piątek, 8 marca 2013

Od Rae - C.D Alaski


Wysłuchałam z uwagą słów Alaski. Czego by nie mówić, spodziewałam się obecności niecodziennych, czasem nawet śmiertelne groźnych stworzeń. Czarny Las zdawał się być dla nich wprost wymarzonym miejscem. Poza tym - niektórzy z jego mieszkańców na pewno nie zostali jeszcze opisani, mogło  się tam kryć coś co najmniej interesującego. Może i szukana roślina? Choć, gdybym już podjęła wyprawę, rozejrzę się też za innymi.
- Gryfy to wspaniałe, majestatyczne istoty. Bez powodów nie atakują. Banshee... Plugawe stworzenia, trzeba przyznać - i w tym momencie moje myśli skupiły się na sprawie istotnej, to jest propozycji współudziału w wyprawie. Uprzejme to z jej strony, ale czy do końca przemyślane? Jedna to sprawa pchać się w paszczę lwa samemu, ale w towarzystwie? Z odpowiedzialnością za życie osoby skorej do współudziału w wyprawie? Przemknęło mi przez myśl, że co to za uzdrowicielka, co pacjentkę naraża na potencjalną utratę życia...
- Jesteś pewna? Czego by nie mówić, wolałabym nie przyczyniać się do twojej śmierci. No i masz córki... - zamilkłam, chyba trochę głupio to zabrzmiało, zbyt bezpośrednio. Cóż, nigdy nie należałam do przesadnie taktownych. Z drugiej strony należałam teraz do watahy, sama raczej bym nie pozwoliła, by ktoś z przyjaciół porwał się na taką podróż samopas. Cóż, powstawał ciekawy problem. Niby byłam pewna, że Alaska potrafi o siebie zadbać - to raz. Wydawała się odpowiedzialna, a na pewno bardziej odpowiedzialna ode mnie - to dwa. Głos rozsądku zawsze się przyda. A powód trzeci? Zawsze to lepiej móc z kimś kilka słów zamienić.
- Dziękuję za propozycję - uśmiechnęłam się do wadery, pochłonięta wizją przygody. Ot, ciekawość miała się kwitnąco, na chwilę nawet zapomniałam o roślince.
- Jeżeli nie zmienisz zdania, to spotkamy się jutro, najlepiej o świcie. - Odbiegłam, postanowiwszy zająć się przygotowaniami.

(Alaska?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz