż
skłóciła się z nią całą. Jest więc nerwowa, irytująca, zadziorna i
nieufna. Nie pozwoli sobą pomiatać i jest bardzo odważna. Jest
mistrzynią sarkazmu i ironii. Wobec przyjaciół jest lojalna, wierna, miła i pomocna. Jest w stanie się dla nich poświecić. Bywa agresywna, rozgniewana, smutna i płaczliwa. Często trudno odczytać jej humor. Nieco inaczej niż inni okazuje swoje uczucia, przynajmniej czasami. Jest inteligentna, dowcipna, romantyczna i marzycielska. I dojrzała. Ale jest też sprytną, zmysłową uwodzicielką. "Ostry charakterek" |
| Zainteresowania | Magia, historia, muzyka i różne takie |
| Podoba mu / jej się | Nie powie *.* |
| W innych wilkach ceni | Odwagę, stanowczość, lojalność |
sobota, 16 marca 2013
Od Alaski - C.D Ravena
- Słuchaj, za dobrze cię znam, żeby nie wiedzieć, że coś cię gryzie. No dawaj wyrzuć to z siebie. Naprawdę potrafię słuchać - powiedziałam z uśmiechem
- No więc...
<Raven? Sory, że tak krótko>
- No więc...
<Raven? Sory, że tak krótko>
Od Ravena - C.D Alaski
Przechodziłem właśnie obok jaskini Alaski. Usłyszałem jakieś piski. Stanąłem przed wejściem do groty w której Alaska bawiła się z małymi.
- O! Urodziłaś już. Jak mają na imię? – zapytałem.
- To Tiara, a to Lady i urodziłam już jakiś miesiąc temu. – odpowiedziała wadera.
- A, no eee, jasne pamiętam eee.
- Raven, co ci jest?
- Yyy... Nic. Na razie. – odpowiedziałem i ruszyłem do wyjścia ale drogę zagrodziła mi Alaska.
<Beto nasza czy raczysz skończyć?:)>
- O! Urodziłaś już. Jak mają na imię? – zapytałem.
- To Tiara, a to Lady i urodziłam już jakiś miesiąc temu. – odpowiedziała wadera.
- A, no eee, jasne pamiętam eee.
- Raven, co ci jest?
- Yyy... Nic. Na razie. – odpowiedziałem i ruszyłem do wyjścia ale drogę zagrodziła mi Alaska.
<Beto nasza czy raczysz skończyć?:)>
Od Alaski
Siedziałam sobie w mojej jaskini i rozmyślałam. Jutro wyruszamy do Czarnego Lasu. I tak dobrze, że chociaż Raven się zgłosił. Czeka nas niesamowita przygoda. Kto wie może ktoś jeszcze się zgłosi w ostatniej chwili? Z rozmyślań wyrwała mnie jedna z moich córek, która wbiegła do jaskini. Uświadomiłam sobie, że jeszcze nie nadałam imoion moim dzieciom. Oczywiście musiałam to skonsultować z Crepperem, ale jakoś od dawna go nie widziałam. Postanowiłam więc, że sama nadam im imiona, ot co. W końcu napisałam do niego nawet list, a on nadal nie odpisuje, w takim razie nie mam wyboru. Jednak tu pojawia się pewien kłopot, bo w końcu to nie taka prosta sprawa. Zawołałam obie córeczki i zaczęłam myśleć. Po jakimś czasie postanowiłam, że większą córeczkę nazwe Tiara. Długo nie przychodziło mi do głowy, żadne porządnei do tego pasujące imię dla mojej drugiej córki. W końcu znalazłam dwa imiona Bella i Lady. Teraz został mi już tylko kłopot które wybrać. Po dłuższym namyśle zdecydowałam, że nazwe ją Lady.
<Crepper? Dokończy ktoś?>
piątek, 15 marca 2013
Od Alaski do Amary poczta sowia
Droga Amaro,
Bardzo cię proszę rozważ jeszcze raz propozycje naszej wyprawy do Czarnego Lasu. Może to być naprawdę ciekawe doświadczenie. Co więcej proszę i nalegam, abyś i ty przyłączyła się do nas. Wiem, że to trudna decyzja, ze względu na to, że jeśli coś ci się stanie wataha utraci przywódce, ale i ty mogłamyś nabrać tam nowego doświadczenia, a przecież umiesz świetnie walczyć i bronić się. Poza tym jako Alfa powinnaś dobrze znać wszystkie tereny swojej watahy, a właśnie teraz nadarza się niepowtarzalna do tego okazja. No i jeszcze mogłabyś mieć nas na oku...
Proszę cię o odpowiedź, najlepiej zawartą w opowiadaniu, ale list też nie zaszkodzi
Alaska
Bardzo cię proszę rozważ jeszcze raz propozycje naszej wyprawy do Czarnego Lasu. Może to być naprawdę ciekawe doświadczenie. Co więcej proszę i nalegam, abyś i ty przyłączyła się do nas. Wiem, że to trudna decyzja, ze względu na to, że jeśli coś ci się stanie wataha utraci przywódce, ale i ty mogłamyś nabrać tam nowego doświadczenia, a przecież umiesz świetnie walczyć i bronić się. Poza tym jako Alfa powinnaś dobrze znać wszystkie tereny swojej watahy, a właśnie teraz nadarza się niepowtarzalna do tego okazja. No i jeszcze mogłabyś mieć nas na oku...
Proszę cię o odpowiedź, najlepiej zawartą w opowiadaniu, ale list też nie zaszkodzi
Alaska
czwartek, 14 marca 2013
Od Rae - C.D Amary
- Amaro - jedno, wypowiedziane cichym głosem słowo. Zastanawiałam się, czy przyciągnie uwagę Alfy, czy też może utonie w ogólnym rozgardiaszu. Cóż powiedzieć, poczułam się urażona napastliwym tonem wypowiedzi.
- Wydaje mi się, że informowałyśmy o swoich planach ze znacznym wyprzedzeniem. Ale co ja mogę wiedzieć... - Spojrzałam na Amarę z uwagą, z miną cokolwiek niewyraźną, ale na pewno nie ustępliwą - ni to zdziwienie, ni to pomieszana z oburzeniem ciekawość. Bo powody do krzyku jakieś pewnie ma. Tyle, że zupełnie nie poczuwałam się do winy, wyprawa nadal wydawała mi się dobrym pomysłem.
- W takim razie będę wdzięczna, jeżeli przybliżysz nam dokładnie, jaki los spotkał tych, którzy zapuścili się do lasu. Bo w tej chwili mam przed sobą garść mglistych pogłosek, teren teoretycznie należący do watahy, a na który nikt się nie zapuszcza, i te "niepojęte siły". A któż może na ten temat wiedzieć więcej, niż Alfa? Chciałabym poznać tę historię. - Przerwałam na chwilę, zastanawiając się, czy już zaczęła się awantura, czy zacznie się za chwilę, czy też jeden niewinny w sumie pomysł, i wylecę z watahy. Bo spoglądając na Amarę takie odniosłam wrażenie, cóż, że negatywne.
- Więc, gwoli wyjaśnienia sprawy. Pomysł wyszedł ode mnie, mnie strzelił do głowy, a że entuzjazm się udzielił, cóż. To wygląda na to, że winną masz przed sobą? W każdym razie, nie zamierzam cię w żaden sposób obrazić, nie w głowie mi to. Po prostu w taki, a nie inny sposób odbieram obecną sytuację.
- Wydaje mi się, że informowałyśmy o swoich planach ze znacznym wyprzedzeniem. Ale co ja mogę wiedzieć... - Spojrzałam na Amarę z uwagą, z miną cokolwiek niewyraźną, ale na pewno nie ustępliwą - ni to zdziwienie, ni to pomieszana z oburzeniem ciekawość. Bo powody do krzyku jakieś pewnie ma. Tyle, że zupełnie nie poczuwałam się do winy, wyprawa nadal wydawała mi się dobrym pomysłem.
- W takim razie będę wdzięczna, jeżeli przybliżysz nam dokładnie, jaki los spotkał tych, którzy zapuścili się do lasu. Bo w tej chwili mam przed sobą garść mglistych pogłosek, teren teoretycznie należący do watahy, a na który nikt się nie zapuszcza, i te "niepojęte siły". A któż może na ten temat wiedzieć więcej, niż Alfa? Chciałabym poznać tę historię. - Przerwałam na chwilę, zastanawiając się, czy już zaczęła się awantura, czy zacznie się za chwilę, czy też jeden niewinny w sumie pomysł, i wylecę z watahy. Bo spoglądając na Amarę takie odniosłam wrażenie, cóż, że negatywne.
- Więc, gwoli wyjaśnienia sprawy. Pomysł wyszedł ode mnie, mnie strzelił do głowy, a że entuzjazm się udzielił, cóż. To wygląda na to, że winną masz przed sobą? W każdym razie, nie zamierzam cię w żaden sposób obrazić, nie w głowie mi to. Po prostu w taki, a nie inny sposób odbieram obecną sytuację.
- Zatem. Nadal uważam, że to teren interesujący i chcę go odwiedzić, gdyby nawet przyszło mi tam iść samej. Oferuję się udokumentować każde napotkane tam stworzenie, których możliwości z resztą nie bagatelizuję. Część zapewne okaże się groźniejsza niż Banshee, ale to chyba nie powód, by od razu zabraniać wyprawy? O pozwolenie na odbycie której proszę.
<Amara? Z mojej strony - dziwny pomysł, ale nadal jestem przekonana, że dobry. Ciekawy, owiany tajemnicą teren, szczypta niebezpeczeństwa, przygoda wisi w powietrzu. Czyli widzę w tym materiał na całkiem dobre opowiadanie, ot co. Będę wdzięczna za odpowiedź na postawione w powyższym tekście pytania, pozdrawiam, post scriptum kończę.>
Od Alaski - C.D Amary
- Amaro, czy ty aby przypadkiem nie przesadzasz? Zdajemy sobie sprawe z tego, że to ryzykowna wyprawa, ale nigdy choćby w najmniejszym stopniu nie miałaś ochoty dowiedzieć się czegoś więcej o tym tajemniczym miejscu? No i jeszcze jedno pytanie: Ile wilków znasz które, rzezczywiście, wracając z lasu miały poprzewracane w głowie? No bo pomyśl. To przecież może być świetna okazja, żeby wreszcie przekonać się czegoś więcej o tym miescu. Naprzykład możemy się przekonać czy naprawdę jest niebezpieczne, a jeśli tak do dlaczego. W końcu jakby nie było to teren watahy, więc chyba warto byłoby go zbadać no nie?
<Amara? Rae?>
<Amara? Rae?>
Od Alaski
Z racji małej liczby osób zgłoszonej na wyprawę do Czarnego Lasu ogłaszam, że przesuwam termin zgłoszeniowy do niedzieli. Jednak jest to ostateczny termin, jeśli ktoś nie zdąży się zgłosić to trudno, tak więc pospieszcie się!
Pozdrawiam
Alaska
Pozdrawiam
Alaska
Od Amary-C.D Alaski:
Zobaczyłam jakieś zbiorowisko przy jaskini Rae.
-Co się tam dzieje?-mruknęłam.
Przypominając sobie o moich obowiązkach alfy poszłam sprawdzić co się stało.
-Ej, przepraszam... sorry, chce przejść...-szemrałam pod nosem gdy przepychałam się przez tłum. Wreszcie doszłam do stojących na początku Rae i Alaski.
-Co wy wyrabiacie?-spytałam podejrzliwie. Wstałam dziś lewą łapą więc nie byłam w najlepszym humorze.
-Wybieramy się do czarnego lasu po składniki eliksirów i potrzebujemy ochotników.-wytłumaczyła Alaska.
-No wiecie co!?-oburzyłam się-I ja nic o tym nie wiem???
-No bo... eee...
-Jak następnym razem będziecie miały ochotę organizować przygodę z narażeniem życia, to spytajcie mnie o zgodę.-przez chwilę sama odczuwałam ochotę by się zgłosić. Nagle jednak dotarło do mnie znaczenie słów Alaski.
-CZARNY LAS???!!!-krzyknęłam-O nie! Na to się nie zgodzę!!! Wiesz ile wilków tam... tam... Och, tam panują siły które trudno pojąć... Nie możecie tam iść!
<Alaska? Rae? Co wam przyszło do głowy???>
-Co się tam dzieje?-mruknęłam.
Przypominając sobie o moich obowiązkach alfy poszłam sprawdzić co się stało.
-Ej, przepraszam... sorry, chce przejść...-szemrałam pod nosem gdy przepychałam się przez tłum. Wreszcie doszłam do stojących na początku Rae i Alaski.
-Co wy wyrabiacie?-spytałam podejrzliwie. Wstałam dziś lewą łapą więc nie byłam w najlepszym humorze.
-Wybieramy się do czarnego lasu po składniki eliksirów i potrzebujemy ochotników.-wytłumaczyła Alaska.
-No wiecie co!?-oburzyłam się-I ja nic o tym nie wiem???
-No bo... eee...
-Jak następnym razem będziecie miały ochotę organizować przygodę z narażeniem życia, to spytajcie mnie o zgodę.-przez chwilę sama odczuwałam ochotę by się zgłosić. Nagle jednak dotarło do mnie znaczenie słów Alaski.
-CZARNY LAS???!!!-krzyknęłam-O nie! Na to się nie zgodzę!!! Wiesz ile wilków tam... tam... Och, tam panują siły które trudno pojąć... Nie możecie tam iść!
<Alaska? Rae? Co wam przyszło do głowy???>
środa, 13 marca 2013
Od Ravena - C.D Alaski
Gdy przechodziłem obok innych jaskiń zobaczyłem Rae i Alaskę mówiącą coś do innych wilków. Podszedłem aby wysłuchać, bo nie należy lekceważyć tego co mówi Beta.
- A więc kto chce iść z nami do Czarnego Lasu? - zapytała Alaska
"Hmm...Czarny Las brzmi ciekawie i zapowiada się wiele przygód" pomyślałem
- Ja się zgłaszam - powiedziaałem głośno. Wszyscy na mnie popatrzyli.
- Dobrze - Ktoś jeszcze?
<Rae? Alaska? Kto jeszcze z nami idzie?>
- A więc kto chce iść z nami do Czarnego Lasu? - zapytała Alaska
"Hmm...Czarny Las brzmi ciekawie i zapowiada się wiele przygód" pomyślałem
- Ja się zgłaszam - powiedziaałem głośno. Wszyscy na mnie popatrzyli.
- Dobrze - Ktoś jeszcze?
<Rae? Alaska? Kto jeszcze z nami idzie?>
niedziela, 10 marca 2013
Od Alaski - C.D Rae
- Dobrze - powiedziałam i odbiegłam, żeby wszystko jeszcze raz przemyśleć i przygotować się.
Następnego ranka, kiedy wszyscy już wstali, ja razem z Rae zgromadziłyśmy wszystkich w jej grocie.
- Chciałybyśmy oznajmić, że kidy skończą się przygotowania, wyruszamy do Czarnego lasu, żeby poszukać żadkich roślin leczniczych, a także, by lepiej zbadać to miejsce. - oznajmiłam
Przez grote przeszedł szmer głosów, jednak po chwili ucichł.
- Tak wię - mówiłam dalej - Jeśli ktoś chciałby się do nas przyłączyć, oczywiście może, ale uprzedzam, że należy dobrze przemyśleć tę decyzję, ponieważ kiedy tam wejdziemy nie będzie odwrotu, a jak pewnie wiecie jest tam bardzo niebezpiecznie.
- Możecie się do nas zgłaszać najpóźniej do środy - powiedziała Rae
<Rae? Jeśli ktoś chciałby wziąć udział w wyprawie niech napisze opowiadanie krótsze lub dłuższe o tym, że się do nas zgłasza.>
Następnego ranka, kiedy wszyscy już wstali, ja razem z Rae zgromadziłyśmy wszystkich w jej grocie.
- Chciałybyśmy oznajmić, że kidy skończą się przygotowania, wyruszamy do Czarnego lasu, żeby poszukać żadkich roślin leczniczych, a także, by lepiej zbadać to miejsce. - oznajmiłam
Przez grote przeszedł szmer głosów, jednak po chwili ucichł.
- Tak wię - mówiłam dalej - Jeśli ktoś chciałby się do nas przyłączyć, oczywiście może, ale uprzedzam, że należy dobrze przemyśleć tę decyzję, ponieważ kiedy tam wejdziemy nie będzie odwrotu, a jak pewnie wiecie jest tam bardzo niebezpiecznie.
- Możecie się do nas zgłaszać najpóźniej do środy - powiedziała Rae
<Rae? Jeśli ktoś chciałby wziąć udział w wyprawie niech napisze opowiadanie krótsze lub dłuższe o tym, że się do nas zgłasza.>
piątek, 8 marca 2013
Od Rae - C.D Alaski
Wysłuchałam z uwagą słów Alaski. Czego by nie mówić, spodziewałam się obecności niecodziennych, czasem nawet śmiertelne groźnych stworzeń. Czarny Las zdawał się być dla nich wprost wymarzonym miejscem. Poza tym - niektórzy z jego mieszkańców na pewno nie zostali jeszcze opisani, mogło się tam kryć coś co najmniej interesującego. Może i szukana roślina? Choć, gdybym już podjęła wyprawę, rozejrzę się też za innymi.
- Gryfy to wspaniałe, majestatyczne istoty. Bez powodów nie atakują. Banshee... Plugawe stworzenia, trzeba przyznać - i w tym momencie moje myśli skupiły się na sprawie istotnej, to jest propozycji współudziału w wyprawie. Uprzejme to z jej strony, ale czy do końca przemyślane? Jedna to sprawa pchać się w paszczę lwa samemu, ale w towarzystwie? Z odpowiedzialnością za życie osoby skorej do współudziału w wyprawie? Przemknęło mi przez myśl, że co to za uzdrowicielka, co pacjentkę naraża na potencjalną utratę życia...
- Jesteś pewna? Czego by nie mówić, wolałabym nie przyczyniać się do twojej śmierci. No i masz córki... - zamilkłam, chyba trochę głupio to zabrzmiało, zbyt bezpośrednio. Cóż, nigdy nie należałam do przesadnie taktownych. Z drugiej strony należałam teraz do watahy, sama raczej bym nie pozwoliła, by ktoś z przyjaciół porwał się na taką podróż samopas. Cóż, powstawał ciekawy problem. Niby byłam pewna, że Alaska potrafi o siebie zadbać - to raz. Wydawała się odpowiedzialna, a na pewno bardziej odpowiedzialna ode mnie - to dwa. Głos rozsądku zawsze się przyda. A powód trzeci? Zawsze to lepiej móc z kimś kilka słów zamienić.
- Dziękuję za propozycję - uśmiechnęłam się do wadery, pochłonięta wizją przygody. Ot, ciekawość miała się kwitnąco, na chwilę nawet zapomniałam o roślince.
- Jeżeli nie zmienisz zdania, to spotkamy się jutro, najlepiej o świcie. - Odbiegłam, postanowiwszy zająć się przygotowaniami.
(Alaska?)
czwartek, 7 marca 2013
Od Alaski - C.D Rae
- Pewnie...Cóż...Mało kto się tam zapuszcza, a ci nie liczni, gdy wracali nie byli już sobą. Mieszka tam dużo nieprzewidywalnych i niebezpiecznych stworzeń. Podobno kiedyś widziano tam gryfa, a nawet Banshee. Jest to miejsce gdzie nie rośnie zbyt wiele, ale są tam bardzo rzadkie rośliny więc może będzie też taka która będzie pasować do twojego opisu. Jeśli masz ochotę się tam wybrać, to mogę iść z tobą, ale trzeba ci wiedzieć, że to bardzo ryzykowna i niebezpieczna wyprawa. Wcześniej musimy się przygotować...
<Rae?>
<Rae?>
środa, 6 marca 2013
Od Rae - C.D Alaski
- A przyznam, że jeśli nie spraw ci to problemu, to nie pogardzę pomocą - poza tym, w towarzystwie zawsze raźniej, a i roślinka nieszkodliwa, zagrożenia żadnego nie ma. W połączeniu z kilkoma innymi ziołami pozwala stworzyć całkiem interesujący eliksir, Perłę Zmierzchu. Działanie sprowadza się do umożliwienia temu, kto go zażyje widzenia w ciemnościach. Co prawda jest krótkotrwałe, nie więcej, niż kilka godzin, ale czy to nie wspaniała umiejętność? - paplałam dalej, ze zdwojoną energią poszukując wspomnianego kwiatka, a jednocześnie, jak to uzdrowicielka, uważnie obserwując niedawną pacjentkę. Tak właściwie, to miałam o czym myśleć - plany obejmowały wykończenie jaskini, uzupełnienie zielnika, ale też zwiedzenie tutejszych terenów. O ile faunę i florę dżungli jako tako znałam, to coraz częściej łapałam się na myśli, że warto byłoby zapoznać się z obszarem Czarnego Lasu. Niewiele o nim wiedziałam, urywki rozmów watahy nie rozjaśniły sytuacji... Cóż, poznanie przez doświadczenie wydawało się całkiem sensowną opcją, a ja daleka byłam od wiary w każdą z zasłyszanych pogłosek - również takich, że z tego miejsca się nie wraca. Ale wyprawa taka wymagałaby przygotowań. Czy ewentualne efekty, choćby w postaci wiedzy, okazałyby się jej warte?
- Tak właściwie... Mogłabyś opowiedzieć mi coś na temat Czarnego Lasu? Nie widziałam, by ktoś się tam zapuszczał.
(Nie ma sprawy. Alaska?)
Od Alaski - C.D Rae
Po chwili zamyślenia odpowiedziałam:
- Szczerze powiedziawszy to jak na razie nie spotkałam takiej rośiny, która pasowałaby do twojego opisu, ale bardzo chętnie pomogę ci szukać...
<Rae? Sory, że tak krótko:(>
- Szczerze powiedziawszy to jak na razie nie spotkałam takiej rośiny, która pasowałaby do twojego opisu, ale bardzo chętnie pomogę ci szukać...
<Rae? Sory, że tak krótko:(>
Od Alaski Do Amary poczta krucza
Droga Amaro,
co prawda mam już wymyślone imiona, ale muszę je skonsultować z Crepperem. Mogę ci jednak przedstawić moje propozycje: pierwszej wilczycy która została opisana nadałabym imię Tiara, natomiast drugiej Bella lub Lady, jeszcze nie jestem pewna. Jadnak i tak muszę porozmawiać jeszcze z Crepperem, więc nie mam dla ciebie gotowej odpowiedzi, ale możesz się jej spodziewać wkrótce.
Pozdrawiam
Alaska
co prawda mam już wymyślone imiona, ale muszę je skonsultować z Crepperem. Mogę ci jednak przedstawić moje propozycje: pierwszej wilczycy która została opisana nadałabym imię Tiara, natomiast drugiej Bella lub Lady, jeszcze nie jestem pewna. Jadnak i tak muszę porozmawiać jeszcze z Crepperem, więc nie mam dla ciebie gotowej odpowiedzi, ale możesz się jej spodziewać wkrótce.
Pozdrawiam
Alaska
Od Rae - C.D Alaski
Pogrążona w myślach, nadepnęłam na jakąś gałązkę. Trzask po części przywołał mnie do rzeczywistości - na tyle, by zauważyć, że zawędrowałam na Łąkę Spokoju. Myśl pierwsza - co ja tu u diabła robię? Kolejna...?
- Witaj, Alasko! - spojrzałam na wilczycę z wesołym uśmiechem, zapominając na chwilę o celu wyprawy. Wyglądała całkiem zdrowo, powiedziałabym, kwitnąco, ale lepiej się upewnić... W końcu nie wszystkie choroby dają o sobie znać na pierwszy rzut oka.
- Mam nadzieję, że zastałam w dobrym zdrowiu? Jak tam maleństwa? Ciekawa jestem, jakie nosić będą imiona... - Trzeba przyznać, gdy ostatnio widziałam szczenięta im również nic nie dolegało, aż miło spojrzeć, dwie urocze, puchate kulki. Przypomniawszy sobie, po co w ogóle opuściłam legowisko postanowiłam, że nie zaszkodzi przynajmniej zapytać... Zwłaszcza, że Alaska wydawała się wyglądać na znudzoną.
- Nie widziałaś tu może takiej jednej roślinki? Mała, błękitna, ostro zakończone płatki... Liście w kształcie gwiazd, mniejsze od kwiatów. Idzie wiosna, akurat powinny zacząć się pojawiać. No, może ta wiosna to jeszcze ciut odległa, ale. Właśnie - ma kolce, błękitne jak kwiaty - i tegoż koloru wzór na jasnozielonej łodydze. Zapach... - zamilkłam na chwilę, zastanawiając się, jak by to opisać.
- Coś pomiędzy różą a końską miętą, czyli w sumie nie całkiem przyjemny, ale właściwości się liczą. Przydałby się. - Ot, kiedy ja ostatnio tak długą przemowę wygłosiłam? Ale cóż się dziwić, zioła - temat rzeka. Nie czekając nawet na odpowiedź zaczęłam rozgarniać łapą nieco już zleżały śnieg, spod którego wyglądały zeszłoroczne trawy. Po chwili prychnęłam z rozczarowaniem, poszukiwania jak dotąd spełzły na niczym..
(Alaska?)
- Mam nadzieję, że zastałam w dobrym zdrowiu? Jak tam maleństwa? Ciekawa jestem, jakie nosić będą imiona... - Trzeba przyznać, gdy ostatnio widziałam szczenięta im również nic nie dolegało, aż miło spojrzeć, dwie urocze, puchate kulki. Przypomniawszy sobie, po co w ogóle opuściłam legowisko postanowiłam, że nie zaszkodzi przynajmniej zapytać... Zwłaszcza, że Alaska wydawała się wyglądać na znudzoną.
- Nie widziałaś tu może takiej jednej roślinki? Mała, błękitna, ostro zakończone płatki... Liście w kształcie gwiazd, mniejsze od kwiatów. Idzie wiosna, akurat powinny zacząć się pojawiać. No, może ta wiosna to jeszcze ciut odległa, ale. Właśnie - ma kolce, błękitne jak kwiaty - i tegoż koloru wzór na jasnozielonej łodydze. Zapach... - zamilkłam na chwilę, zastanawiając się, jak by to opisać.
- Coś pomiędzy różą a końską miętą, czyli w sumie nie całkiem przyjemny, ale właściwości się liczą. Przydałby się. - Ot, kiedy ja ostatnio tak długą przemowę wygłosiłam? Ale cóż się dziwić, zioła - temat rzeka. Nie czekając nawet na odpowiedź zaczęłam rozgarniać łapą nieco już zleżały śnieg, spod którego wyglądały zeszłoroczne trawy. Po chwili prychnęłam z rozczarowaniem, poszukiwania jak dotąd spełzły na niczym..
Od Amary-Do Alaski, poczta Krucza:
Droga Alasko,
mam do ciebie pytanie. Jak nazwałaś swoje szczeniaczki? To naprawdę rozkoszne maluchy. Jesteś szczęściarą.
Czekam na odpowiedź, i szczerze gratuluję,
Alfa, Amara
mam do ciebie pytanie. Jak nazwałaś swoje szczeniaczki? To naprawdę rozkoszne maluchy. Jesteś szczęściarą.
Czekam na odpowiedź, i szczerze gratuluję,
Alfa, Amara
wtorek, 5 marca 2013
Od Bety
Przypominam, że jeszcze , żadne z was nie napisało opowiadania w tym miesiącu. Wiem, że to dopiero początek marca, ale to nie znaczy, że nie możecie już wcześniej napisać opowiadania. Proszę was, żebyści napisali je jak najszybciej.
Pozdrawiam
Alaska
Pozdrawiam
Alaska
Od Alaski
Przechadzałam się po Łące Spokoju. Ostatnio nikogo nie widuje, nie spotykam. Crepper cały czas chodzi na polowania, Amara ma tyle na głowie, że prawie jej nie widuje. Ja nie mogę prawi nic robić bo jak to mówi Rae muszę odpoczywać po porodzie. Ale odpoczywanie nie znaczy nudzenie się, prawda... Chciałabym z kimś porozmawiać, albo pochodzić. Kiedy tak stałam rozmyślając.usłyszałam jakiś trzask...
<Dokończy ktoś?>
<Dokończy ktoś?>
piątek, 1 marca 2013
Od Ravenclawa - C.D Amary
- No dobra - powiedziałem - Ale jeszcze zobaczę jak się czuje orzeł
- Jasne - powiedziała Amara - To idź
Poszedłem poszukać nowej wilczycy. Znalazłem ją na polanie zmarłych
- Hej - powiedziałem - Jak masz na imię?
- Cześć, jestem Aurora, a ty?
- Ravenclaw, ale możesz mi mówić Raven. Lepiej sdąd chodźmy.
- Dlaczego?
- No, nie jest tu zbyt bezpiecznie, A poza tym muszę zobaczyć jak się czuje mój przyjaciel orzeł, no i jeszcze chciałbym cię zaprocić na wycieczke po naszych terenach.
- Okey, to chodźmy
(Aurora?)
- Jasne - powiedziała Amara - To idź
Poszedłem poszukać nowej wilczycy. Znalazłem ją na polanie zmarłych
- Hej - powiedziałem - Jak masz na imię?
- Cześć, jestem Aurora, a ty?
- Ravenclaw, ale możesz mi mówić Raven. Lepiej sdąd chodźmy.
- Dlaczego?
- No, nie jest tu zbyt bezpiecznie, A poza tym muszę zobaczyć jak się czuje mój przyjaciel orzeł, no i jeszcze chciałbym cię zaprocić na wycieczke po naszych terenach.
- Okey, to chodźmy
(Aurora?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)