Wśród tłumu zobaczyłam jeszcze kogoś... ICH! Te wilki, które zaatakowały mnie gdy szliśmy!
I właśnie wtedy, wilk który zapewne prowadził igrzyska powiedział:
-Pierwsza walka! Wataha Srebrzystych Łez i Wataha Mocnych!
"O nie!"-pomyślałam-"Musimy być pierwsi?! I to Z NIMI?!"
Jednak posłusznie weszliśmy na arenę.
-Uwaga...-zaczął wilk-Do walki... START!!!
Rzuciliśmy się na siebie. Rozpoczęła się walka. Mack był w siódmym niebie...
Skoczył na mnie niebieski wilk z jakimś medalionem na szyi. Podleciałam szybko w górę, choć bolało mnie skrzydło. Zaraz zanurkowałam i zatopiłam kły w jego szyi. Krzyknął. Nawet nie zauważyłam jak z drugiej strony rzuca się na mnie wilczyca. Pazurami drapnęła mnie w plecy lecz odepchnęłam ją. Walczyłam dalej.
Nagle usłyszałam krzyk. Od wróciłam się prędko. Ujrzałam Finally którą atakował błękitno-biały wilk-ten który zranił mi wtedy skrzydło. Wiedziałam, że to trudny przeciwnik. Popędziłam jej na pomoc.
Wilk ugryzł ją mocno w nogę. Nie zwracając uwagi na krew lejącą się z moich pleców rzuciłam się na niego, odwracając uwagę od Finally.
<Walczmy do ostatniej kropli krwi! Nie poddamy się!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz