czwartek, 28 lutego 2013

Od Alaski do Creppera- Poczta Sowia

Cześć!
Jak wiesz niedawno Alaska urodziła, więc proszę cię abyś napisał opowiadanie co o tym sądzisz albo jakie Crepper miał odczucia kiedy Alaska rodziła. No wiesz coś o tym, że jesteś tatą. W każdym razie coś w tym temacie. ;-) ;-) ;-)
Pozdrowienia od
Alaski

Od Alaski - C.D Aishy

Gdy zaniosłyśmy nieznanną nam wilczycę na teren naszej watahy, poszłam po jedzenie i wode dla niej, a Amara Została przy samicy. Kidy wróciłam wilczyca siedziała i prowadziła ożywioną dyskusje z Amarą:
 -  A więc jesteś z watahy Wilczych Marzeń. To ciekawe bo teretorium tej watahy leży daleko od nas.
 - Tak...Moja przyjaciółka Fantazja, o której już wspomniałam, lubi zwiedzać okolice - powiedziała wilczyca
 - Chyba tym razem nie była to zbyt owocna wycieczka - wciełam się do rozmowy
 - Cóż... - odparła zakłopotana
 - A jak masz na imię? - zapytałam
 - Aisha - odparła
 - Powiedz mi jescze co robiłyście nad bagnami śpiewu? - zapytała Amara
<Aisha?Amara?>

Podstrona-"Wilki nr.2"

Taaa, jest problemik, bo wilki już się nie mieszczą na podstronie... no tak dużo jest tam powsadzane, że się nie da zapisać!
Więc chyba zrobię drugą podstronę z wilkami. Dziwnie to będzie wyglądać ale trudno.

Opowiadanie z watahy Wilczych Marzeń-Od. Aishy:







Pobiegłam w kierunku innych wilków i nagle stanęłam. Fantazja biegła tuż za mną. Nie wiedziałam jakie wilki były na naszym terenie...
A: Fantazjo, na pewno te wilki chciały ciebie zaatakować?
F: No przecież biegli w moim kierunku.
A: Hmmm... wiesz co..może pokażesz mi miejsce w którym zauważyłaś te wilki?
F: Mogę ale się trochę boję.
A: Nie bój się- powiedziałam spokojnie.
Pobiegłam za Fantazją nad bagno śpiewu. Przecież to było zakazane miejsce. Było to dziwne nigdzie nie było żadnego wilka. Może po prostu Fantazja skręciła nie w tym kierunku? Nagle coś mnie złapało za ogon i chciało wciągnąć do bagna. To były syreny. Ugryzłam jedną w ogon a drugą drapnęłam w twarz.Straciłam orientację. Słyszałam tylko głos Fantazji która krzyczała " Sprowadzę pomoc!!! Czekaj na mnie !!!" Nagle te stwory mnie zanurzyły w błocie i mnie sparaliżowały. Poczułam ból w żebrach. Nie mogłam czasu zatrzymać...w głębi duszy modliłam się do bogów....
Próbowałam wypłynąć na powierzchnię i zauważyłam w oddali dwa wilki. Wyciągnęły mnie a ja leżałam i nie mogłam wstać.
Am: Alaska co z tą wilczycą zrobimy, przecież nie możemy jej zostawić.
Al: Masz rację Amara. Jeśli jest w jakieś watasze to ją odprowadzimy, a jak nie to pomyślimy. Na razie ją weźmy do nas.
Am: Zgadzam się z tobą.
Ciężko mi było ledwo oddychałam. Zgromadziłam siły i powiedziałam.
A: Gdzie jestem??? Gdzie jest Fantazja???
Am: Jesteś na terenie watahy Srebrzystych Łez. Poszukamy Fantazję...
(Niech dokończy Fantazja, Amara lub Alaska )

sobota, 23 lutego 2013

Jednak

Chyba jednak nie będę  miała szlabanu, więc możecie wysyłać mi opowiadania. Co nie znaczy że musicie oszczędzać Alaskę xD

Wasza Alfa
Amara

piątek, 22 lutego 2013

Od Alaski-C.D Ravenclawa:

Kiedy Ravenclaw z Amarą odeszli postanowiłam przejść się po niedźwiedzim lesie. W połowie przechadzki poczułam dziwny ból brzucha, jednak nie przejełam się tym zbytnio. Ból jednak zaczął się nasilać więc postanowiłam pójść do Rae po jakiś lek. Wchodząc do jaskini usłyszałam:
 - Cześć - powiedziała Rae - Co tam słychać
 - Wszystko dobrze tylko... - niedokończyłam bo poczułam skurcz i... zaczęłam rodzić - O boże! Ja rodze!
 - O matko święta! Wytrzymaj trochę, a ja porosze o pomoc innych - powiedziała i wybiegła z jaskini
 - Dobra! Tylko się pośpiesz! - zawołałam i zaczęłam głeboko, ale rytmicznie oddychać. 

Po chwili wróciła Rae z Shiną, Crepperem i Kate. Wszyscy zaczęli krzątac się po jaskini wykonując polecenia Rae, która siedziała przy mnie. Wszyscy byli zdenerwowani, niektórzy takze zaczęli panikować gdy zaczęłam krzyczeć. Naprawde to było straszne. Byłam tak spanikowana, ze nie wiedziałam co robić pomimo wskazówek szamanki. Po chwili wszyscy zgromadzili się przy mnie i patrzyli na całą sytuacje. Poczułam okropny ból i... straciłam przytomność...
 ***
Nasza droga Rae odebrała poród...


Imię:
Wiek: 1 dzień

Płeć: Samica

Moce: Ma moce związane z zimnem-potrafi zamrażać i tworzyć śnieg.

Umiejętności: Nie jest ona hałaśliwa, umie -a wręcz robi to z chęcią- zachować ciszę. Dzięki temu skrada się świetnie.

Słaby punkt: Lubi być samotna, więc nie przebywa zazwyczaj w cudzym towarzystwie nawet gdy jest jej potrzebne. Nie lubi przyjmować czyjejś pomocy i pracować w grupie.

Charakter: Jest typem samotnika. Nie przepada za cudzym towarzystwem, chyba że jakąś osobę zna bardzo i ta osoba jest jej bliska. Kocha swoją siostrę, i odda za nią wszystko. Wbrew pozorom nie jest strachliwa, lecz jeśli nie trzeba woli nie mieszać się niepotrzebnie w nie swoje sprawy.

 Zainteresowania:Lubi siadać gdzieś sama, i obserwować niebo.

Podoba jej się:

 W innych wilkach ceni: Uszanowanie cudzej prywatności, spokojność, opanowanie.



Imię:
Wiek: 1 dzień

Płeć: Samica

Moce: Podczas gdy mocą jej siostry jest mróz, jej darem jest ciepło. Gdzie stąpa, śnieg się roztapia i wyrasta trawa. Jej obecność... ogrzewa.

Umiejętności: Potrafi przekonać do siebie każdego, łatwo jej zaufać

Słaby punkt: Zbyt ufna

Charakter: Potrafi każdego rozbawić do łez. Jest słodka i naiwna. Ma poczucie humoru, ale zazwyczaj nawet nie zauważa kiedy powie coś śmiesznego. Lubi wyobrażać sobie najróżniejsze rzeczy. Choć jest w wieku siostry, jest od niej bardziej dziecinna. Jest jej... całkowitym przeciwieństwem.

 Zainteresowania: Uwielbia marzyć.

Podoba jej się:

 W innych wilkach ceni: Wyobraźnię, poczucie humoru



Ważne!

Niestety, ale nasza droga Amara nie może korzystać z komputera do końca remontu w swoim domie. Przekazała mi, żebym napisała, że prosi aby narazie przesyłać posty na mój email, ponieważ nie wie kiedy uda jej się dorwać do komputera. Mam nadziej, że za niedługo znów będzie wśród żywych xD

Pozdrawiam Alaska

czwartek, 21 lutego 2013

Od Aurory:


Tego dnia, słońce nie chciało zaświecić. Skryło się za chmurami, i uparcie nie chciało odsłonić swojej złotawej twarzy. Nie byłam zachwycona tym faktem. Chciałam sobie trochę pospać, na jakimś głazie. Najlepiej nagrzanym przez słońce. Znalazłam jakiś duży kamień, i wskoczyłam na niego, a potem wyczekująco spojrzałam na słońce. Ale ono nie chciało współpracować. Schowało się jeszcze bardziej za najciemniejszą chmurą. Poczułam się ignorowana, nawet jeśli Słońce to gwiazda, to i tak mnie ignorowało! Zeskoczyłam z kamienia, i zastanawiałam się, co mam począć bez słońca. Zaraz jednak znalazłam odpowiedź. W dali zobaczyłam słaby, migoczący punkt. Pobiegłam w jego stronę. Postać którą ujrzałam, widywałam ostatnio często, i to mnie niepokoiło. Była to biała wilczyca, sprawiała wrażenie niematerialnej, jakby delikatny podmuch wiatru, mógłby rozwiać ją na zawsze. Bez wątpienia, była duchem, jednak osobiście nie widziałam, o co jej chodzi. Widzenie duchów, było czasem przerażające, czasem dawało uczucie władzy. W końcu inni ich nie zauważali. Jednak przede wszystkim, dawało to uczucie pewnej odpowiedzialności za ich los. W końcu: tylko ja mogłam im pomóc.
Podeszłam do wilczycy. Stanęłam przed nią, i starałam się uśmiechnąć, ale bardzo rzadko to robię i jakoś nieszczególnie wiem, jak to się robi, więc w końcu zrezygnowałam.
- Witaj - usiadłam obok oglądającej się na wszystkie strony zjawy - Mogłabyś mi powiedzieć....
- Aaaa! - wrzasnęła - Oni tu idą! Są blisko..
- Niewykluczone, ale widzisz, tu nikogo nie ma.. - starałam się przywrócić ją do realizmu, jednak wilczyca dalej krzyczała:
- Znowu tu są! - zaczęła płakać - Musisz uciekać, i powiadom resztę!
- Nie - mruknęłam - Nie muszę uciekać, ani powiadamiać innych. To ty musisz sobie zdać sprawę, że to o czym mówisz, zdarzyło się dawno temu..
- Nie! - jęknęła, i nagle jej pierś zabarwiła się kolorem krwi i wilczyca upadła i rozwiała się na wietrze.
- Ej! Wracaj! No, nawet nie zdążyłyśmy pogadać! - powiedziałam zawiedziona.
Zaczęłam się zastanawiać, o jakim wydarzeniu ona mówiła. A kto wie lepiej niż Alfa, co się działo tu kiedyś? Poszłam więc do Amary.
- Witaj wielmożna Alfo - powitałam ją - Czy może znasz historię tych terenów?
- Nie rozumiem - przyznała wadera - Możesz trochę jaśniej? Jaką znów..
- Co się działo na terenach naszej watahy, zanim powstała tu wataha?

<Amara?>

wtorek, 19 lutego 2013

Od Amary-C.D Ravenclawa:

Poszłam z Ravenclawem trochę dalej.
-Słuchaj, Raven...-zaczęłam-Do watahy dołączyła nowa wilczyca. Jeszcze nie zna tutejszych terenów... Może byś ją oprowadził?
<Raven?>

Ważne dwie informacyjki

Po pierwsze: wróciłam z Włoch. Znów możecie wysyłać do mnie opowiadania. Ale  nie martwcie się, dalej możecie katować nie zawsze bezbłędną ortografią naszą kochaną Alaskę xD

Po drugie: proszę wszystkie osoby z kontem na howrse, o to, by napisały na prezentacji że są w watasze. Jeśli ktoś niema, to jeśli może, też gdzieś o Watasze Srebrzystych Łez napisze. ;)

To tyle.

Bay, bay.
Amara

Od Ravenclawa-C.D Alaski:

Od Ravena – Cd Alaski
- Mam nadzieję, że ptak się wyliże – powiedziałem Alasce.
- No. Tylko dlaczego go tak sprałeś? – zapytała podirytowana.
- Noooo, jesteś w ciąży, Rae powiedziała, że nie możesz się przemęczać. Taki orzeł mógłby doprowadzić do śmierci młodych.
- Dzięki że się o mnie troszczysz ale ptaki to też żywe istoty.
Chciałem coś powiedzieć ale podeszła do mnie Amara.
- Przepraszam że przeszkadzam ale mam sprawę do Ravena. Pozwolisz?
- Nooo, e tak jasne.
(Amara?)

Powitajmy Aurorę!






Imię: Aurora

Wiek: 4 lata

Płeć: Samica

Moce: Widzenie duchów, telepatia, przepowiadanie przyszłości

Umiejętności: Szybko biega, wysoko skacze

Słaby punkt: Czasem wpada w kłopoty, przez to, że zbyt krytykuje i może kogoś rozzłościć

Charakter: Inteligentna, bystra, mądra, nieufna, zazdrosna, złośliwa, dwulicowa, agresywna, nietowarzyska, apodyktyczna, egoistyczna, egocentryczna, wredna, energiczna, porywcza, chamska, nieprzyjacielska, wyrachowana, lojalna i oddana watasze, interesowna, sprytna, chciwa, współczująca, nie lubi naiwnych wilków, lubi krytykować.

Zainteresowania: Uczenie się magii, przygotowywanie wywarów, rozmawianie z duchami.

Podoba jej się:  Ravenclaw

W innych wilkach ceni: Spryt, inteligencje, brak jakiejkolwiek naiwności

piątek, 15 lutego 2013

Od Alaski - C.D Shiny

 - No tak...Wież chyba powinnyśmy iść już na kolacje, bo inaczej nic dla nas nie zostanie - zaśmiałyśmy się
 - Chyba tak...
Ruszyłyśmy drogą prowadzącą do naszej watahy. Byłam naprawdę zmęczona tyle się dzisiaj zdarzyło...

Od Shiny - C.D Alaski

-Na razie nie. Nie jestem gotowa na własne młode. A poza tym nie wiem co by na to powiedział Mack....
<Alaska? Nie mam pomysłów :(>


Od Alaski - C.D Shiny

 - A ty masz jakieś plany? To znaczy dotyczące swoich młodych?
<Shina? Sory, że tak krótko:(>

Od Shiny - C.D Alski

-Mi z Mack'em ? Też dobrze. Jest słodki - uśmiechnęłam się- Słyszałam i widzę teraz, że jesteś w ciąży.
-Tak nie da się tego ukryć-zaśmiała się
-Brzucha na pewno. Gdybyś kiedyś chciała odpocząć albo potrzebowała pomocy to powiedz, chętnie się nimi zajmę. Nimi lub nim albo nią - obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
<Alaska ? Brak pomysłu :(>

Konkursik walentynkowy

Mamy 15.02, więc czas na ogłoszenia.
Wygrała...
Alaska!
Nie chodziło mi o opowiadanie, kiedy pisałam zasady konkursu, ale to mi się spodobało. Opis Alaski był bardzo szczegółowy i ładnie napisany, a także pomysłowy, więc należy jej się nagroda.
Ale twierdzę że Ravenclawowi, który też wziął udział należą się gratulacje i nagroda pocieszenia ;)

A więc dla Alaski...

No właśnie! Alaska dostaje 300 łez+Eliksir miłosny.

Za to nagroda pocieszenia dla Ravena-100 łez.

Gratuluję!

P.S.: Przypominam że eliksirami można się wymieniać lub podarować komuś ;)

czwartek, 14 lutego 2013

Od Alaski - C.D Ravena

Podeszliśmy do orła. Był w kiepskim stanie. Wiedziałam, że Raven mnie bronił, jednak byłam na niego trochę zła że tak ostro potraktował ptaka.
 - I co teraz? - zapytałam
 - Niewiem... - odparł przygnębiony Raven
 - Myślę, że powinniśmy zanieść go do Rae
Ravenclaw przystał na mój pomysł. Poszliśmy więc do szamanki, z nadzieją, że pomoże ptakowi. Kiedy weszliśmy do jaskini zastaliśmy ją krzątającą się po grocie.
 - Co was tutaj sprowadza -  zapytała Rae?
 - Chcielibyśmy, żebyś pomogła temu orłowi - powiedziałam smutno
 - Zobaczę co da się zrobić...
Po tych słowach położyliśmy zranionego ptaka na kamieniu, a Rae podeszła bliżej i zaczęła przyglądać się mu. Po chwili powiedziała:
 - Myślę, że wszystko będzię dobrze. Zaraz owinę mu złamanę skrzydło i posmaruję kilka ran i wszystko powinno się ładnie zagoić. Do tego czasu zostanie u mnie...
Zaczęła opatrywać orła. Ja i Raven czekaliśmy z niecierpliwością. Kiedy Rae oznajmiła, że skończyła popatrzyliśmy na ptaka. Wyglądał całkiem nieźle. Po krótkim czasię Rae odciągnęła mnie na stronę i zapytała:
 - Jak tam twoja ciąża? Widzę że brzuch masz już całkiem duży
 - Żeczywiście, zupełnie o tym zapomniałam. Ostatnio mam tyle na głowię...
 - Myśle że za niedługo...twoje młode wyjdą na świat - powiedziała z uśmiechem
  - Chyba tak...
Po tym poszłyśmy jeszcze zerknąć na  orła przy którym stał Ravenclaw. Później poszliśmy wszyscy na kolację zostawiając śpiącego ptaka w jaskini...
<Rae? Raven?>

Od Ravena - C.D Alaski

 - Czyli Crepper jest dla ciebie prawie ideałem?
 - Tak... - Odpowiedziała Alaska ponownie się uśmichając
 - A czy... - nie dokończyłem bo usłyszałem skrzek. Najpierw nie wiedziałem skąd pochodzi, ale szybko zorientowałem się, że to orzeł wydaje te dźwięki. Osobnik zanurkował w powietrzu i runą na Alaskę.
 - Uważaj! - krzyknąłem i uderzyłem orła. Ten jednak był zawzięty i ponownie poszybował tym razem uderzając mnie.
Zrobiłem szybki unik i zaatakowałem. Ptak runał na ziemię. Próbował wzbić się w powietrze, ale okazało się, że ma złamane skrzydło. Alska podeszła do orła i ze zdziwieniem powiedziała:
 - Jak ty to...Dlaczego? - po dłuższej chwili dodała jeszcze - Dziękuję...
<Alaska?>

środa, 13 lutego 2013

Od Alaski - C.D Shiny

 - Cóż...szczerze mówiąc to trochę...Ale nigdy nie związałabym się z kimś innym, bo chociaż pod niektórymi względami się różnimy to i tak się kochamy. Mam nadzieje, że z czasem Crepper zacznie lubić, lub chociaż tolerować ludzi. A ty z Mackiem, jak wam się powodzi?
<Shina?>

wtorek, 12 lutego 2013

Od Shiny - C.D Alaski

-Jeśli tylko będziesz miała ochotę-uśmiechnęłam się. Zeskoczyłyśmy z dachu i wróciłyśmy w tę sama uliczkę, z której przyszłyśmy. Otworzyłam portal i znalazłyśmy się z powrotem na terenach naszej watahy.
-Jak tam układa ci się z Crepperem ? Nie przeszkadza ci to, że on boi się ludzi, którymi ty jesteś tak zafascynowana ?
<Alaska?>

Od Alaski "Konkyrsik Walentynkowy"

 - Cóż...Jak wiesz mam już partnera, ale to nie znaczy że spełnia wszystkie wymagania mojego ideau. Chociaż nie wiele mu brakuje.... - uśmiechnęłam się - Chciałabym żeby mój partner nie miał uprzedzeń, był tolerancyjny w stosunku do wszystkich, żeby nie był płytki, umiał dobrze walczyć i równie świetnie polować. Żeby chciał mieć rodzine i żeby o nią dbał. Nie musiałbybyć nieulękniony. Mógłby się czegoś bać. Może to dziwne, ale chciałabym żeby mój partner czymś się ode mnie różnił, no wiesz tak z charakteru. Życzyłabym też sobie żeby był ze mną szczery i żeby nie bał się powiedzieć mi prawdy, nawet takiej, która może zaboleć. Co prawda nie wiem czy to dobra cecha ale myśle że mój wymażony partner byłby niezależny, lojlnyoddany. No i przede wszystkim kochał przygody tak jak ja... A co do wyglądu to na nim się nie skupiam. Bardziej myśle o wnętrzu, ale jeśli miałabym powiedzieć to chciałabym żeby mój partner miał trochę zawadiacki wygląd... Trochę taki jak Crepper. - Znów się uśmiechnęłam na myśl o nim - Myślę, że wolałabym żeby miał bardziej ciemniejszy odcień futra. Napewno ciemniejszy niż ja. Nie przeszkadzają mi też blizny, albo brak kończyn. No i oczywiście chciałabym żeby kochał mnie tak samo jak ja kochałabym jego...
<Raven?>

Od Ravenclawa "Konkursik Walentynkowy"

Gdy rano obudziłem się poczułemdziwną samotność. Tak naprawdę to nic ciekawego nie robię, oprócz polowań z Crepperem. Z nikim się nie spotykam, z nikim nie rozmawiam...Postanowiłem to zmienić. Kiedy wyszedłem z jaskini zobaczyłem przechodzącą Alaskę, zagadnęła do mnie:
 - Hej
 - Hej - odpowiedziałem ponuro
 - Coś się stało? Co cię gryzie?
 - Czuję się samotny i znudzony - odpowiedziałem z westchnieniem
 - A co konkretnie ci jest?
 - Chciałbym mieć kogoś z kim mógłbym zawsze porozmawiać, kogoś bliskiego...
 - Już rozumiem...Marzysz o partnerce? - zapytała jakby już znała odpowiedź
 - No...Tak jakby, to znaczy tak... - powiedziałem trochę nieśmiało
 - A jaka konkretnie miałaby być taka partnerka?
 - Chciałbym żeby była miła i przyjacielska, otwarta na świat, kochana. Najlepiej żeby miała kolor futra podobny do mojego, zawsze miała uśmiech na twarzy i po prostu żeby była ładna. A jaki byłby twój wymarzony partner?
<Alaska?>

Od Ravenclawa - C.D Fade

Gdzy przechodziłem obok wilka, którego nigdy tutaj wcześniej nie widziałem. Miał jedno czerwone oko i gadał do siebie. Już chciałem go zabić, ale zorientowałem się, że to Fade. Zdziwiony zapytałem:
 - Yyyy...Fede co ci jest
 - Nie twój interes!!! - odkrzyknął Fade, innym głosem niż zazwyczaj
 - Wszystko dobrze?
 - A co cię to!? - krzyknął i machnął pyskiem, a po chwili powiedział już normalnym głosem:
 - Strasznie cię przepraszam Raven po prostu niemgłem nad "nim" zapanować
 - Nad kim? - spytałem zdezorientowany
 - Nad Demonem w mojej głowie... - powiedział niepewnie Fade
 - Nie wszystko z tego rozumiem, ale skoro Rea jest szamanką to idź do niej. Może ci pomoże...
<Fade, Rae?>

poniedziałek, 11 lutego 2013

Konkursik Walentynkowy

Jako że zaraz mamy walentynki, ogłaszam konkursik.
Polega on na napisaniu jaka/jaki byłaby/byłby idealna/idealny partnerka/partner twojego wilka (lub
wilczycy. Trzeba to napisać w formie pierwszoosobowej jako wilk.
Brana pod uwagę będzie przede wszystkim oryginalność.
Konkurs trwa do 15.02.
Nagroda-Niespodzianka!

Od Alaski - C.D Shiny

"Nie wiedziałam, że Shina ma ludzkich przyjaciół" pomyślałam. "W tym miejscu było tak ciekawie, że już myślałam, że lepiej być nie może, a teraz jeszcze poznałam człowieka" myślałam dalej. Z zamyślenia wyrwał mnie kobiecy głos:
 - Zan czas na obiad! - krzyknęła jego mama
 - Już idę! - odkrzyknął jej syn - Musze już iść, ale możecie odwiedzić mnie też jutro jeśli chcecie - powiedział zwracając się do nas
Po tych słowach zszedł z dachu i wszedł do domu.
 - Chyba w takim razie musimy już iść. Inaczej zorientują się, że nas nie ma. - powiedziała Shina
 - Chyba tak... A przyprowadzisz mnie tutaj jutro?
<Shina?>

Od Shiny - C.D Alaski


-No to tak na początek... choć poznam cię z moim nietypowym przyjacielem...-zaprowadziłam ją pod dom Zan'a. Jak zwykle siedział na dachu. Wskoczyłam prosto na dach i pomogłam się wdrapać Alasce.
-Hej Shina, co tam ?-spytał i przytulił mnie. Potem spojrzał na Alaskę siedzącą na skraju dachu-A to kto ? Twoja przyjaciółka ?-Zapiszczałam i dałam znak Alasce, żeby podeszła. Zan podrapał ją za uchem. Wiedziałam, że jej się to spodoba.
-A ty jak się nazywasz ?-spytał i wziął do ręki przywieszkę, której Alaska nie zauważyła-Alaska... Śliczne imię dla takiej wilczycy jak ty...-uśmiechnął się.
<Alaska?? Nie wiem co dalej pisać :(>

niedziela, 10 lutego 2013

Informacja... Ważna, więc proszę najechać myszką i przeczytać z łaski swojej

Siedzę sobie we Włoszech i przegapiam szkołę całe dnie jeżdżę na nartach, rzadko korzystam z komputera, więc opowiadania wysyłajcie do Alaski.
Jej email-zuza.celej@gmail.com.
Co do Bety, mam prośbę, poprawiaj przynajmniej część (bo wszystkich to nie możliwe) błędów ortograficznych PEWNEJ OSOBY. Fade, o ciebie chodzi xD
To tyle.
Amara
Addio!

Od Fade'a-C.D Amary:



Wstałem rano i poszedłem nad jezioro. Siedziałem gadając z Verem. Nagle za drzew wyszła Amara
Fade?Nadałeś sobie nowe imię?-Powiedziała 
Próbując brzmieć pewnie, drżącym głosem spytała:
-Fade, co się dzieje?
Nie chciałem za bardzo rozmawiać z kimś akurat teraz. Nagle Ven krzyknął:
-To nie jest twoja sprawa. Chcemy być sami! A teraz-wynoś się!
-Ven, spokojnie...-powiedziałem tak aby Amara nie słyszała. Amara 
Spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
-Wynocha!-krzyknął Ven-Nie chcemy cię tutaj!!! PRECZ POKRAKO!!!
-Tak?!-zawołała z wściekłością-To siedź sobie tutaj. Dalej, gadaj do siebie! Dawaj! Siedź tu i zwariuj całkowicie!!!
Nagle Amara wybiła sie w powietrze. Kiedy była dość daleko powiedziałem:
-Jesteś z siebie dumny?!
--Oczywiście- powiedział z dumą
-Wiesz kto to był!?
--Nie, ale pewnie mi powiesz
-To była Alfa watahy do której należę! Idiota!
--Czyli jest dla ciebie ważna. Ha! Ba! Nawet bardzo, bardzo ważna 
Siedziałem cicho. Czyli Ven wie, że... Nie ważne!
-Pewnie nawet sie jej nie podobam! Nie dziwie sie jej...
Zrobiło mi sie bardzo smutne i gorzko. 
-Pewnie nikt nawet nie zauważył, ze mnie nie ma.
--Racja. Wreszcie zrozumiałeś. Tu jesteś panem własnego losu! Nikogo ci do szczęście nie potrzeba! Masz mnie, to ci wystarczy. 
-Masz racje...
--Nikt nie jest wart twojego intelektu, sprytu, charyzmy, urody. No moze z tą urodą przesadziłem-wybuchł śmiechem- Ja cie rozumiem tak jak nikt. Jeśli nikt cie nie kocha tego strata. Jesteś wart złota..
-Zamknij się juz!
--Komuś tu sie robi charakterek.-Zaśmiał się
Siedziałem nad jeziorem aż do pózniej nocy. Byłem pogrążony w myślach. Aż w końcu poszłem spać. Rano obudziłem się jakiś... Ponury. Nie miałem ochoty do żartów, ani nie było mi do śmiechu. Siedziałem w tym samym miejscu co wieczorem. Nagle ktoś rzucił sie na mnie od tyłu. 
( Kto dokończy?)

Od Amary-C.D Fade'a:

-Fade?-wyszłam zza drzew i zobaczyłam go przy jeziorze-Nadałeś sobie nowe imię?-roześmiałam się bo słyszałam całą rozmowę i byłam nią trochę zdziwiona.
Nagle, nim jeszcze zdążył odpowiedzieć, zdębiałam. Dopiero zauważyłam że wyglądał inaczej niż zawsze. Ostatnio coś było z nim nie tak... nie wiedziałam co się dzieje. A kilka tygodni temu, ten napad furii i piorun... och, nie mogłam o tym myśleć!
Próbując brzmieć pewnie, drżącym głosem spytałam:
-Fade, co się dzieje?
Z początku nie odpowiedział. Nagle oznajmił głośno:
-To nie jest twoja sprawa. Chcemy być sami! A teraz-wynoś się!-powiedział to... tak... nie po swojemu! Jakby nie był to on. Ale... Co ja gadam? Fade to Fade, mówi co chce powiedzieć.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-Wynocha!-krzyknął-Nie chcemy cię tutaj!!! PRECZ POKRAKO!!!
-Tak?!-zawołałam z wściekłością-To siedź sobie tutaj. Dalej, gadaj do siebie! Dawaj! Siedź tu i zwariuj całkowicie!!!
Wzbiłam się w powietrze a wiatr uderzał w mój pysk jak z wystrzelany z armaty. Poleciałam wyżej niż zazwyczaj a ptaki z którymi zazwyczaj bawiłam się chętnie ominęłam szerokim łukiem. Leciałam. Bez celu.

<Fade?>

Od Alaski - C.D Shiny

Nie wiem. Nikogo ani niczego tu nie znam może to ty mnie gdzoeś zaprowadzisz?
<Shina? Sory że tak krótko>

Od Shiny-C.D Alaski:


Wylądowałyśmy w ciemnej uliczce. Ruszyłam w stronę oświetlonej uliczki. Gdy światło padło na nasze futra Alaska powiedziała zdziwiona.
-Shino ! Twoje skrzydła, co się z nimi stało ?
Zaśmiałam się
-Zniknęły. W tym wymiarze coś takiego jak skrzydła u wilków i moce nie istnieje. Zresztą ludzie teraz słyszą tylko jakieś piski, skowyty i szczekanie. A poza tym ty też jesteś biało-szara, zamiast biało-niebieska. To gdzie idziemy najpierw ?
<Alaska?>

Od Fade'a:



Obudziłem się obok jeziora. Troche bolała mnie głowa i byłem spragniony więc wstałem i zacząłem iść w stronę jeziora. Robiłem lapą lód i zacząłem pić. Odchyliłem sie kiedy juz skończyłem i doznałem szoku... Połowa mojego ciała była szara, bura, nijaka... Oko z tej strony było krwisto czerwone. Odskoczyłem jak najszybciej od jeziora wystraszony. Po chwili podeszłem jeszcze raz do strumienia wody. Wyglądałem zupełnie normalnie. Byłem zły i wiedziałem kogo to była sprawka. 
-To twoja wina, prawda?!-Wykrzyczałem na głos
-,,Moja? Oczywiście, że nie.- Usłyszałem szyderczy śmiech w mojej głowie. 
-Nie potrzebuje cie!- Krzyczałem
-,,Naprawde..? Zaraz sie przekonamy...-Powiedział głos w mojej głowie 
Nagle głowa strasznie zaczeła mnie boleć. Czym prędzej pobieglem do watahy. Nie mogłem jednak użyć mojej szybkości bo ledwo co biegłem normalnie. Co chwila odbijałem sie o drzewa, albo przewracałem. Kiedy juz byłem obok jaskiń ból troche przeszedł. Zauważyłem kilka wilków obok mojej jaskini. Pomyślałem: ,, Tylko nie to". Szłem powoli, ale pewnie. Kiedy byłem juz prawie obok wejścia ktoś musiał sie odezwać:
-O hej Fade!
-Dawno cie nie widziałem- oznajmił któryś z wilków
-Co ci sie stało, że cie nie było?- ktoś zapytał
Głowa zaczela boleć mnie tak mocno, że to było nie wytrzymania. Zacząłem biec przed siebie jak najszybciej sie da jednak to było trudne zadanie przy moim bólu głowy. Kiedy troche sie oddalilem ból zaczął ustępować. Byłem coraz bliżej granicy terytorium. Biegnąc tam miałem cel. Kiedy przekroczyłem granice ból ustąpił. Oddaliłem sie bardziej od granicy i Wykrzyczałem:
- Dobra wybrałeś! Potrzebuje cie! 
Bestia znowu powrócił a ja usłyszałem jego śmiech. Po chwili usłyszałem jego głos:
- ,,Wiesz... Zostańmy tu.
-Po pierwsze żadni my, a po drugiej nie mam powodu, żeby tu zostać.-powiedziałem na głos 
-,,Już niedługo...-powiedział w mojej głowie 
-Mowileś cos?-Powiedziałem ugryźliwie
-,, Nie nic... Słuchaj zostańmy tu. W tamtej watasze nikt sie tobą nie interesował, nikt cie nie słuchał, nikt cie nie kochał, nie szanował!
-Kłamiesz! Ty Kłamiesz!
-,,Przemyśl to... Chociaż kilka dni. Odpoczniesz od nich wszystkich.
Chwile zastanawiałem sie nad słowami besti. W końcu powiedziałem:
-No dobrze, ale tylko na kilka dni
-,, Kilka dni w zupełności wystarczą- powiedział z grozą
Troche przejełem sie słowami besti, ale długo nad nimi nie myślałem. 
Dwa może trzy dni upłynęły a mną zawładneła paranoja. Z nikim nie rozmawiałam, a poza terenami watahy było cicho wręcz wyszystko obchodziło sie bez dźwięku. W mojej naturze leży nie pochamowana chęć do rozmów i spędzania czasu z innymi wilkami, a to teraz zostało mi zabrane. Nawet bestia sie nie odzywała. 
Minęło około pięć dni i w tedy bestia sie odezwała.
Szłem bez celu przed siebie podziwiają widoki aż nagle bestia sie odezwała:
-,, Nie sądzisz, że ktoś nas obserwuje?
-Nie... Chyba nie.-Odpowiedziałem
Dotąd nie zwracałem na to uwagi, ale może bestia ma racje..? 
Szóstego dnia chciałem sie napić w najbliższym źródle. Bestia zawsze próbowała odwrócić moją uwagę od tafli wody. Tego dnia to wszystko wydało mi sie podejrzane Jescze bardziej. Tym razem kiedy skończyłem pić chciałem spojrzeć w wodę.
Nachyliłem sie nad wodą i zacząłem pić tak jak zwykle. Tym razem powoli odchyliłem się. Kiedy spojrzałem w wodę zamurowało mnie. Twarz na wpół szara i bura a jedno oko czerwone... Tak jak wcześniej. Myśląc, że wszytko zniknie kiedy obejrze sie jeszcze raz w wodzie odeszłem od źródła. Podeszłem znowu do wody i powoli nachyliłem się. Niestety wszystko było tak jak przed chwilą. Byłem wściekły.
-Co ty mi zrobiłeś!?-Wykrzyczałem 
-Ohhh, to?-Powiedział tym razem moimi ustami 
Byłem zaszokowany. On mówi przez moje usta?! 
-Jak?! Gdzie?! Ty..!-Zawarczałem
-Ohhh Fade, jeszcze nie zrozumiałeś? Teraz jestem połową ciebie.-Powiedział i zaśmiał się
Byłem tak wściekły... Miałem ochotę zabić kogoś z zimnną krwią. Juz nie byłem wściekły tylko na niego, ale na mnie. Jak mogłem nabrać sie jak szczeniak?!
Dwa dni po tym przyzwyczaiłem sie do demona, jeśli można to tak nazwać. Traktowałem go jak kogoś bliskiego, kogo nigdy nie miałem... 
Chciałem opuścić obce mi tereny, ale postanowiłem, że zostanę jeszcze jedną noc. 
Siedziałem na łące jedząc sarne, którą wcześniej upolowałem. Było dosyć ciemno a słońce zachodziło za drzewami. W pewnej chwili odniosłem sie do demona:
-Jeśli mam z tobą rozmawiać to jak mam do ciebie mówić? Masz jakies imie?
-Hmm... Niech pomyśle. Swojego imienia nie mam... Black!
-Serio? Black?-Zacząłem sie śmiać 
-Nie śmiej sie! Ty masz głupie imie a sie nie śmieje!- Powiedział żartobliwie 
-Haha- powiedziałem ironicznie- To może...Pan Cytrynka- Moj śmiech był nie do opanowania 
-Bardzo śmieszne... Mam! Od teraz mów mi Veren, w skrócie Ven
-To juz lepsze niż black- Zasmialem się
Po dłużej chwili ciszy Ven powiedział
- Ktoś tu jest! Jestem pewny!
-Przestan juz
Nie wiele po tej rozmowie poszedłem spać.Pewnie dla osoby która słuchał naszej rozmowy było to komiczne przeżycie. Ja tez jakbym zobaczył wilka gadajacego do siebie byłbym rozbawiony. 

( proszę niech ktoś dokończy)


sobota, 9 lutego 2013

Od Bety Do Wszystkich

Ponownie możecie pisać na mojego maila:)

Pozdrawiam i życze miłego powrotu do szkoły
Alaska

Od Alaski - C.D Rae

Po tym wszystkim byłam trochę znurzona więc kilka godzin później zasnęłam. Kiedy wreszcie odzyskałam jasność umysłu sczerze podziękowałam Rae. Potem spędziłam jescze kilka dni w jaskini wilczycy. W tym czasie Crepper został powiadomiony o mojej ciąży przez Rae i choć wilczyca wszystko mi opowiedziała, chciałabym usłyszeć jeszcze raz tą historię tymrazem z ust mojego partnera...
<Crepper?>

niedziela, 3 lutego 2013

Od Rae-C.D Alaski:


Trzeba przyznać, wiadomość o ciąży Alaski początkowo mnie zaskoczyła. Zaskoczenie zmieniło się w radość, w końcu wydarzenie jak najbardziej pozytywne - czego by nie mówić, jej szczenięta byłyby chyba pierwszymi urodzonymi w tej watasze. I wszystko byłoby w porządku, przyszła mama poinformowałaby nieświadomego jeszcze partnera, że już niebawem troszczył się będzie nie tylko o nią, ale i rozbrykane, puchate kulki... Tylko, że zemdlała. A to już nie był dobry objaw.

Wyrwało mi się całkiem dosadne przekleństwo, tyle dobrego, że zdążyłam podtrzymać nieprzytomną waderę zanim upadła. Ułożyłam ją na wyściełanym mchem legowisku, zastanawiając się, co też jej dolega. Sama przed sobą musiałam przyznać, że zdecydowanie wolałam zajmować się zwykłymi, powstałymi na skutek walki ranami, choroby również można było zaakceptować. Wszelako ciąża to nie choroba. Liczy się nie tylko zdrowie matki, ale i jej potomków. Westchnęłam, po czym podeszłam do wadery, kładąc łapę na nieco grubszym niż przy naszym ostatnim spotkaniu brzuchu. Nie wyczuwałam w niej choroby, magia niczego nie wykazała... Choć to jeszcze nie była odpowiedź. Teraz jednak należało poradzić sobie z omdleniem.
Płomienie przydatna rzecz, woda w kościanej, wykonanej z czaszki jakiegoś większego zwierzęcia misce zagotowała się w mgnieniu oka. Skruszyłam w łapach kilka wysuszonych ziół, po czym wsypałam je do wody. Wnętrze jaskini wypełnił przyjemny zapach, kojarzący się z wiosennym kwieciem - powstały wywar przybrał delikatnie zielonkawą barwę, co znaczyło, że proporcje były odpowiednie. Poczekałam, aż wywar nieco ostygnie i wlałam odrobinę do pyska Alaski - nie zaszkodzi jej na pewno, a przyspieszy odrobinę powrót do przytomności, powinien w dodatku poradzić sobie z bólem brzucha. Było to trochę niepokojące. Wymamrotałam cicho kilka dawno już zapomnianych słów, których uczyła mnie Zielarka, a które utworzyć miały coś w rodzaju połączenia, które powiadomiłoby mnie, gdyby stan pacjentki się pogorszył. Na razie był stabilny, co pozwalało mieć nadzieję, że szybko się poprawi. Teraz jednak... Zaświtał mi pewien pomysł.

Gnająca na złamanie karku uzdrowicielka to nie jest normalny widok, jednak nie wszędzie sprawdzają się skrzydła. Większość drogi w kierunku Polany Zmarłych przebyłam w powietrzu, należało jednak przebiec pomiędzy otaczającymi polanę drzewami. Połączenie milczało, zatem z Alaską jak dotąd wszystko powinno być w porządku. Zamierzałam poradzić się swej dawnej mentorki, przekonana, że odpowie na moje wezwanie. Dotarłam na miejsce, po czym uspokajając oddech spróbowałam wezwać duszę martwej wilczycy.
- Przybądź, Savaeri, odpowiedz na wołanie swej podopiecznej, potrzebuję twojej wiedzy. - Zamknęłam oczy, zastanawiając się, na ile wariacki pomysł okaże się skuteczny. Gdy je otworzyłam, stała przede mną, dokładnie taka, jak ją zapamiętałam. Z tą drobną różnicą, że półprzezroczysta.
- Rae, taka sama jak zwykle. Co cię trapi maleńka? - Widmo starej, obwieszonej amuletami wadery posłało mi pełen ciepła uśmiech. Pokrótce streściłam umarłej zielarce sytuację. Staruszka pokiwała głową, po czym przemówiła:
- Widać, że więcej czasu poświęcasz łataniu rannych, niż cudowi narodzin, widać. Ale cóż zrobić, nie na akuszerkę cię wyuczyłam. - Podeszła do mnie, ujęła moją łapę i pozostawiła w nich pojedynczy, przypominający gwiazdę liść, połyskujący złocistym blaskiem. Wysłuchałam wskazówek, mówiących, jaki z tego stworzyć eliksir, czego dodać do mieszanki, jak dawkować... Oraz całkiem optymistycznego zapewnienia, że Alasce i jej przyszłym potomkom nie zagraża nic tak poważnego, by wywoływać duchy zza grobu.
- Dziękuję, Savaeri.
- Czekamy na ciebie Rae, wszyscy. Opiekuj się tą swoją pacjentką.

Do jaskini pognałam jeszcze szybciej, niż w kierunku Polany. Wróciłam akurat w momencie, w którym Alaska otworzyła oczy, po czym w jednej chwili dezaktywowałam połączenie. Uśmiechnęłam się do wadery.
- Wiesz, trochę to było niepokojące... Nie martw się, nic wam nie grozi. Ciąża rozwija się prawidłowo, choć twoje dzieci są jak na równie młode wilczki wyjątkowo energiczne.
Ponownie zabrałam się do przygotowywania wywaru, wszelako tym razem dodałam do niego otrzymany od mentorki listek. Powstały eliksir miał złocistą, jasną barwę, nie wydzielał żadnego zapachu.
- Alasko, uprzedzam pytanie. Przez jakiś czas jeszcze cię stąd nie wypuszczę, muszę mieć pewność, że wszystko będzie w porządku. - Podzieliłam powstały wywar na cztery porcje, jedna na dzień, po czym pierwszą z nich podałam wilczycy. Wydawałam się nieco zamyślona.

<Alaska?>

sobota, 2 lutego 2013

Chat Watahy

Zrobiłam chat watahy można na niego wejść na podstronie wilcze pogaduszki :)
Amara

Od Alaski

Pewnego dnia kiedy wstałam poczułam się jakoś inaczej. Jednak nie przejęłam się tym zbytnio. Poszłam do niedźwiedziego lasu żeby spotkać się z Kitką. Cały czas bolał mnie brzuch, ale postanowiłam się tym nie przejmować. W końcu zjadłam wczoraj naprawdę sporą kolacje. Jednak po spotkaniu z Kitką ból nie przeszedł, a wręcz nasilił się. W końcu nie wytrzymałam i poszłam do Rae po jakiś lek.
 - Hej Rae - powiedziałam
 - Cześć - powiedziała patrząc na mnie
 - Słuchaj od rana boli mnie brzuch i nie wiem dlaczego. Może mogłabyś mi dać jakieś lekarstwo? - zapytałam
 - No pewnie, ale jesteś pewna że to taki zwykły ból? - spytała podejżliwie
 I w tym momencie poczułam kopnięcie. A ponim dwa następne
 - Wiesz...to chyba raczej nie jest...zwykły ból brzucha - powiedziałam w szoku
 - Tak?
 - Jestem w ciąży
 - Naprawde! To fantastycznie! - powiedziała z radością Rae - A skąd o tym wiesz?
 - Bo przed chwilą poczułam kopnięcie
 - W takim razie trzeba powiedzieć o tym reszcie, a szególnie Crepperowi - powiedziała podekscytowana
 - Acha - powiedziałam nadal w szoku - W takim razie...chodźmy
Ale nie ruszyłam się z miejsca ponieważ zemdlałam...
<Rae?>

Od Bety Do Wszytkich

Nie wysyłajcie opowiadań na maila zuza.celej@gmail.com, przez najbliższy tydzień ponieważ nie będę mogła ich umieszczać gdyż będę na oboie malarskim

Pozdrawiam
Alaska

Od Alaski Do Shiny Poczta Gołebia:

Droga Shino,
Informuję cię że nie będę mogła odpowiadać na twoje posty przez najbliższy tydzień, ponieważ wyjeżdżam na obóz malarski

Pozdrawiam
Alaska

Od Alaski - C.D Shiny

 - Nie bój się, umiem dotrzymać tajemnicy - powiedziałam szczerze
 - No dobrze - uśmiechnęłyśmy się
Shina otworzyła portal i już po chwili byłyśmy po drugiej stronie...
<Shina?>

Podstrona

Zachęcam do zajrzenia do nowej podstrony. :3
Amara

Od Shiny-C.D Alaski:

Tak jak się obawiałam Alaska chce tam iść. I po co ja głupia to mówiłam ?
-Nie jestem pewna czy to dobry pomysł...
-Proszę...-nalegała. Co miałam zrobić?
-No dobra. Ale nikt nie może się dowiedzieć. To nie jest zbyt bezpieczne
<Alaska?>

piątek, 1 lutego 2013

Od Alaski - C.D Shiny

- Naprawdę? To fantastyczne! - powiedziałam nie kryjąc ciekawości - A mogłabyś mnie tam zabrać?
<Shina?>

Od Ravenclawa-C.D Creppera:

- Na razie polować będziemy we dwóch, chyba że znasz kogoś wartego stanowiska łowcy? – odpowiedziałem Crepperowi. – Apropos, co tam upolowałeś trzeba nakarmić watahę.
- Eeee, kilka królików – odpowiedział Crepper z niezadowoloną miną.
- No to idziemy na polowanie.
(Crepper? Sory ale jadę w góry i nie będę mógł kończyć)

Od Shiny-C.D Alaski:

-Ja... no... eee....Byłam na wycieczce... krajoznawczej...-to wyszeptałam-w innym wymiarze...
-W jakim ?-spytała zaciekawiona Alaska. W tej chwili przypomniało mi się, że Alaska jest bardzo zainteresowana ludźmi.
-W wymiarze w, którym mieszkają ludzie-uśmiechnęłam się niepewnie.
<Alaska?>

Od Creppera-C.D Ravenclawa:

-Jasne-uśmiechnąłem się do niego-A kto jeszcze będzie łowcą ?-chciałem wiedzieć z kim będę polować.
<Ravenclaw?>

Od Ravenclawa-C.D Rae:

- Nareszcie i co kupo wygrałem nie muszę cię pić! – Krzyknąłem radośnie poczym wyszedłem z jaskini Rae. Skrzydło się zrosło, poparzenia wygoiły tylko noga ciągle mnie bolała. Poszedłem do lasu. Tam spotkałem polującego Creppera. Szło mu bardzo dobrze pomyślałem, że będzie znakomitym łowcą.
- Cześć Crepper – powiedziałem
- Hej – odpowiedział – podobno jesteś dowódcą lowców.
- Ja właśnie w tej sprawie, czy nie chciał byś zostać pierwszym łowcą w moim ,,oddziale”?
(Crepper co ty na to?)

Od Rae-C.D Ravenclawa:

- Nie dla ciebie cierpliwy odpoczynek, co? - Ponownie podeszłam do Ravenclawa, po czym położyłam łapę u podstawy zranionego skrzydła, stwierdzając, że rany już zaczęły się goić. Dzień, dwa... Pokręciłam głową, tyle to on nie wysiedzi. Wokół mojej łapy rozjarzyła się błękitnawa poświata, która objęła poparzenia i pozostałe urazy. Kilka chwil, a nie pozostał po nich nawet ślad. To była pożyteczna umiejętność, choć nadużywanie jej miało swoje konsekwencje.
- No, teraz już możesz. Leć, szukaj tych swoich łowców - po czym ziewnęłam, ułożyłam się pod ścianą i zapadłam w sen. Może nawet obejdzie się bez koszmarów?

<Raven?>

Uwaga!

Od teraz możecie wysyłać opowiadania także na email zuza.celej@gmail.com.

Nowe tło

Śliczne tło zrobiła na Rae za co dostaje ode mnie 300 łez (Rae nie wspominała o nagrodzie, to były moje widzimisie xD ).
Swoje podglądy na temat nowego wyglądu bloga możecie wyrazić w ankiecie.

Amara

Od Ravenclawa-C.D Rae:

- Czyli mogę już iść - zapytałem Rae z nadzieją w głosie.
(Rae?)