W ogóle nie poznałem Fade'a. Był
jakiś rozkojarzony. To chyba ta nowa Chanel. Chyba coś między nimi
iskrzy. W każdym razie gdy poszedł ja postanowiłem wrócić do
watahy. Gdy szedłem przez Staw Orzeźwienia zobaczyłem kogoś
nowego. Podszedłem i zapytałem:
- Cześć, jak się nazywasz? –
zapytałem.
- Shiara, a ty? – odpowiedziała.
- Ravenclaw, albo po prostu Raven. –
powiedziałem i uśmiechnąłem się lekko. Nagle zobaczyłem jakby
coś poruszyło się na bagnach.
- Widziałaś – spytałem – coś
się tam ruszyło, tam na bagnach?- Shiara popatrzyła w tamtą stronę
ale po chwili odpowiedziała:
- Nie, zdawało ci się –
powiedziała Shiara – nic tam nie... AAA!– krzyknęła Shiara.
W tej chwili skoczył na nią wyjątkowo duży i silny Baneshee.
Wtedy zauważyłem jej ranę na tylnej lewej nodze. Oczywiście
ruszyłem jej z pomocą, ale drogę zagrodziły mi dwa inne potwory.
Oba rzuciły się na mnie. Uderzyłem jednego w pysk. W tym samym
czasie drugi Banashee rzucił mi się na plecy. Kątem oka widziałem,
że Shiara radzi sobie coraz gorzej, widziałem że potwór zobaczył
jej słabość. Kolejny Baneshee rzucił się na mnie. Nie
wytrzymałem, zacząłem zmieniać się w wilkołaka. Odrzuciłem w
tył kilku ,,mutantów” i ruszyłem Shiarze z pomocą. Odtrąciłem
potwora łapą. Jednak się spóźniłem. Rana Shiary była już
bardzo mocno rozdrapana. Moja nowa przyjaciółka była nieprzytomna.
Wziąłem ją na ręce i pobiegłem prosto do Finally.
(Finally, Shiara?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz