Nikogo przy mnie nie było, tylko ja i ta przerażająca puszcza. Musiałam poszukać reszty. Przecież jesteśmy tu od 5 godzin, a już się rozdzieliliśmy. Postanowiłam pójść w kierunku z którego dochodziły przed chwilą jakieś szlochy i wołania, a także nie zrozumiały bełkot. Leciałam, żeby nie tracić czasu. Po chwili byłam już na miejscu stały tam Rae i lekko roztrzęsiona Amara. Nad nimi latał ptaszek, a podobnego trzymała w pysku Rae. Na ziemi natomiast leżał szkielet...Bez trudu rozpoznałam do kogo kiedyś należał, ale wcale nie podniosło mnie to na duchu. Był to szkielet Banshee. Pozostawało tylko pytanie: Co było tak potężne żeby zabić Banshee? Teraz jednak nie zaprzątałam sobie tym głowy. Ppdeszłam bliżej i zapytałam Amary:
- Co ci jest? Widać, że jestes roztrzęsiona.
<Amara? Rae? Ktoś uczestniczący w wyprawie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz