-No dobra, drużyno!-krzyknęłam-Idziemy.
-Dobrej drogi!-pozdrowiła Flora.
-Wróćcie szybko!-dodał Daynamo.
Ja, Mack, Finally i Picallo pożegnaliśmy się i opuściliśmy teren watahy.
-Powinniśmy iść na północ, tam znajdziemy arene, gdzie spotkamy pierwszych przeciwników.-powiedziałam.
Powoli pokierowaliśmy się na północ. Zadawałam sobie jedno pytanie-kogo tam spotkamy?
-Będę obserwować teren z góry!-zaproponowałam i wzbiłam się w powietrze. Leciałam jak strzała. W oddali zobaczyłam mały punkcik. Zanurkowałam w powietrzu i znalazłam się na ziemi. Wtedy ich zobaczyłam.
-Jestem wilkiem alfa watahy mocnych!-krzyknął czarny z blizną na oku.-Żegnaj się z życiem! Wygrana jest NASZA!!!
Zrozumiałam, że pewnie oni też biorą udział w Igrzyskach Śmierci, ale jeszcze nie doszli do areny. Chciałam zawiadomić resztę, ale wtedy...
Biało-błękitny wilk drapną mnie w skrzydło. Wrzasnęłam. Ból był ogromny...
Nie mogłam wzbić w powietrze!
"Co teraz...?"-myślałam...
<Drużyno?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz