Otworzyłam oczy. Promienie słoneczne
rzucały światło na świeżą, wiosenną trawę. Przeciągnęłam się, żeby
rozprostować kości. To była ciężka noc. Męczyły mnie jakieś dziwne sny
dotyczące Shiny, o której wczoraj tyle się nasłuchałam >uśmiech<,
Macka i… Ravenclawa. Miałam dziwne przeczucie, że coś mu się stało.
- Hejka.- usłyszałam radosny głos, dobiegający gdzieś z oddali. W moją stronę biegł Mack. Uśmiechnęłam się na jego widok. - Hej.- odpowiedziałam, kiedy znalazł się obok mnie.- Tobie też się nudzi? - Cholernie.- zaśmialiśmy się. - Kiedy kończy się ta… wyprawa?- spytałam niepewnie. - Chyba już niedługo. A czemu pytasz? - A… tak po prostu.- skłamałam.- Co robimy? Mack zastanowił się chwilę i wyszczerzył zęby. - Polana Tysiąca Westchnień?- zaproponował. Zachichotałam słysząc tę nazwę. - Co to za miejsce? Chyba jeszcze tam nie byłam. - Miejsce zabaw dla szczeniaków. Coś w tym guście. Można się tam porządnie wybiegać.- wyjaśnił. - No to chodźmy.- uśmiechnęłam się i ruszyłam za nim. |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz