poniedziałek, 25 marca 2013

Od Jessici-C.D Mack'a:


Przechadzałam się bez celu po terytorium watahy. Wyprawa pewnie już się rozpoczęła. Musiałam odmówić. Obiecałam ojcu, że nie będę narażała się bez powodu. Spuściłam głowę i biłam się ze swoimi myślami. Oni pewnie świetnie się tam bawili. Było tak pusto, że nie miałam z kim porozmawiać. Zostałam sama ze sobą. I nagle mimowolnie z mojego gardła wydarł się wrzask.
- Chciałeś żebym dostała zawału?- warknęłam w stronę wilka.
- Spokojnie. Nic nie chciałem.- zachichotał.
- I co w tym śmiesznego?
- Och przestań. Ciesz się życiem! Dookoła jest tak pięknie! Jestem Mack.
- Jessica, ale mów mi Jess.
- Przejdziemy się?- uśmiechnął się szeroko.
- A mam jakiś wybór?- odwzajemniłam uśmiech.
- Tak. Możesz to zostać i użalać się nad sobą.
- No to chodźmy.
Rozmawialiśmy o tym co było. Co nam się przytrafiło. Właściwie ja o tym mówiłam. Chyba zdążył zauważyć, że gaduła ze mnie. Kiedy on czasami się odzywał mówił o „Pannie-Najpiękniejszej-i-Najmądrzejszej-Na-Całym-Świecie Shinie” i o niebezpieczeństwie, jakie stanowi cała ta wyprawa. Właściwie mówił głównie o wilczycy. Byli tacy słodcy. Ewidentnie bardzo ją kochał. Uśmiechnęłam się sama do siebie słysząc, że zaczyna znowu o niej nawijać.
- Boisz się o nią.- stwierdziłam kiedy przechodziliśmy obok jakiegoś wielkiego drzewa.
- To chyba oczywiste. Ale wiem, że to silna, odważna wilczyca i poradzi sobie w każdej sytuacji.
- Uau. Pani idealna.- zachichotałam.
- Jak dla mnie.- wyszczerzył zęby.
- To dobrze, że tak się dogadujecie. Tak dobrze…
(Mack, dokończysz?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz