- Wydaje mi się, że informowałyśmy o swoich planach ze znacznym wyprzedzeniem. Ale co ja mogę wiedzieć... - Spojrzałam na Amarę z uwagą, z miną cokolwiek niewyraźną, ale na pewno nie ustępliwą - ni to zdziwienie, ni to pomieszana z oburzeniem ciekawość. Bo powody do krzyku jakieś pewnie ma. Tyle, że zupełnie nie poczuwałam się do winy, wyprawa nadal wydawała mi się dobrym pomysłem.
- W takim razie będę wdzięczna, jeżeli przybliżysz nam dokładnie, jaki los spotkał tych, którzy zapuścili się do lasu. Bo w tej chwili mam przed sobą garść mglistych pogłosek, teren teoretycznie należący do watahy, a na który nikt się nie zapuszcza, i te "niepojęte siły". A któż może na ten temat wiedzieć więcej, niż Alfa? Chciałabym poznać tę historię. - Przerwałam na chwilę, zastanawiając się, czy już zaczęła się awantura, czy zacznie się za chwilę, czy też jeden niewinny w sumie pomysł, i wylecę z watahy. Bo spoglądając na Amarę takie odniosłam wrażenie, cóż, że negatywne.
- Więc, gwoli wyjaśnienia sprawy. Pomysł wyszedł ode mnie, mnie strzelił do głowy, a że entuzjazm się udzielił, cóż. To wygląda na to, że winną masz przed sobą? W każdym razie, nie zamierzam cię w żaden sposób obrazić, nie w głowie mi to. Po prostu w taki, a nie inny sposób odbieram obecną sytuację.
- Zatem. Nadal uważam, że to teren interesujący i chcę go odwiedzić, gdyby nawet przyszło mi tam iść samej. Oferuję się udokumentować każde napotkane tam stworzenie, których możliwości z resztą nie bagatelizuję. Część zapewne okaże się groźniejsza niż Banshee, ale to chyba nie powód, by od razu zabraniać wyprawy? O pozwolenie na odbycie której proszę.
<Amara? Z mojej strony - dziwny pomysł, ale nadal jestem przekonana, że dobry. Ciekawy, owiany tajemnicą teren, szczypta niebezpeczeństwa, przygoda wisi w powietrzu. Czyli widzę w tym materiał na całkiem dobre opowiadanie, ot co. Będę wdzięczna za odpowiedź na postawione w powyższym tekście pytania, pozdrawiam, post scriptum kończę.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz