niedziela, 10 lutego 2013

Od Fade'a:



Obudziłem się obok jeziora. Troche bolała mnie głowa i byłem spragniony więc wstałem i zacząłem iść w stronę jeziora. Robiłem lapą lód i zacząłem pić. Odchyliłem sie kiedy juz skończyłem i doznałem szoku... Połowa mojego ciała była szara, bura, nijaka... Oko z tej strony było krwisto czerwone. Odskoczyłem jak najszybciej od jeziora wystraszony. Po chwili podeszłem jeszcze raz do strumienia wody. Wyglądałem zupełnie normalnie. Byłem zły i wiedziałem kogo to była sprawka. 
-To twoja wina, prawda?!-Wykrzyczałem na głos
-,,Moja? Oczywiście, że nie.- Usłyszałem szyderczy śmiech w mojej głowie. 
-Nie potrzebuje cie!- Krzyczałem
-,,Naprawde..? Zaraz sie przekonamy...-Powiedział głos w mojej głowie 
Nagle głowa strasznie zaczeła mnie boleć. Czym prędzej pobieglem do watahy. Nie mogłem jednak użyć mojej szybkości bo ledwo co biegłem normalnie. Co chwila odbijałem sie o drzewa, albo przewracałem. Kiedy juz byłem obok jaskiń ból troche przeszedł. Zauważyłem kilka wilków obok mojej jaskini. Pomyślałem: ,, Tylko nie to". Szłem powoli, ale pewnie. Kiedy byłem juz prawie obok wejścia ktoś musiał sie odezwać:
-O hej Fade!
-Dawno cie nie widziałem- oznajmił któryś z wilków
-Co ci sie stało, że cie nie było?- ktoś zapytał
Głowa zaczela boleć mnie tak mocno, że to było nie wytrzymania. Zacząłem biec przed siebie jak najszybciej sie da jednak to było trudne zadanie przy moim bólu głowy. Kiedy troche sie oddalilem ból zaczął ustępować. Byłem coraz bliżej granicy terytorium. Biegnąc tam miałem cel. Kiedy przekroczyłem granice ból ustąpił. Oddaliłem sie bardziej od granicy i Wykrzyczałem:
- Dobra wybrałeś! Potrzebuje cie! 
Bestia znowu powrócił a ja usłyszałem jego śmiech. Po chwili usłyszałem jego głos:
- ,,Wiesz... Zostańmy tu.
-Po pierwsze żadni my, a po drugiej nie mam powodu, żeby tu zostać.-powiedziałem na głos 
-,,Już niedługo...-powiedział w mojej głowie 
-Mowileś cos?-Powiedziałem ugryźliwie
-,, Nie nic... Słuchaj zostańmy tu. W tamtej watasze nikt sie tobą nie interesował, nikt cie nie słuchał, nikt cie nie kochał, nie szanował!
-Kłamiesz! Ty Kłamiesz!
-,,Przemyśl to... Chociaż kilka dni. Odpoczniesz od nich wszystkich.
Chwile zastanawiałem sie nad słowami besti. W końcu powiedziałem:
-No dobrze, ale tylko na kilka dni
-,, Kilka dni w zupełności wystarczą- powiedział z grozą
Troche przejełem sie słowami besti, ale długo nad nimi nie myślałem. 
Dwa może trzy dni upłynęły a mną zawładneła paranoja. Z nikim nie rozmawiałam, a poza terenami watahy było cicho wręcz wyszystko obchodziło sie bez dźwięku. W mojej naturze leży nie pochamowana chęć do rozmów i spędzania czasu z innymi wilkami, a to teraz zostało mi zabrane. Nawet bestia sie nie odzywała. 
Minęło około pięć dni i w tedy bestia sie odezwała.
Szłem bez celu przed siebie podziwiają widoki aż nagle bestia sie odezwała:
-,, Nie sądzisz, że ktoś nas obserwuje?
-Nie... Chyba nie.-Odpowiedziałem
Dotąd nie zwracałem na to uwagi, ale może bestia ma racje..? 
Szóstego dnia chciałem sie napić w najbliższym źródle. Bestia zawsze próbowała odwrócić moją uwagę od tafli wody. Tego dnia to wszystko wydało mi sie podejrzane Jescze bardziej. Tym razem kiedy skończyłem pić chciałem spojrzeć w wodę.
Nachyliłem sie nad wodą i zacząłem pić tak jak zwykle. Tym razem powoli odchyliłem się. Kiedy spojrzałem w wodę zamurowało mnie. Twarz na wpół szara i bura a jedno oko czerwone... Tak jak wcześniej. Myśląc, że wszytko zniknie kiedy obejrze sie jeszcze raz w wodzie odeszłem od źródła. Podeszłem znowu do wody i powoli nachyliłem się. Niestety wszystko było tak jak przed chwilą. Byłem wściekły.
-Co ty mi zrobiłeś!?-Wykrzyczałem 
-Ohhh, to?-Powiedział tym razem moimi ustami 
Byłem zaszokowany. On mówi przez moje usta?! 
-Jak?! Gdzie?! Ty..!-Zawarczałem
-Ohhh Fade, jeszcze nie zrozumiałeś? Teraz jestem połową ciebie.-Powiedział i zaśmiał się
Byłem tak wściekły... Miałem ochotę zabić kogoś z zimnną krwią. Juz nie byłem wściekły tylko na niego, ale na mnie. Jak mogłem nabrać sie jak szczeniak?!
Dwa dni po tym przyzwyczaiłem sie do demona, jeśli można to tak nazwać. Traktowałem go jak kogoś bliskiego, kogo nigdy nie miałem... 
Chciałem opuścić obce mi tereny, ale postanowiłem, że zostanę jeszcze jedną noc. 
Siedziałem na łące jedząc sarne, którą wcześniej upolowałem. Było dosyć ciemno a słońce zachodziło za drzewami. W pewnej chwili odniosłem sie do demona:
-Jeśli mam z tobą rozmawiać to jak mam do ciebie mówić? Masz jakies imie?
-Hmm... Niech pomyśle. Swojego imienia nie mam... Black!
-Serio? Black?-Zacząłem sie śmiać 
-Nie śmiej sie! Ty masz głupie imie a sie nie śmieje!- Powiedział żartobliwie 
-Haha- powiedziałem ironicznie- To może...Pan Cytrynka- Moj śmiech był nie do opanowania 
-Bardzo śmieszne... Mam! Od teraz mów mi Veren, w skrócie Ven
-To juz lepsze niż black- Zasmialem się
Po dłużej chwili ciszy Ven powiedział
- Ktoś tu jest! Jestem pewny!
-Przestan juz
Nie wiele po tej rozmowie poszedłem spać.Pewnie dla osoby która słuchał naszej rozmowy było to komiczne przeżycie. Ja tez jakbym zobaczył wilka gadajacego do siebie byłbym rozbawiony. 

( proszę niech ktoś dokończy)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz