Tego dnia, słońce nie chciało zaświecić.
Skryło się za chmurami, i uparcie nie chciało odsłonić swojej złotawej
twarzy. Nie byłam zachwycona tym faktem. Chciałam sobie trochę pospać,
na jakimś głazie. Najlepiej nagrzanym przez słońce. Znalazłam jakiś duży
kamień, i wskoczyłam na niego, a potem wyczekująco spojrzałam na
słońce. Ale ono nie chciało współpracować. Schowało się jeszcze bardziej
za najciemniejszą chmurą. Poczułam się ignorowana, nawet jeśli Słońce
to gwiazda, to i tak mnie ignorowało! Zeskoczyłam z kamienia, i
zastanawiałam się, co mam począć bez słońca. Zaraz jednak znalazłam
odpowiedź. W dali zobaczyłam słaby, migoczący punkt. Pobiegłam w jego
stronę. Postać którą ujrzałam, widywałam ostatnio często, i to mnie
niepokoiło. Była to biała wilczyca, sprawiała wrażenie niematerialnej,
jakby delikatny podmuch wiatru, mógłby rozwiać ją na zawsze. Bez
wątpienia, była duchem, jednak osobiście nie widziałam, o co jej chodzi.
Widzenie duchów, było czasem przerażające, czasem dawało uczucie
władzy. W końcu inni ich nie zauważali. Jednak przede wszystkim, dawało
to uczucie pewnej odpowiedzialności za ich los. W końcu: tylko ja mogłam
im pomóc.
Podeszłam do wilczycy. Stanęłam przed nią, i starałam się uśmiechnąć, ale bardzo rzadko to robię i jakoś nieszczególnie wiem, jak to się robi, więc w końcu zrezygnowałam.
- Witaj - usiadłam obok oglądającej się na wszystkie strony zjawy - Mogłabyś mi powiedzieć....
- Aaaa! - wrzasnęła - Oni tu idą! Są blisko..
- Niewykluczone, ale widzisz, tu nikogo nie ma.. - starałam się przywrócić ją do realizmu, jednak wilczyca dalej krzyczała:
- Znowu tu są! - zaczęła płakać - Musisz uciekać, i powiadom resztę!
- Nie - mruknęłam - Nie muszę uciekać, ani powiadamiać innych. To ty musisz sobie zdać sprawę, że to o czym mówisz, zdarzyło się dawno temu..
- Nie! - jęknęła, i nagle jej pierś zabarwiła się kolorem krwi i wilczyca upadła i rozwiała się na wietrze.
- Ej! Wracaj! No, nawet nie zdążyłyśmy pogadać! - powiedziałam zawiedziona.
Zaczęłam się zastanawiać, o jakim wydarzeniu ona mówiła. A kto wie lepiej niż Alfa, co się działo tu kiedyś? Poszłam więc do Amary.
- Witaj wielmożna Alfo - powitałam ją - Czy może znasz historię tych terenów?
- Nie rozumiem - przyznała wadera - Możesz trochę jaśniej? Jaką znów..
- Co się działo na terenach naszej watahy, zanim powstała tu wataha?
<Amara?>
Podeszłam do wilczycy. Stanęłam przed nią, i starałam się uśmiechnąć, ale bardzo rzadko to robię i jakoś nieszczególnie wiem, jak to się robi, więc w końcu zrezygnowałam.
- Witaj - usiadłam obok oglądającej się na wszystkie strony zjawy - Mogłabyś mi powiedzieć....
- Aaaa! - wrzasnęła - Oni tu idą! Są blisko..
- Niewykluczone, ale widzisz, tu nikogo nie ma.. - starałam się przywrócić ją do realizmu, jednak wilczyca dalej krzyczała:
- Znowu tu są! - zaczęła płakać - Musisz uciekać, i powiadom resztę!
- Nie - mruknęłam - Nie muszę uciekać, ani powiadamiać innych. To ty musisz sobie zdać sprawę, że to o czym mówisz, zdarzyło się dawno temu..
- Nie! - jęknęła, i nagle jej pierś zabarwiła się kolorem krwi i wilczyca upadła i rozwiała się na wietrze.
- Ej! Wracaj! No, nawet nie zdążyłyśmy pogadać! - powiedziałam zawiedziona.
Zaczęłam się zastanawiać, o jakim wydarzeniu ona mówiła. A kto wie lepiej niż Alfa, co się działo tu kiedyś? Poszłam więc do Amary.
- Witaj wielmożna Alfo - powitałam ją - Czy może znasz historię tych terenów?
- Nie rozumiem - przyznała wadera - Możesz trochę jaśniej? Jaką znów..
- Co się działo na terenach naszej watahy, zanim powstała tu wataha?
<Amara?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz