Wszyscy pędem przybiegliśmy do jaskini szpitalnej.
-Jak to-nie możesz walczyć!?
-Co się stało?
-Finally?
-DOŚĆ!!!-krzyknęłam wreszcie.-Przestańcie zalewać ją pytaniami. Niech odpocznie.
Powoli podeszłam do niej i spokojnie spytałam:
-Finally, co się stało?
-Moja noga... Jakiś wilk ugryzł mnie podczas walki...
-Bardzo boli?
-Lekarz powiedział że połamałam kości w jednej nodze. Chciałabym walczyć, ale on mówi, że nie mogę...
-To może zaśpiewaj i będzie po sprawie?-zaproponował Picallo.
-To tak nie działa! Mogę uzdrawiać głosem tylko innych... nie mnie samą...
Pokręciłam głową. Minę miałam bardzo przygnębioną.
-Czyli że musimy...-zaczęłam-walczyć sam.
-Ale nie poradzimy sobie w niepełnym składzie!-krzyknął Picallo.
Po Macku było widać, że nie może się zdecydować. Zostać przy Finally i opiekować się nią (przy czym na pewno zdobyłby jej serce) czy iść walczyć.
Wreszcie nie wytrzymałam:
-Och, to bez sensu! Nie uda się...
-Uda.-pocieszyła mnie Finally.-Uda się wam. A ja do was dołączę, gdy tylko będę mogła...
-Ale...
-Uda się! I nie wycofujcie się w ogóle! Musicie to wygrać.
<Finally?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz