sobota, 15 grudnia 2012

Od Daynamo:

Dzisiaj wstałem wcześnie co raczej nie leży w mojej naturze. Nie chciałem obudzić pozostałych więc poszedłem rozejrzeć się trochę po naszych terenach (chciałem je trochę poznać). Gdy już je zwiedziłem, chodziłem trochę po lesie i usłyszałem kroki w śniegu. Poszedłem to sprawdzić i ... nie myliłem się było to stadko jeleni. Nie mogłem się oprzeć, po prostu musiałem spróbować na nie zapolować, ale coś je spłoszyło. Próbowałem je złapać, ale po dłuższej chwili nie chciało mi się ich już gonić i wybiegłem na polanę, położyłem się w śniegu. Patrzyłem na niebo i wtedy usłyszałem głośny łopot skrzydeł to była Amara, wokół niej latały ptaki , śmiała się. Szybko wstałem.
-Hej mam nadzieję, że ciebie nie wystraszyłam.
--Hej. Nie martw się mnie nie tak łatwo wystraszyć- uśmiechnąłem się.
-Cieszę się. A tak w ogóle to co tu robisz tak wcześnie.
--Nie mogłem spać i przyszedłem tu.... leżałem, myślałem...
-A mogę wiedzieć o czym myślałeś ?
--O wielu sprawach...o mojej rodzinie, o swoim życiu. Mogę ciebie o coś spytać ?
-Jasne.
--Jak się czujesz kiedy latasz ?
-Sama nie wiem.. nie zastanawiałam się nad tym. Czuje się taka wolna, pełna życia.
--Jednym słowem wspaniale ?- posmutniałem trochę.
-Właśnie wspaniale.
-Ej co się stało ?- podeszła bliżej.
--Nie no nic.
-Widzę że coś ci jest. Mi możesz powiedzieć.
--Po prostu czasami chciałbym mieć skrzydła.
-Po co ?
--Żeby wzbić się w powietrze jak ptak i móc latać, poczuć ten wiatr... ale nie zostałem nimi obdarzony.
-Nie przejmuj się może bóg ma wobec ciebie jakieś plany- popatrzyła mi się prosto w oczy.
-Może, a może nie ale jakoś żyć muszę.
Na rozmowę i śmiech zeszło nam całkiem sporo czasu, aż w końcu zaczęło się ściemniać.

<Amara dokończysz ?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz