czwartek, 31 stycznia 2013

Od Ravenclawa:

Strasznie mi się nudzi. Nie mam z kim pogadać. Alaska i Crepper zakochali się w sobie, Mack i Shina też, innych rzadko widuję. Postanowiłem więc pójść na spacer. Nic tak nie orzeźwia jak spacer po dżungli. Poszedłem. Po drodze spotkałem Kitkę. Zdziwiłem się dlaczego nie jest z Alaską albo w jej towarzystwie. Akurat podał deszcz więc dżungla wyglądała bardzo ładnie. Nagle usłyszałem jakby coś się poruszyło w krzakach. Odwróciłem się ale nic nie zobaczyłem. Nagle z tyłu skoczył na mnie młody smok. Ugryzł mnie w skrzydło. Odwróciłem się i uderzyłem go w pysk. Zawył. Potem ugryzłem go w szyję. Padł. Już chciałem wracać ostrzec watahę ale drogę zagrodził mi smok. Taki duży dorosły smok. Skoczyłem na niego i z całą siłą uderzyłem go w pysk. Przyjął cios i zamachną się ogonem i przygwoździł mnie do drzewa. Chyba złamałem lewą łapę. Ale… Smok skoczył i zionął ogniem, nie zdążyłem zrobić uniku. Nagle zacząłem zmieniać się w wilkołaka. Zamachnąłem się i uderzyłem smoka. Zmalałem. Znowu byłem wilkiem, tylko dlaczego? Ugryzłem smoka w szyję. Zanim zginą uderzył mnie jeszcze w pysk. Obolały, spalony i wycieńczony ostatkiem sił zawlokłem się do Amary.
(ktoś dokończy?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz